Wiceszef MSZ: liczę, że Kreml zrozumie, że dalsza agresywna polityka się nie opłaca

2022-01-21 22:36 aktualizacja: 2022-01-22, 11:15
Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz. Fot.  PAP/Piotr Nowak
Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz. Fot. PAP/Piotr Nowak
Rosja musi spotkać się z twardą odpowiedzią świata zachodniego, i póki co z taką odpowiedzią się spotyka. Mam nadzieję, że w pewnym momencie Kreml dojdzie do przekonania, że dalsza agresywna polityka im się po prostu nie opłaca - powiedział wiceszef MSZ Marcin Przydacz.

W piątkowej rozmowie z Polskim Radiem 24 Przydacz pytany był o rozmowę sekretarza stanu USA Anthony'ego Blinkena i szefa rosyjskiego MSZ Siegieja Ławrowa, która odbyła się w piątek i dotyczyła sytuacji wokół granic Rosji i Ukrainy. Przydacz ocenił, że sam fakt, że Rosja prowadzi rozmowy, ma wartość.

"Trudno by było oczekiwać, żeby te rozmowy podczas jednej tylko tury przyniosły jakieś przełamanie" - powiedział Przydacz. "Rosja musi spotkać się z twardą odpowiedzią świata zachodniego, i póki co z taką odpowiedzią się spotyka. To oczywiście powoduje jej nerwowość, ale mam nadzieję, że w pewnym momencie Kreml dojdzie do przekonania, że dalsza agresywna polityka im się po prostu nie opłaca" - ocenił wiceszef SZ.

Przydacz zaznaczył, że jest przekonany, że twarda odpowiedź ze strony Zachodu oraz groźba "realnych, twardych sankcji ekonomicznych oraz pełna jedność Zachodu i wsparcie dla Ukrainy może spowodować odwrócenie tych wektorów i zawrócenie Rosji z tych agresywnych kroków". Dodał, że ma nadzieję, że do żadnych ustępstw ze strony Zachodu nie dojdzie, gdyż Rosja przedstawia żądania, które są nienegocjowalne.

"Nie możemy negocjować łamania prawa międzynarodowego, nie możemy negocjować naszych podstawowych wartości" - podkreślił. Wiceszef MSZ dodał, że obecnie państwa NATO mówią jednym głosem. "Nawet jeśli czasami się różnimy w ocenach, oceny jednych są bardziej ostre, a innych mniej, to wobec tak agresywnej polityki rosyjskiej i tak absurdalnych momentami żądań udało nam się w pełni utrzymać tę jedność. Istnieje oczywiście zagrożenie, że będą państwa, które będą chciały przedkładać swoje własne interesy ekonomiczne czy energetyczne nad spójność i bezpieczeństwo Sojuszu, natomiast to one będą tymi łamiącymi jedność; ale Rosja liczy na to, że będziemy się kłócić" - zaznaczył Przydacz.

Przydacz wyraził również nadzieję, że Rada Unii Europejskiej ds. spraw zagranicznych, której posiedzenie odbędzie się w poniedziałek, przyjmie spójne stanowisko ws. ewentualnych sankcji na Rosję w wypadku agresji na Ukrainę.

W rozmowie z TVN24 w piątek wiceszef MSZ mówił także, że Polska nie prowadzi obecnie dialogu bilateralnego z Rosją. "Od tego są nasze organizacje; Polska ma tutaj swoją rolę do odegrania jako przewodnictwo w OBWE. Były propozycje składane przez ministra Raua, ale Rosja jak na razie nie skorzystała z tego procesu dyskusji w ramach OBWE, ale mamy nadzieję, że do tego dojdzie także na skutek argumentacji naszych zachodnich partnerów" - powiedział.

W rozmowie z PR24 wiceszef dyplomacji podkreślił, że Polska bierze udział we wszystkich możliwych formatach rozmów z sojusznikami.

Na pytanie TVN24, czy Polska jest bezpieczna, Przydacz odpowiedział, że tak, także ze względu na członkostwo Polski w NATO i UE. Zwrócił także uwagę, że na terenie Polski stacjonują amerykańscy żołnierze. "Ukraina, która pozostaje poza tymi strukturami, w naturalny sposób jest bardziej podatna na takie naciski, i z tych nacisków próbuje w tym momencie korzystać Rosja" - dodał.

Pod koniec ubiegłego roku Rosja sformułowała szereg żądań wobec USA i NATO, nazywając je propozycjami w sprawie gwarancji bezpieczeństwa. Rosja domaga się prawnych gwarancji nierozszerzenia NATO m.in. o Ukrainę, kraje Sojuszu wykluczyły już spełnienie tego postulatu. W przypadku niezrealizowania żądań Moskwa zapowiada kroki, w tym militarne, chociaż nie precyzuje, jakie mogłyby to być działania.

Ukraina i państwa zachodnie uważają, że skoncentrowanie przy ukraińskiej granicy przez Rosję ok. 100 tys. żołnierzy ma służyć wywarciu presji na Kijów i wspierające go stolice. Eksperci wojskowi oraz zachodnie rządy mówią o realnej groźbie rosyjskiej agresji.

W piątek sekretarz stanu USA Anthony Blinken po spotkaniu z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem w Genewie powiedział, że Rosja stoi przed wyborem, może wybrać rozwiązanie dyplomatyczne, które prowadzi do pokoju i bezpieczeństwa lub drogę, która wiedzie tylko do konfliktu, surowych konsekwencji i międzynarodowego potępienia. USA, ich sojusznicy i partnerzy wspierają Ukrainę i są przygotowani na oba warianty - podkreślił.(PAP)

autor: Mikołaj Małecki

kgr/