Iga Świątek o współpracy z Tomaszem Wiktorowskim: mamy wspólną wizję i wartości

2022-01-28 17:18 aktualizacja: 2022-01-29, 09:36
Iga Świątek. Fot. PAP/EPA/DEAN LEWINS
Iga Świątek. Fot. PAP/EPA/DEAN LEWINS
Iga Świątek po zakończeniu udziału w Australian Open opowiedziała PAP m.in. o tym, dlaczego zależy jej na powrocie do Polski przed kolejnym turniejem oraz o współpracy z trenerem Tomaszem Wiktorowskim. „Mamy wspólną wizję i wartości” – zaznaczyła tenisistka.

Polska Agencja Prasowa: Zmęczenie, które nagromadziło się u pani po kilku długich meczach w Australian Open, zmalało już nieco?

Iga Świątek: Właściwie to dopiero dzisiaj poczułam, że ono ze mnie trochę – kolokwialnie mówiąc – schodzi. Dziś więc rozpoczęła się taka solidna regeneracja. Bo właściwie z dnia na dzień coraz bardziej czułam ten mecz ćwierćfinałowy przeciwko Kai Kanepi. Myślę, że generalnie nie miało to wpływu na wczorajszy półfinał, ale na pewno całościowo ta intensywność rosła w trakcie turnieju. Cieszę się, że mam teraz kilka dni odpoczynku zanim zacznę znów trenować.

PAP: Eksperci analizujący pani czwartkowy pojedynek z Danielle Collins jednak właśnie w zmęczeniu upatrywali głównej przyczyny porażki...

I. Ś.: Ja uważam, że to nie ono było kluczem, bo mecz z Danielle opierał się na czymś innym. Gdybym miała np. bardzo dużo długich akcji i nie ustawiałabym się dobrze do tych piłek, to mogłabym faktycznie powiedzieć, że piekły mnie uda, ciężko było zejść niżej na nogach i generalnie byłam już zmęczona. Ale ten mecz opierał się głównie na szybkiej reakcji i pierwszych piłkach. Poza tym dobrze się wczoraj czułam i - tak jak mówiłam na czwartkowej konferencji prasowej - jestem przyzwyczajona do gry na zmęczeniu. Ostatnio tak funkcjonowałam podczas okresu przygotowawczego. To nie jest tak, że taki trzygodzinny wysiłek aż tak bardzo mnie „rozstraja”. Jestem na tyle dobrze przygotowana fizycznie, że gdybym miała więcej szans pograć z Danielle dłuższe akcje, to ten mecz łatwiej byłoby mi odwrócić na swoją korzyść. Ona ewidentnie zdominowała mnie w tych krótkich wymianach.

PAP: Po tym spotkaniu sporo osób komentowało także zasłonięcie ręcznikiem przez pani trenera od przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka kamery skierowanej na sztab szkoleniowy. Uznano to za nietypowe zachowanie. Wie pani, z czego wynikało?

I. Ś.: Nie słyszałam o tym. Ani przed meczem, ani po nim nie rozmawialiśmy o tym w swoim gronie, więc nie wiem, jaki był tu zamysł.

PAP: Do kolejnego startu, którym będzie turniej WTA w Dubaju, zostało ponad dwa tygodnie. Jak pani spędzi ten czas?

I. Ś.: Nasze plany zmieniają się właściwie z godziny na godzinę. Ostateczną decyzję podejmiemy pewnie jutro. W niedzielę wylatuję z Melbourne. Skłaniam się ku temu, by mimo wszystko udać się do Warszawy, bo jest dość długa przerwa między turniejami. Chciałabym wrócić do domu, żeby trochę zresetować głowę oraz ciało i wrócić bardziej świeża. Myślę, że to mi sporo da. Chciałabym też trochę pojeździć samochodem. Bo nie po to robiłam prawo jazdy, żebym była tylko wożona przez kierowców turniejowych. Z tego co wiem, to trener planuje wylot do Dubaju na siedem dni przed moim potencjalnym pierwszym meczem. Ale jak mówiłam, sytuacja jest dynamiczna jak na razie, jeśli chodzi o nasze plany.

PAP: Jako fanka Rafaela Nadala pewnie bardzo się pani cieszy, że już tylko jeden mecz dzieli go od rekordowego w męskim singlu 21. tytułu wielkoszlemowego?

I. Ś.: Tak, jak najbardziej. Oglądałam jego dzisiejszy półfinał. Tylko potwierdza, że jest jednym z tych trzech najlepszych tenisistów na świecie. Ewidentnie zostawia serce na korcie podczas każdego meczu. Jest ogromną inspiracją.

PAP: Hiszpan i wielu innych tenisistów wypowiadało się dość zdecydowanie na temat zamieszania powstałego wokół Novaka Djokovica. Co pani myśli o niedopuszczeniu Serba do gry w Australian Open?

I. Ś.: Jeśli chodzi o wszystkie procedury i sytuację Novaka, to nie wypowiadałam się na ten temat, bo wciąż nie mam wiedzy odnośnie tych wszystkich restrykcji, które obowiązywały osoby niezaszczepione. Mój team w całości jest zaszczepiony i jak wypełnialiśmy dokumenty wymagane przed przylotem, to ominęły nas te wszystkie niuanse i wymogi dotyczące niezaszczepionych. Szczerze mówiąc, to nie zagłębiałam się w to. Najwięcej w tej sprawie działo się, gdy brałam udział w turnieju WTA w Adelajdzie, gdzie miałam bardzo intensywny czas, bo mecze grałam z dnia na dzień. Właściwie dopiero po fakcie zaczęłam czytać, jak to wyglądało w przypadku Novaka i mam wrażenie, że ta sprawa stała się bardzo globalna. Mogę jedynie powiedzieć, że cieszę się, iż dzięki temu, że jesteśmy zaszczepieni, to mogliśmy swobodnie brać udział w tym turnieju. W kontekście podróżowania dużo nam to dało.

PAP: Ma pani za sobą pierwsze dwa starty pod okiem trenera Tomasza Wiktorowskiego. Ciężko było się przestawić na współpracę z nowym szkoleniowcem, a więc i przebywanie przez długi czas z nową osobą po wielu latach współpracy z innym trenerem?

I. Ś.: Przez ostatnie lata na tyle się rozwinęłam i zmieniłam, że zatrudnianie nowych członków sztabu czy kończenie współpracy nie wprawia mnie na pewno już w takie zdenerwowanie, jak to było wtedy, kiedy miałam 14-15 lat. Generalnie nie zmieniałam składu w sztabie zbyt często, bo raczej cenię sobie stabilizację. Ale mimo wszystko te kilka zmian, których doświadczyłam, dużo mnie nauczyły. Nauczyłam się z nich coś wynosić i wierzyć, że generalnie wychodzą one na dobre. Od początku byłam i nadal jestem bardzo otwarta na to, co trener Wiktorowski mi przekazuje. Chciałabym też skorzystać z jego doświadczenia z touru, a ma je ogromne. Bardzo mi się podoba jego perspektywa i to jak widzi mój tenis w przyszłości przede wszystkim. Cieszę się, że mamy wspólną wizję i wartości, bo to na pewno ułatwia współpracę. A tak z czysto ludzkiej perspektywy, to jest on takim człowiekiem, z którym można się naprawdę łatwo dogadać. Rozumie moją sytuację i jest empatyczny w niektórych sprawach. Myślę, że ta współpraca wyjdzie nam na dobre.

Rozmawiała: Agnieszka Niedziałek (PAP)

kgr/