Iga Świątek: na trenerów z innych krajów będę gotowa może za rok lub dwa

2022-01-02 16:39 aktualizacja: 2022-01-03, 09:11
Iga Świątek. Fot. PAP/EPA/Francisco Guasco
Iga Świątek. Fot. PAP/EPA/Francisco Guasco
Iga Świątek nie żałuje decyzji o zaskakującej dla środowiska tenisowego zmianie szkoleniowca przed nowym sezonem i przyznaje, że ważne dla niej było, by nadal pracować z kimś z Polski. "Na trenerów z innych krajów będę gotowa może za rok lub dwa" - zaznaczyła.

Informację o rozstaniu Świątek z Piotrem Sierzputowskim przekazano na początku grudnia. Zaledwie kilka dni wcześniej odbyła się konferencja prasowa podsumowująca miniony sezon w jej wykonaniu i zapowiadająca kolejny. O planach podopiecznej wypowiadał się wówczas jej dotychczasowy szkoleniowiec.

20-letnia zawodniczka, która w najbliższych dniach rozpocznie tegoroczne występy w Adelajdzie, przyznała, że decyzję podjęła dość nagle.

"Przez tydzień miałam poważne wątpliwości. Zdałam sobie sprawę, że pracowałam z Piotrem pięć lat, a może nawet dłużej. Wiele się wydarzyło od momentu, kiedy zaczęliśmy. Poczułam, że to jest dobry czas na następny krok i zmianę. By jakby nieco się zresetować" - uzasadniła na konferencji przed imprezą WTA w Australii.

Jak dodała, nie miała doświadczenia jeśli chodzi o zmianę trenera i nie wiedziała, jak przebiega taki proces.

Kilka dni po ogłoszeniu rozstania z Sierzputowskim, dział PR-owy Świątek poinformował, że będzie ona przygotowywać się do sezonu pod okiem Tomasza Wiktorowskiego. Zaznaczono wówczas, że nie jest to równoznaczne z podjęciem jakiejkolwiek decyzji na temat współpracy. Choć nie pojawił się później żaden nowy komunikat w tej sprawie, to były szkoleniowiec Agnieszki Radwańskiej poleciał pod koniec grudnia z triumfatorką wielkoszlemowego French Open 2020 na antypody. Teraz tenisistka przyznała, że ważne było dla niej, by pracować z kimś z rodaków.

"Cieszę się, że Tomasz był wolny w tej chwili, bo chciałam pracować z kimś z Polski. Sądzę, że będę gotowa na trenerów z innych krajów może za rok lub dwa. Teraz chciałam pracować z kimś, kto rozumie moją sytuację i z kim mogę porozumiewać się w tym samym języku, przez co jest trochę łatwiej" - zaznaczyła.

Dziewiąta rakieta świata zapewniła, że nie żałuje wyboru, którego dokonała.

"Myślę, że to świetna decyzja dla mnie. Na razie się poznajemy, bo w Polsce trenowaliśmy razem przez trzy tygodnie, czyli nie za dużo. Oczywiście, podczas turniejów jest inaczej, bo dochodzą inne czynniki, stres, itp. Kilka najbliższych turniejów zamierzam wykorzystać do tego, byśmy się poznali nawzajem. Sporo rozmawiamy o tenisie, nawet o sprawach spoza kortu. Czuję, że potrzebuję po prostu trochę czasu, by zbudować tę relację. Zobaczymy, jak to się potoczy" - podsumowała.

Udział w imprezie w Adelajdzie rozstawiona z numerem piątym Polka rozpocznie meczem z kwalifikantką. Jej rywalka zostanie wyłoniona w poniedziałek.

Świątek w ubiegłym roku triumfowała w Adelajdzie, ale w imprezie niższej rangi - 250. Ta rozpoczynająca się w poniedziałek to "500-tka" i wraca do kalendarza po rocznej przerwie.(PAP)

kgr/