Siemoniak: prezes NBP powinien ujawnić, kto ile zarabia w instytucji, która kieruje

2019-01-11, 09:41 aktualizacja: 2019-01-11, 09:43
Fot.  PAP/Tytus Żmijewski
Fot. PAP/Tytus Żmijewski
Prezes NBP powinien ujawnić zarobki w instytucji, którą kieruje – ocenił w piątek wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak. Zaznaczył, że mnogość projektów ws. jawności wynagrodzeń w NBP przedłuży prace nad tą sprawą.

PO wniosła do Sejmu projekt ustawy zakładający zobowiązanie prezesa NBP, członków zarządu oraz osób na kierowniczych stanowiskach w NBP do składania jawnych oświadczeń majątkowych. Swoje projekty zapowiedziały PiS i Kukiz’15.

"Prezes NBP powinien powiedzieć, kto ile zarabia, on za to bierze odpowiedzialność. Przecież wcześniej czy później się to wyda" – powiedział Siemoniak w piątek w radiu RMF FM.

Pytany, czy PO i PiS mogą głosować razem za jawnością zarobków w NBP, odpowiedział: "Tak się wydawało. Myśmy szybko złożyli projekt. Marszałek (Beata) Mazurek zapowiedziała, że może poprzeć. Potem okazało się, że PiS jednak nie jest mentalnie w stanie poprzeć (propozycji PO)".

Według Siemoniaka fakt, że Sejm ma się zajmować trzema projektami dotyczącymi tej samej kwestii, "oznacza, że czeka nas jeszcze wiele dni festiwali pt. +prezes NBP i jego współpracownicy i ich zarobki+". "To jest rujnujące" – dodał wiceszef PO.

Siemoniak podkreślił, że płeć osób na kierowniczych stanowiskach nie gra roli. "To nie ma znaczenia, że to kobiety. Bardzo mi się nie podoba ten nurt seksistowski. To bardzo niestosowne, odcinam się od tego" – powiedział.

Pod koniec grudnia ub.r. "Gazeta Wyborcza" napisała o dwóch współpracownicach prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego - szefowej departamentu komunikacji i promocji Martynie Wojciechowskiej oraz dyrektorce gabinetu prezesa NBP Kamili Sukiennik. Ujawniono wówczas, że zarobki Martyny Wojciechowskiej wynoszą ok. 65 tys. zł, "wraz z premiami, dodatkowymi dochodami i bonusami", czemu bank zaprzeczył. Według najnowszych doniesień medialnych pensja Wojciechowskiej wynosić może nawet ok. 80 tys. zł miesięcznie.

Na środowej konferencji zastępca dyrektora departamentu kadr w NBP Ewa Raczko mówiła, że "żaden z dyrektorów w NBP nie otrzymuje powszechnie i nieprawdziwie podawanego w mediach miesięcznego wynagrodzenia w wysokości ok. 65 tys. zł bądź wyższej". Dodała, że środki na wynagrodzenia w NBP stanowią część ogółu środków NBP i nie pochodzą z budżetu państwa. Oświadczyła też, że nie poda miesięcznego wynagrodzenia z PIT-u dyrektor departamentu komunikacji i promocji Martyny Wojciechowskiej, "bo nie przygotowane jest w oświadczeniu". "Pewne granice prezentowania informacji są" - powiedziała Raczko. "Na pewno nie zarabia - powtórzyć mogę - rewelacyjnych 65 tys. zł miesięcznie" - dodała.

W środę rzeczniczka PiS, wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek wyjaśnienia NBP uznała za niesatysfakcjonujące i zapowiedziała, że jej partia wniesie swój projekt ustawy, która wprowadzi jawność wysokości wynagrodzeń w NBP zarówno obecnie, jak i za poprzednich zarządów; ustali ona również górną granicę zarobków dla osób zajmujących funkcje kierownicze w NBP.

Zaprezentowany wcześniej projekt PO zakłada m.in. zobowiązanie prezesa NBP, członków zarządu oraz osób zajmujących kierownicze stanowiska w NBP do składania jawnych oświadczeń majątkowych.

W czwartek złożenie swojego projektu zapowiedzieli posłowie Kukiz’15. Ma on zmierzać do  odebrania prezesowi i zarządowi NBP kompetencji do kształtowania wynagrodzeń pracowników tego banku i przekazanie ich Sejmowi. Wynagrodzenia w NBP miałyby być – po przedstawieniu propozycji przez prezesa banku - ustalane zarządzeniem marszałka Sejmu, poprzedzonym publiczną debatą i decyzją Sejmu.(PAP)

autor: Jakub Borowski

brw/ mok/