Mama Iwony Wieczorek: policja z Archiwum X, z którą jestem w kontakcie, nigdy mi o czymś takim nie mówiła

2023-07-06 15:52 aktualizacja: 2023-07-07, 17:50
Iwona Wieczorek, zaginęła w nocy z 16/17 lipca 2010 r., Fot. Facebook
Iwona Wieczorek, zaginęła w nocy z 16/17 lipca 2010 r., Fot. Facebook
Gdyby Iwona była w ciąży, to jestem przekonana, że powiedziałaby mi o tym. Miałyśmy dobre relacje i w takiej sytuacji na pewno bym córkę wspierała. Ona o tym wiedziała, że będę z nią na dobre i na złe, i w każdej jej decyzji - odpowiada Iwona Główczyńska, matka zaginionej Iwony Wieczorek na słowa Marka Dyjasza, który w wywiadzie dla PAP.PL przedstawił swoją teorię dotyczącą tego, co mogło stać się trzynaście lat temu oraz przyczynach, dlaczego do dziś nie udało się znaleźć ciała. I podkreśla: "Z panem Dyjaszem nigdy nie rozmawiałam o mojej sprawie. Jeśli ma mi coś ważnego do przekazania, to zapraszam do kontaktu, tak samo, jeśli chce zweryfikować ze mną jakieś informacje, w których posiadanie wszedł".

PAP.PL: Pani Iwono, zacznijmy od tezy, którą Marek Dyjasz przedstawił w wywiadzie, że pani córka mogła być w ciąży. Inspektor Dyjasz w wywiadzie z PAP.PL powiedział: „ktoś mógł mieć zbyt dużo do stracenia, gdyby wyszło, że ona ma z nim dziecko - może to burzyło jego życie rodzinne, biznesowe, zawodowe. Mogło dojść do kłótni, poniosły go emocje i tyle. Może uderzyła głową o kant chodnika lub stało się to w czyimś domu”. Co pani na to?

Iwona Główczyńska: Na jakiej podstawie Pan Dyjasz wysnuwa taką hipotezę? Chciałabym, aby przedstawił mi chociażby jedno zdanie, które jest pewne, albo jest potwierdzonym faktem na podstawie którego wysnuwa taką hipotezę. Z tego, co wiem i o czym sam Pan Dyjasz mówił, to w roku 2012 odszedł on na emeryturę. Po tym czasie wiele wątków zostało już wyjaśnionych. Gdyby Iwona była w ciąży, to jestem przekonana, że powiedziałaby mi o tym. Miałyśmy dobre relacje i w takiej sytuacji na pewno bym córkę wspierała. Ona o tym wiedziała, że będę z nią na dobre i na złe, i w każdej jej decyzji. Na jakiej podstawie Pan Dyjasz wysnuwa wnioski, że czyjeś życie rodzinne i biznesowe mogło zostać zaburzone? Czy sugeruje, że moja córka mogła spotykać się ze starszym i żonatym mężczyzną, który ma już rodzinę? Czytelnik może to tak odebrać, że mowa jest właśnie o starszym mężczyźnie. Z wypowiedzi wynika, że nie jest tu mowa o rówieśniku Iwony. Co więcej, pada stwierdzenie „życie biznesowe”, czyli wskazuje na to, że ten ktoś prowadził biznes i miał pieniądze w tamtym czasie. Co ja na to? Taką hipotezę może sobie wysnuć każdy zwykły człowiek, nie popierając jej niczym, dosłownie niczym, tak jak pan Dyjasz. Jednak wypadałoby, by każda hipoteza, tym bardziej puszczana w obieg publiczny z ust tak poważnego człowieka, miała poparcie w jakichś faktach. 

PAP.PL: Marek Dyjasz nawiązał do koperty z pieniędzmi, którą miała Iwona w swoim pokoju i jej tajemniczego pochodzenia. O kopercie krąży w przestrzeni medialnej kilka wersji: że były to pieniądze, które dostała na 18-nastkę, że były to pieniądze, które dostała od ojca, że były to pieniądze pani, przeznaczone na zaopatrzenie salonu fryzjerskiego. Czy może pani powiedzieć, co to za pieniądze i jaka była to suma, by zamknąć ten wątek? 

I.G.: Kopertę z pieniędzmi, którą koleżanka Iwony widziała przed zaginięciem, należała do mnie. Leżała ona w szufladzie w jej pokoju. Wielokrotnie trzymałam u córki pieniądze na zaopatrzenie mojego salonu fryzjerskiego. Ten wątek nie ma jednak żadnego związku z zaginięciem mojej córki. Poza tym wydaje mi się, że nie muszę się nikomu tłumaczyć, gdzie trzymam pieniądze na zakupy. Dlatego nigdy nie wyjaśniałam publicznie tego wątku, aż do dziś. To, co Iwonka przekazała koleżance na temat tej koperty, a jej koleżanka dalej, to ja na to wpływu nie mam. Jestem też przekonana, że gdyby pieniądze należały do Iwony, to nie byłoby sytuacji, gdzie pożycza na imprezie od koleżanki 60 zł. Miałaby też na taksówkę, na drogę powrotną, nie brałaby sobie moich ciuchów, butów, ani biżuterii, które nieraz pożyczała. Do wątku koperty odniósł się zresztą profiler, który miał dostęp od akt sprawy mojej córki. Pan Jan Gołębiowski na swojej oficjalnej stronie na Facebooku poruszył w swoim wpisie wątek koperty i zaznaczył, że został on już wyjaśniony. 

