Ekspert: Piąta fala COVID-19 rozpędza się. Nie lekceważmy Omikrona

2022-01-22 06:17 aktualizacja: 2022-01-22, 14:43
Fot. PAP/Leszek Szymański
Fot. PAP/Leszek Szymański
Istnieje duże ryzyko, że za chwilę hospitalizacji osób z COVID-19 będzie więcej – powiedział w rozmowie z PAP specjalista chorób zakaźnych prof. Miłosz Parczewski. Wskazał, że większa liczba hospitalizacji jest opóźniona o ok. dwa tygodnie względem fali wzrostu zakażeń koronawirusem.

"Piąta fala COVID-19 rozpędza się – niestety - zgodnie z przewidywaniami, właściwie co do przecinka. Mówiliśmy o zwiększeniu liczby przypadków w drugiej połowie stycznia i to dokładnie się sprawdza. Prawdopodobnie w kolejnych dniach będzie coraz więcej nowych przypadków zakażeń" – powiedział w rozmowie z PAP lekarz naczelny ds. Covid-19 w szczecińskim szpitalu wojewódzkim prof. Miłosz Parczewski.

Dodał, że nie przełożyło się to jeszcze na liczbę hospitalizacji, ale, jak przypomniał, większa liczba hospitalizacji i zgonów jest opóźniona o ok. dwa tygodnie względem fali wzrostu zakażeń.

"Istnieje duże ryzyko, że za chwilę hospitalizacji będzie więcej. Nawet, jeżeli Omikron jest wariantem łagodniejszym, statystyki liczb się nie oszuka – jeśli zakażeń będzie dużo (a prawdopodobnie tak będzie), pewien procent osób będzie zagrożony ciężkim przebiegiem choroby, co może spowodować zajęcie łóżek covidowych i ograniczenie w funkcjonowaniu służby zdrowia" – wskazał prof. Parczewski.

Przestrzegł, aby nie lekceważyć wariantu Omikron – szczególnie w przypadku osób starszych. Jak zaznaczył, dane dotyczące łagodnego przebiegu choroby pochodzą częściowo z krajów afrykańskich, w których społeczeństwo jest młodsze.

"Jeśli osoba starsza jest niezaszczepiona, a mamy w Polsce jeszcze istotny procent takich osób powyżej 60. roku życia, ryzyko, że zakażenie skończy się ciężko lub źle, jest istotne i wzrasta z każdym rokiem życia" – zaznaczył lekarz.

Przypomniał też, że podawana liczba nowych przypadków zakażeń zależy też od dostępu do diagnostyki, który jest dużo szerszy, a zakażenie koronawirusem jest diagnozowane szybciej, niż na początku pandemii.

"Sama liczba przypadków nie znaczy wcale, że dzieje się coś złego – w drugiej fali nie diagnozowaliśmy trzech z czterech zakażonych pacjentów. Im więcej osób będziemy +wyłapywać+, tym większa będzie podawana liczba przypadków i to wcale nie znaczy, że sytuacja jest dramatyczna" – zastrzegł prof. Parczewski.

Zaznaczył, że szybkość diagnostyki powoduje też szybsze odizolowanie zakażonej osoby, dzięki czemu wirus nie będzie transmitowany dalej.(PAP)

Autorka: Elżbieta Bielecka

kgr/