O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Misiewicz: gazety napisały nieprawdę, trzeba zastanowić się nad krokami prawnymi

Gazety napisały "zupełną nieprawdę", to naruszenie dóbr osobistych, trzeba zastanowić się nad konsekwencjami prawnymi - powiedział w czwartek Bartłomiej Misiewicz przed posiedzeniem komisji PiS, która ma wyjaśnić stawiane mu zarzuty i okoliczności powoływania go na pełnione funkcje.

Warszawa, 13.04.2017. Były rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz (C) rozmawia z dziennikarzami w drodze do siedziby Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie, 13 bm., gdzie odbędzie się pierwsze posiedzenie komisji ds. wyjaśnienia stawianych mu zarzutów i okoliczności powoływania go na pełnione funkcje. W skład komisji wchodzą politycy PiS - Joachim Brudziński, Mariusz Kamiński i Marek Suski. (zuz) PAP/Marcin Obara PAP © 2017 / Marcin Obara
PAP © 2017 / Marcin Obara / Warszawa, 13.04.2017. Były rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz (C) rozmawia z dziennikarzami w drodze do siedziby Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie, 13 bm., gdzie odbędzie się pierwsze posiedzenie komisji ds. wyjaśnienia stawianych mu zarzutów i okoliczności powoływania go na pełnione funkcje. W skład komisji wchodzą politycy PiS - Joachim Brudziński, Mariusz Kamiński i Marek Suski. (zuz) PAP/Marcin Obara PAP © 2017 / Marcin Obara

Bezpośrednim impulsem do powołania komisji - która zebrała się w czwartek o po godz.11 - były doniesienia prasowe, że Misiewicz - b. rzecznik MON i b. szef gabinetu ministra obrony Antoniego Macierewicza - został zatrudniony w państwowej spółce Polska Grupa Zbrojeniowa, gdzie miałby zarabiać 50 tys. zł miesięcznie.

Misiewicz powiedział, że gazety napisały "zupełną nieprawdę". "To jest oczywiste naruszenie dóbr osobistych i trzeba się zastanowić nad dalszymi konsekwencjami prawnymi tego - ale to jest przyszłość" - powiedział.

Stwierdził, że młody wiek jest dla mediów powodem do emigracji, nigdzie w Polsce nie można pracować, a na podstawie pisania nieprawdy można każdego zdyskredytować.

"Rozumiem, że część mediów w Polsce, zwłaszcza z tym kapitałem zagranicznym, ale także środowiska w Polsce, które walczą o odzyskanie władzy po ośmiu latach rządzenia i wspierają te media, bardzo by chciały, żeby za taką działalność jak: pomoc przy badaniu, docieraniu do prawdy przy katastrofie smoleńskiej, jak odbicie z rąk ludzi, którzy współpracowali, imprezowali z funkcjonariuszami Federalnej Służby Bezpieczeństwa Władimira Putina Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO czy wreszcie młody wiek jest powodem dla wszystkim państwa do emigracji i nigdzie w Polsce nie można pracować, a na podstawie pisania nieprawdy można każdego zdyskredytować" - powiedział Misiewicz.

"Bardzo się z tego cieszę, bo pokazujecie państwo wszystkim młodym ludziom, wszystkim moim rówieśnikom, co będziecie robili wtedy kiedy będzie dochodziło do przemiany pokoleniowej. Gdzie mamy zdobyć, to doświadczenie, gdzie mamy się nauczyć tego warsztatu, gdzie mamy potem korzystać z tego wszystkiego tak, aby skutecznie, słusznie i w pełni pracować dla Rzeczypospolitej Polskiej" - mówił Misiewicz.

Zaapelował do mediów, by nie nachodziły jego rodziny i bliskich.

W środę "Rzeczpospolita" oraz "Fakt" podały informację o rzekomych zarobkach Misiewicza w PGZ. Według gazet będzie on zarabiał 50 tys. zł miesięcznie za pracę na stanowisku pełnomocnika zarządu ds. komunikacji w PGZ i może liczyć na służbowy samochód. Rzecznik PGZ Łukasz Prus stwierdził, że nie jest prawdą, iż miesięczne wynagrodzenie Misiewicza wynosi 50 tys. zł. Według niego, wynagrodzenie żadnego z pełnomocników zarządu spółki nie sięga tej kwoty.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński w środę podjął decyzje ws. zawieszeniu Misiewicza w prawach członka PiS i o powołaniu komisji ds. zbadania stawianych mu zarzutów. W skład komisji weszło trzech polityków PiS: Joachim Brudziński, Mariusz Kamiński i Marek Suski.

Zapowiadając w środę zwieszenie Misiewicza w prawach członka PiS i powołanie komisji Kaczyński zaznaczył, że ma ona zbadać "całą tę sprawy, zarówno tego ostatniego wydarzenia, jak i tych poprzednich". Szef PiS wyraził nadzieję, że komisja będzie działała szybko, chociaż - jak zastrzegł - "oczywiście troszkę czasu to zajmie". "Wtedy wyjaśnimy wszystkie szczegóły tych wszystkich wydarzeń, które tak bulwersowały opinię publiczną w ciągu ostatnich miesięcy" - oświadczył Kaczyński.

W środę po południu odbyło się spotkanie prezesa PiS z Antonim Macierewiczem, które dotyczyło informacji przekazanych przez media ws. Misiewicza. "Odbyła się rozmowa, która dotyczyła Bartłomieja Misiewicza i informacji, o których pisały media. Jarosław Kaczyński wyraził swoje zdanie w tej sprawie" - powiedziała PAP rzeczniczka PiS Beata Mazurek po zakończeniu tego spotkania.

Z kolei w środę wieczorem spółka PGZ poinformowała o rozwiązaniu umowy o pracę z Misiewiczem za porozumieniem stron ze skutkiem natychmiastowym. Jak dodano rozwiązanie umowy nastąpiło na wniosek Misiewicza, "któremu nie przysługuje odprawa".

Natomiast we wtorek prezydent Andrzej Duda spotkał się z premier Beatą Szydło, oraz szefem MSZ Witoldem Waszczykowskim i szefem MON. Podczas spotkania - jak relacjonował w rozmowie z PAP szef prezydenckiego biura prasowego Marek Magierowski - prezydent "w sposób stanowczy i jednoznaczny wyraził swoje krytyczne stanowisko w sprawie kariery Bartłomieja Misiewicza i jego nowej posady w Polskiej Grupie Zbrojeniowej".

Jak zaznaczył Magierowski, prezydent "już zresztą wcześniej mówił publicznie o swoich wątpliwościach co do kompetencji Bartłomieja Misiewicza". "Pan prezydent uznał, że skoro Bartłomiej Misiewicz nie jest już urzędnikiem MON, sprawą powinna zająć się partia" - dodał Magierowski. (PAP)

kos/ mok/

Serwisy ogólnodostępne PAP