PAP.PL: Marek Dyjasz powiedział w wywiadzie: „są ciemne strony jej życia, o których policjanci się dopiero później dowiedzieli”. Czy jest pani pewna, że Iwona nie miała przed panią jakiejś tajemnicy, w której następstwie doszło do nieszczęśliwych zdarzeń?

I.G.: Skoro pan Dyjasz wie, że policjanci mają jakieś informacje o „ciemnych stronach” życia mojej córki, to ja bym bardzo chciała, aby pan Marek Dyjasz skontaktował się ze mną i przedstawił mi te ciemne strony. Skoro powołuje się na wiedzę od policjantów, to chyba jest ona pewna. Ja nic na ten temat nie wiem. Policja z Archiwum X, z którą jestem w kontakcie odkąd prowadzą śledztwo, nigdy mi o czymś takim nie mówiła, ani nawet nie sugerowała.

PAP.PL: W książce Szostaka oraz w wywiadzie z Markiem Dyjaszem przytoczona została rzekoma rozmowa Iwony z babcią, której pani córka chciała powiedzieć „coś ważnego” przy kolejnej swojej wizycie. Czy rzeczywiście pani córka zapowiedziała babci, że chce jej o czymś ważnym powiedzieć? Jeśli tak, o co mogło chodzić?

I.G.: Jest to kompletna bzdura, ponieważ pan Dyjasz powtórzył to po panu Szostaku. Po publikacji drugiej książki pana Szostaka byłam u teściowej z osobą mi towarzyszącą i w rozmowie tej babcia zdementowała, że Iwonka miała jej coś powierzyć w tajemnicy, czy powiedzieć coś ważnego. Babcia nic takiego nie mówiła i mam na to świadka. Pytałyśmy też, czy Iwona, jak wcześniej do nich przychodziła, to sprawiała takie wrażenie, jakby coś ją trapiło, czy się czegoś obawiała. Pytałyśmy, bo sama chciałam się dowiedzieć od teściowej, czy mówiła tak panu Szostakowi, gdy u niej był. Byłam tym wątkiem zaskoczona, bo sama nigdy nic niepokojącego w zachowaniu Iwony nie zauważyłam. Babcia zaprzeczyła, mówiła, że Iwona była wręcz zadowolona, że ma wakacje. Umówiła się, że przyjdzie odwiedzić dziadków za tydzień. 

PAP.PL: Marek  Dyjasz uważa, że ani Paweł P. ani Patryk G. nie mogli popełnić tej zbrodni, bo jako tak młodzi ludzie nie wyprowadziliby aż tak w pole policji – chodzi o kwestię ewentualnego ukrycia zwłok, zatarcia śladów jak i poradzenia sobie z obciążeniem moralnym, psychicznym. Co mówi pani intuicja lub też wiedza?

I.G.: Nie będę rzucała oskarżeń w żadną ze stron, ponieważ nie mam do dziś ani ciała mojej córki, ani nie ma też sprawcy. Nie ma także dowodów, ani zarzutów wskazujących wprost na winnego. Uważam więc, że w tej sytuacji nie można nikogo wykluczyć na 100 procent. Żadnej wersji, ani osoby. I bardzo się dziwię, że doświadczony policjant wyklucza kogokolwiek, ma jakąś wiedzę na ten temat? Reasumując, dziękuję każdemu, kto próbował cokolwiek zrobić dla tej sprawy i nie pozwolił o niej zapomnieć. Prosiłabym jednak na przyszłość o weryfikowanie swoich informacji w rzetelnych źródłach, a nie czerpać informacje z dziennikarskich plotek i z trzeciej ręki. Uważam też, że od policjantów, którzy wypowiadają się w takich sprawach, wymaga się więcej rzetelności. Proszę sobie wyobrazić teraz ludzi, którzy przeczytają ten artykuł i dla których Pan Dyjasz jest autorytetem. Wciągną z tego proste wnioski - ciąża, być może z kimś, kto miał już ułożone życie prywatne i biznesowe, koperta z dużą kwotą pieniędzy w jej szufladzie i ciemna strona życia mojej córki. Bardzo łatwo wyobrazić sobie można obraz Iwony czytając taki zlepek, niczym niepopartych stwierdzeń. Chciałam też dodać, że z panem Dyjaszem nigdy nie rozmawiałam o mojej sprawie. Jeśli ma mi coś ważnego do przekazania, to zapraszam do kontaktu, tak samo, jeśli chce zweryfikować ze mną jakieś informacje, w których posiadanie wszedł.

*Iwona Główczyńska, mama Iwony Wieczorek

Rozmawiała Kamila Wronowska

kw/