Partia Scholza jest w sondażach dopiero na trzecim miejscu. To nie zdarzyło się jeszcze w historii RFN

2022-07-17 09:59 aktualizacja: 2022-07-17, 17:41
Olaf Scholz. Fot. PAP/ EPA/CLEMENS BILAN
Olaf Scholz. Fot. PAP/ EPA/CLEMENS BILAN
W najnowszych sondażach partia SPD zajmuje dopiero trzecie miejsce, za CDU/CSU i Zielonymi. Fakt, że partia kanclerza plasuje się na trzecim miejscu w sondażach nie zdarzył się jeszcze w historii RFN. Ale słabość SPD nie jest raczej problemem w partii - ma to związek z Olafem Scholzem - pisze dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Socjaldemokraci zwracają uwagę, że partia już rok temu była na trzecim miejscu z wynikiem zaledwie 15 procent. "SPD nie była jednak wtedy partią kanclerską" - pisze FAZ.

"Ale słabość SPD nie jest raczej problemem w partii. Przecież wybory do kolejnego Bundestagu są jeszcze odległe" - zauważa gazeta, a "wraz z napadem Rosji na Ukrainę wysunęły się na pierwszy plan inne sprawy".

"To, że SPD do tej pory zachowuje się (...) z wyraźnym spokojem, ma również związek z faktem, że Scholz utrzymuje ścisły kontakt z kierownictwem partii. Sam Klingbeil (współprzewodniczący SPD) powiedział niedawno w wywiadzie dla FAZ, że jest w bliskim kontakcie z kanclerzem. Scholz podobno kilka razy w tygodniu rozmawia przez telefon z Klingbeilem i współprzewodniczącą (SPD) Saskią Esken (...)".

Scholz "ma podobny stosunek do Rolfa Muetzenicha, przewodniczącego grupy parlamentarnej SPD w Bundestagu. Ich relacje opisywane są jako bliskie i pełne zaufania. Nie jest to oczywiste, ponieważ Muetzenich nie ukrywa, że nowy kierunek zmian (Zeitenwende), który został narzucony jego partii przez okoliczności, jest sprzeczny z jego pacyfistycznym sercem". Jednak "mimo wszystkich różnic, Muetzenich ściśle podąża za Scholzem" - zauważa FAZ.

Scholz "poświęca wiele czasu na ciche przywództwo poprzez pełne zaufania rozmowy. Robi to z kierownictwem partii i ugrupowań parlamentarnych, a jeszcze bardziej kultywuje kooperacyjny styl przywództwa w przypadku koalicji (SPD rządzi w koalicji z Zielonymi i FDP - PAP). Tak zwane wstępne posiedzenia gabinetu, na których członkowie rządu federalnego otwarcie omawiają wszystkie nierozstrzygnięte kwestie bez porządku obrad, trwają zwykle do dwóch godzin. Podobno czasem dochodzi do ostrych kłótni" - pisze gazeta.

"Do względnej słabości partii przyczynia się niska pozycja niektórych ministrów w oczach społeczeństwa. Duże poparcie stracił na przykład sławny niegdyś minister zdrowia Karl Lauterbach. (...) Scholz nie chciał, by Lauterbach został ministrem, ale nie ma powodu, by go zdymisjonować".

Inaczej jest z minister obrony Christine Lambrecht, która "jest szczególnie niepopularna, zarówno wśród polityków SPD zajmujących się bezpieczeństwem, jak i wśród ogółu społeczeństwa. Scholz ceni ją jako socjaldemokratkę potrafiącą wykazać się twardością, (...) Kanclerz był i chyba nadal jest przekonany, że (Lambrecht) dorośnie do swojego urzędu, mimo że kilkakrotnie interweniował w sprawach obronnych (...). Ale jeśli chodzi o przetasowania w gabinecie, Scholz jest podobny do swojej poprzedniczki: nie myśli o tym zbyt wiele, chyba że jest to absolutnie konieczne".

Scholz jest w czołówce rankingów popularności wśród Niemców, "ale wyraźnie za ministrami Zielonych Robertem Habeckiem i Annaleną Baerbock. SPD widzi przyczynę tego stanu rzeczy w sposobie komunikowania się kanclerza".

"Fakt, że Scholz tak często odmawia rywalizacji o uwagę sprawia, że wielu jest niezadowolonych. (...) Jego apodyktyczna, przesycona sukcesami komunikacja pewności, jak nazywa ją politolog Wolfgang Schroeder, jest postrzegana jako problematyczna także przez wielu w SPD i poza nią. Scholz komunikuje się zgodnie z mottem: to co robi rząd jest słuszne, bo inaczej byśmy tego nie robili" - zauważa "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Z Berlina Berenika Lemańczyk (PAP)

kgr/