"Najbardziej agresywne osoby zamaskowane, użyto armatek wodnych". Szczegóły dwugodzinnego szturmu na granicę

2021-11-16 13:41 aktualizacja: 2021-11-16, 17:35
Fot. PAP/EPA/OKSANA MANCHUK/BELTA
Fot. PAP/EPA/OKSANA MANCHUK/BELTA
Ponad dwie godziny trwały we wtorek działania polskich służb, głównie policji, wobec grup agresywnych osób na przejściu granicznym z Białorusią w Kuźnicy. Do uspokojenia napastników, wśród których najaktywniejsze były osoby zamaskowane, użyto m.in. armatek wodnych.

Atak zaczął się po prawej stronie przejścia granicznego (patrząc z polskiej strony granicy); tam policjanci zostali zaatakowani kamieniami i granatami hukowymi - poinformował PAP rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa.

Powołując się na przekazy live w mediach, pochodzące z białoruskiej strony granicy, zwracał uwagę, że niektóre osoby do miotania granatów czy kamieni używały pewnego rodzaju proc, by zwiększyć zasięg; ręcznie nie były bowiem w stanie dorzucić niebezpiecznych przedmiotów na stronę polską.

"Uchodźcy raczej granatów ze sobą nie przywieźli. Poza tym ci najbardziej agresywni byli zamaskowani, byli w kominiarkach, kapturach, w miarę jednolicie byli ubrani, oczywiście w stroje cywilne" - mówił rzecznik. Dodał, że potem agresywne zachowania przeniosły się na platformę drogowego przejścia granicznego.

Krupa przypomniał, że gdy w miniony poniedziałek przeszło tam z pobliskiego koczowiska co najmniej kilkaset osób, w pierwszej linii przez zasiekami, znalazły się kobiety z dziećmi. "One bardzo szybko zostały wycofane stamtąd i tam dziś pojawił się ten agresywny tłum. Z nieba leciał naprawdę grad kamieni" - relacjonował.

Dodał, że obecnie jest w tym miejscu już spokojnie. "Jest cisza, z nieba nie lecą kamienie, my użyliśmy armatek wodnych. W pewnym momencie napastnicy zaprzestali ataków (...), leciały, leciały kamienie a potem był stop" - mówił. Ocenił, że atak trwał w sumie ponad dwie godziny. "Widzieliśmy, że tym agresorom cały czas donoszono w workach kamienie, więc to ktoś zorganizował, worki z kamieniami były przygotowane" - dodał. Przyznał, że część osób nie miała zasłoniętych twarzy i było widać kim są, ale najbardziej aktywne i agresywne były osoby zamaskowane. "To było od początku do końca przygotowane" - mówił.

Zaznaczył, że cały czas linia granicy jest zabezpieczana przez służby, są tam wciąż armatki wodne, policja obserwuje też teren ze śmigłowca. "Jesteśmy wciąż przygotowani, czekamy jak sytuacja będzie się rozwijała" - dodał rzecznik podlaskiej policji. 

„Migranci nagle zaczęli atakować ogrodzenie i rzucać kamieniami w polskich policjantów. Polacy odpowiedzieli gazem. Użyto armatek wodnych”- pisał relacjonując wydarzenia białoruski dziennikarz Tadeusz Giczan.

SG: Wśród osób atakujących polską granicę są białoruscy pogranicznicy

Wśród osób atakujących polskich funkcjonariuszy oraz zaporę na granicy są również białoruscy pogranicznicy przebrani w cywilne ubrania – poinformowała we wtorek rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska.

Michalska wyjaśniła, że wśród cudzoziemców atakujących polską granicę identyfikowani są funkcjonariusze służb białoruskich. W cywilnym przebraniu biorą udział w niszczeniu zapory oraz atakach na polskich strażników granicznych, policję i wojsko.

"Nasi funkcjonariusze pełnią tam służbę i kojarzą niektóre osoby. Widzimy, że czasami funkcjonariusze białoruskich służb są przebrani w ubrania cywilne, czasami są również w mundurach" – powiedziała rzecznik Straży Granicznej.

Białoruś. Państwowa agencja: część migrantów przemieszcza się do poprzedniego obozowiska

Państwowa agencja informacyjna BiełTA i inne media oficjalne informują, że część migrantów, którzy od poniedziałku koczowali na terenie przejścia granicznego w Bruzgach, zbiera swoje rzeczy i wraca do poprzedniego obozowiska.

Chodzi o oddalone o ok. 1 km od przejścia granicznego miejsce przy granicy z Polską. Migranci przebywali tam od ubiegłego poniedziałku po tym, gdy marszem w zorganizowanej kolumnie przyszli na granicę. 

Według strony polskiej w obozowisku w niedzielę przebywało od 2-4 tys. migrantów. W poniedziałek rano, znowu w zorganizowanych grupach, przemieścili się oni bezpośrednio na teren przejścia granicznego w Bruzgach po stronie białoruskiej, gdzie spędzili noc.(PAP)

Autorzy: Robert Fiłończuk/Wojciech Kamiński, Marta Stańczyk, Justyna Prus

io/J

PAP/