Bileterka miała ukraść z kasy kina 373 tysięcy złotych. "Paczki ze sklepów internetowych były płacone gotówką"

2022-11-17 16:56 aktualizacja: 2022-11-18, 10:35
Fot. PAP
Fot. PAP
W czwartek przed Sądem Okręgowym w Kaliszu ruszył proces 35-letniej Magdaleny W., oskarżonej o kradzież w ciągu sześciu lat 373 tys. zł z kasy kina, gdzie sprzedawała bilety. Kasjerka nie przyznaje się do winy.

Do przestępstwa - jak wynika z aktu oskarżenia, sporządzonego przez prok. Jakuba Łuczaka z jarocińskiej prokuratury - miało dochodzić w okresie od marca 2014 do września 2020 w miejscowym kinie Echo, prowadzonym przez Stowarzyszenie Jarocin 21.

W wrześniu 2020 r. prezes stowarzyszenia została poinformowana przez księgowego o "wysoko niepokojącym stanie gotówki", jaki zauważył na koniec 2019 r.

"W tej sytuacji zarząd polecił przeprowadzenie audytu biuru księgowemu z Kalisza, które potwierdziło, że w kasie powinna znajdować się gotówka w wysokości 373 tys. zł" – zeznała w sądzie prezes.

Z kasy ginęła gotówka 

Wyjaśniła, że stowarzyszenie prowadzi kino od 2007 roku, a w wyniku przeprowadzonej kontroli okazało się, że problemy zaczęły się od 2014 r. Wówczas do pracy na staż dla bezrobotnych z urzędu pracy przyjęto właśnie oskarżoną.

"Kiedy dotarła do nas niepokojąca informacja zaczęliśmy sprawdzać wszystkie dokumenty. Po tygodniach sprawdzeń okazało się, że księgowość była dobrze prowadzona" - wyjaśniła szefowa stowarzyszenia.

Dodała, że nie wie jednak, jak to się stało, że firma, która prowadziła księgowość od 2008 roku, nie wychwyciła manka na taką kwotę. "Myślę, że powodem mogło być to, że jak ginęła gotówka, to jednocześnie kwota w inwestycjach rosła. Stowarzyszenie prowadzi też inną działalność, na co pozyskiwaliśmy środki zewnętrzne, a księgowość nie rozdzielała, ile powinniśmy mieć w gotówce, a ile na koncie" – tłumaczyła prezes.

Powiedziała, że choć na kasie pracowało na zmianę kilka osób, to pieniądze do banku zazwyczaj wpłacała oskarżona. "Zadaniem kasjerów było na koniec dnia zliczenie gotówki, sporządzenie dokumentu Kasa Przyjęła (KP), Kasa Wydała (KW) i faktur gotówkowych, opłaconych z pieniędzy ze sprzedaży biletów. Pozostałe pieniądze należało wpłacić na konto bankowe" - wyjaśniła.

Dodała, że oskarżona nigdy nie przekazywała informacji o braku gotówki, a kiedy była nieobecna w pracy, wpłat dokonywała inna osoba i stan gotówki zawsze się zgadzał.

Roczne przychody stowarzyszenia z tytułu prowadzenia kina wynoszą ok. 1 mln zł. "Zaczynaliśmy jako małe stowarzyszenie, teraz wiemy, że zaufanie jest ważne, ale kontrola lepsza" – powiedziała.

W pracy - zdaniem prezes - nie zauważono podniesienia poziomu życia oskarżonej. "Zdarzało się, że przyszły wezwania od komornika. Zauważalne było też to, że do kina bardzo często przychodziły paczki z różnych sklepów internetowych i one były płacone gotówką, a nie przelewem" – powiedziała.

Kobieta w prokuraturze odmówiła złożenia wyjaśnień

Oskarżona nie przyznała się do winy, w prokuraturze odmówiła złożenia jakichkolwiek wyjaśnień. Przed sądem zgodziła się odpowiadać na pytania swojego adwokata.

Wyjaśniła, że kasjer na koniec dnia zanosił pieniądze do biura, wkładał do szuflady, a wpłaty do banku dokonywano raz w tygodniu. "Biuro i szafka zazwyczaj były otwarte. Zdarzało się, że osoba, która wkładała pieniądze nie zamykała ani szafy, ani biura. A jeśli zamykano, to klucze zostawały w zamkach. Z reguły wszystko było otwarte na oścież. Wszyscy mieli swobodny dostęp do gabinetu skarbnika i do pieniędzy. Każdy mógł tam wejść" – powiedziała Magdalena W.

Przyznała, że gotówki nie weryfikowała z dokumentem KP. "Nie zliczałam, bo nie było czasu. Kasę zliczał bankomat, po wpłaceniu brałam potwierdzenie z wpłatomatu i wypisywałam dokument na wpłaconą kwotę" - oświadczyła.

Kasjerce grozi do 10 lat więzienia. (PAP)

Autorka: Ewa Bakowska

mmi/