Premier: wojna na Ukrainie nie jest konfliktem lokalnym. Mamy punkt krytyczny

2022-06-27 19:17 aktualizacja: 2022-06-28, 07:20
Mateusz Morawiecki, Fot. PAP/EPA/STEPHANIE LECOCQ
Mateusz Morawiecki, Fot. PAP/EPA/STEPHANIE LECOCQ
Wojna na Ukrainie nie jest już konfliktem lokalnym; uniemożliwia ona normalne funkcjonowanie gospodarki, a Rosja paraliżuje eksport zboża i żywności z tego kraju - napisał w poniedziałek w artykule dla portalu Politico premier Mateusz Morawiecki. Dodał, że opieszałość i bierność działają na korzyść rosyjskiego najeźdźcy, a Zachód powinien przestać się łudzić, że wsparcie, jakiego dotychczas udzielił ukraińskiej armii, jest wystarczające.

"Inwazja Rosji na Ukrainę z pewnością zwiastowała koniec ery złudzeń. Kolejne zbrodnicze działania armii rosyjskiej — masakra ludności cywilnej w Buczy, Borodziance, Mariupolu i Irpieniu — dowiodły, że postsowiecka Rosja nie jest krajem, jaki sobie wyobrażał Zachód. Połączenie staroświeckiego nacjonalizmu, imperializmu i kolonializmu, doładowane przez hipernowoczesne narzędzia propagandowe - to jest obraz państwa totalitarnego XXI wieku. To prawdziwe oblicze Rosji Władimira Putina i trzeba być cynikiem, żeby tego nie dostrzegać. A jednak samo zdiagnozowanie choroby nie jest lekarstwem. Nie wystarczy odrzucić złudzeń co do Rosji, musimy też odrzucić złudzenia w stosunku do samych siebie" - napisał Morawiecki.

"Od początku wojny minęło ponad 120 dni. Ukraina i jej wojsko mogą być dumni z niezłomnego oporu, jaki stawiły jednej z rzekomo najpotężniejszych armii na świecie. 24 lutego nikt nie dawał Ukraińcom szansy na przetrwanie dłużej niż kilku dni. Tymczasem nie tylko obronili Kijów, ale i odepchnęli wroga daleko na wschód" - przypomniał szef polskiego rządu.

Jednak jego zdaniem dopiero teraz konflikt osiągnął punkt krytyczny.

"Wielu uważało, że celem Putina był blitzkrieg i zajęcie całej Ukrainy. Pomimo ogromnego potencjału Rosji przejęcie kontroli nad krajem tak dużym jak Ukraina, liczącym ponad 40 milionów mieszkańców, zawsze byłoby prawie niewykonalnym zadaniem. Jednak głównym celem Rosji pozostaje nie tylko sparaliżowanie Ukrainy, ale i dalsza destabilizacja Zachodu. I mimo sukcesów wojsk ukraińskich Rosja posuwa się naprzód w realizacji swojego głównego celu, niszcząc po drodze przemysł, drogi i szkoły. (...) przedłużająca się wojna może oznaczać nie tylko upadek Ukrainy, ale – w dłuższej perspektywie – powstanie nowej globalnej hegemonii, która będzie mogła zmarginalizować świat zachodni" - prognozował Morawiecki.

Jego zdaniem "Rosja jest jak pyton, który chwyta swoją zdobycz i czeka, aż ta osłabnie na tyle, by mógł ją połknąć w całości". Dlatego zwlekanie i bierność "będą działać na korzyść najeźdźcy". Stąd ważne jest - podkreślił polski premier - by Zachód "przestał się łudzić, że wsparcie, jakiego dotychczas udzielał armii ukraińskiej, jest wystarczające".

Morawiecki przywołał najnowsze dane wywiadowcze, z których wynika, że Rosjanie wzmacniają swoją obecność na okupowanych terytoriach obwodów chersońskiego i zaporoskiego.

"Nie tylko zwiększają liczebność swoich wojsk, ale także wykorzystują momenty ukraińskiego zmęczenia do budowy fortyfikacji, które uniemożliwią skuteczną kontrofensywę. Ukraina jest w pułapce. Normalne funkcjonowanie gospodarki jest dziś w dużej mierze niemożliwe, a Rosja paraliżuje eksport zboża i żywności. To nie jest już konflikt lokalny. Deficyty na rynku żywności na całym świecie, zwłaszcza te, które mogą wystąpić w Afryce i na Bliskim Wschodzie, są zwiastunem kolejnego kryzysu migracyjnego. Właśnie tego chce Putin. Działania Rosji mają swoje globalne konsekwencje w postaci putinflacji, a dalsze skutki są nawet trudne do oszacowania" - ocenił premier. Zwrócił uwagę, że działania Kremla mogą spowodować, że Egipt, Algieria, Libia, Pakistan, Tunezja, Maroko i kraje Sahelu wpadną w orbitę silniejszych wpływów rosyjskich, a Chiny mogą wykorzystać okazję, by wzmocnić swoją pozycję na światowej scenie.

"Bierność geopolityczna świata zachodniego niesie ze sobą ryzyko jego marginalizacji. Historia uczy, że przedłużające się konflikty wykrwawiają obie strony, ale dyktatury mają przewagę nad demokracjami. Nie odpowiadają przed swoimi społeczeństwami i mogą zapłacić cenę krwi, nawet przy sprzeciwie swoich obywateli. Nie powinniśmy zapominać o lekcjach Afganistanu i Wietnamu: oba te tragiczne konflikty dowiodły, że niezdecydowanie i uwikłanie w wieloletnie działania partyzanckie przynoszą ostatecznie same straty. Tamte porażki nie doprowadziły do szybkiego upadku globalnego porządku tylko z jednego powodu: nie było kandydatów na nowego hegemona" - podkreślił Morawiecki, zauważając, że obecnie sytuacja jest inna. Według niego klęska Ukrainy będzie miała daleko poważniejsze konsekwencje niż chaotyczne wycofanie się z Afganistanu czy porażka w Wietnamie.

"Jeśli Ukraina upadnie, rozpadną się również fundamenty, na których zbudowaliśmy nasze plany na przyszłość. Stany Zjednoczone i Europę mogą zastąpić Chiny – lub Chiny w tandemie z Rosją. Znajdziemy się w zupełnie nowym rozdziale historii świata, który może się zapisać niezwykle krwawymi zgłoskami. Coraz więcej wskazuje na to, że brak zdecydowanych działań wobec Rosji może być krytyczny dla Tajwanu. Chiny dostrzegają względną słabość Rosji, a jednocześnie widzą, o ile słabszy jest Zachód, skoro nie jest w stanie powstrzymać upadającego imperium" - zaznaczył.

"Wojna na Ukrainie stawia przed nami jedno kluczowe pytanie: czy transatlantycki wolny świat nadal chce zajmować pozycję lidera? Czy nadal wierzymy w uniwersalność wartości, takie jak wolność i prawo do samostanowienia narodów? Czy mamy determinację, by ich bronić? Jeśli nie, to już straciliśmy naszą przyszłość. Jeśli jednak płomień, który od wieków ożywiał naszą cywilizację, wciąż się tli, to najwyższy czas, abyśmy go ponownie rozniecili i zrobili wszystko, co w naszej mocy, by uratować Ukrainę" - zaapelował Mateusz Morawiecki na łamach Politico.

Z Brukseli Artur Ciechanowicz (PAP)

kw/