Polscy europosłowie m.in. o podziale miejsc w nowym Parlamencie Europejskim

2019-03-01, 15:37 aktualizacja: 2019-03-04, 12:01
Fot. PAP/Radek Pietruszka
Fot. PAP/Radek Pietruszka
O podziale miejsc w nowym Parlamencie Europejskim debatowali w piątek: wiceprzewodniczący PE Bogusław Liberadzki (SLD) oraz europosłowie Ryszard Czarnecki (PiS), Krzysztof Herman (PSL) i Jan Olbrycht (PO). Znana jest już druga projekcja rozkładu miejsc przed majowymi wyborami.

Z sondażu preferencji partyjnych opublikowanego w piątek przez Parlament Europejski wynika, że największa obecnie grupa Europejska Partia Ludowa (należą do niej PO i PSL) w maju będzie mogła liczyć na 181 mandatów, w porównaniu z 217 mandatami obecnie; w sondażu sprzed dwóch tygodni EPL dostawała 183 mandaty.

Na drugim miejscu, z wynikiem 135 miejsc (bez zmian) znalazłaby się Grupa Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów, w której zasiadają europosłowie SLD. Teraz ugrupowanie to ma 186 eurodeputowanych.

Na trzecim miejscu ma być Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE), do którego z Polski mogliby przystąpić ewentualni europosłowie Nowoczesnej. Według prognozy PE grupa, którą kieruje Guy Verhofstadt, może liczyć na 75 mandatów; obecnie ma 68 europosłów.

Skrajnie prawicowa, eurosceptyczna Europa Narodów i Wolności, w której obecnie zasiadają eurodeputowani wybrani z list francuskiego Zjednoczenia Narodowego, włoskiej Ligi czy Austriackiej Partii Wolności, ma być czwartą pod względem wielkości grupą. Obecnie frakcja ta ma 37 europosłów, natomiast po wyborach ma mieć ich 59.

Zgodnie z prognozami PE dopiero na szóstym miejscu uplasują się Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, do których należą europosłowie PiS. Zgodnie z sondażem mieliby uzyskać 46 miejsc. Obecnie zajmują ich 75, a ich znaczny spadek jest efektem uszczuplenia grupy po brexicie, jako że największą narodową delegacją w EKR są właśnie Brytyjczycy.

Wyniki sondażu omawiane były przez czterech polskich eurodeputowanych na piątkowej debacie PAP "Wybory do Parlamentu Europejskiego, budżet, Brexit. Co nas czeka?".

Europoseł Ryszard Czarnecki (PiS) ocenił, że nastroje społeczne przechylają się w stronę "eurorealizmu, eurosceptycyzmu, euronegatywizmu nawet, konserwatyzmu i tradycjonalizmu". "Rzeczywiście pewnie nigdy w 40-letniej historii Parlamentu Europejskiego (...) nie było takiej liczby posłów szczególnie patrzących na ręce Brukseli, jak to będzie od 2 lipca tego roku" - zauważył.

Podkreślił jednocześnie, że faktem jest, iż następny PE będzie bardzo rozdrobniony. "Natomiast powinno to zmusić nas wszystkich, tych, którzy będą w PE, liderów frakcji politycznych, do stworzenia pewnego konsensusu politycznego" - zaznaczył. Jego zdaniem ze względu na to, że Europejska Partia Ludowa oraz Socjaliści i Demokraci prawdopodobnie nie będą mieć większości, można też spodziewać się "mocnego zwrotu w lewo", który będzie polegał na tym, że będą oni szukać koalicjantów znajdujących się po lewej stronie sceny politycznej.

Zdaniem wiceprzewodniczącego PE Bogusława Liberadzkiego (SLD) wbrew obiegowym opiniom sondaże nie wskazują jednak na żadne "radykalne przesunięcie w lewą czy w prawą stronę". "My mamy tutaj dwie grupy zdecydowanie wiodące, czyli Europejską Partię Ludową oraz Socjalistów i Demokratów. Traci zdecydowanie grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów na rzecz liberałów" - wskazał. Jak tłumaczył, to właśnie liberałowie wyrastają na trzecią siłę. Liberadzki wskazywał też, że w PE od kilku kadencji przyzwyczajono się dwóch wiodących grup, jednak starały się one zawsze współpracować z pozostałymi ugrupowaniami. "Nie widzę jakiegoś trzęsienia ziemi, które zapowiadało się wcześniej" - podkreślał.

Według europosła PO Jana Olbrychta przed wyborami do PE widać podział na tych, którzy są proeuropejscy i na "resztę, która różni się tylko w odcieniach". Jego zdaniem nadchodzące wybory będą "wielkim sporem, wielką batalią między tymi dwoma środowiskami, właściwie we wszystkich krajach, również w Polsce". Zdaniem europosła inne podziały, takie jak podział na prawicę i lewicę czy konserwatystów i liberałów będą "trochę zanikać" na rzecz "boju o kierunek proeuropejski albo antyeuropejski".

"Tym bardziej, że to, co się dzieje wokół brexitu pokazuje, że spadają nastroje radykalnie antyeuropejskie. Radykalni antyeuropejczycy dzisiaj stają się reformatorami Unii. Dzisiaj już nie mówią, że trzeba rozbić Unię Europejską, dzisiaj mówią, że trzeba ją zmieniać od środka" - zauważył.

Z kolei Krzysztof Hetman (PSL) zaznaczył, że ważne jest rozróżnienie między eurosceptycyzmem a eurorealizmem. "Mnie eurorealizm akurat nie martwi, bo ja go zauważam i widziałem go w ciągu ostatnich pięciu lat w Parlamencie Europejskim (...) Uważam, że tego eurorealizmu jest naprawdę bardzo dużo i jeśli jego będzie jeszcze więcej w następnej kadencji, to ja nie mam nic przeciwko temu. Musimy jednak oddzielić eurorealizm od eurosceptycyzmu" - wskazał. 

Podkreślił też, że istotne jest, co kryje się pod tym słowem. "Bo w moim przekonaniu eurosceptycyzm oznacza rozmontowywanie Unii Europejskiej, a naszą racją stanu jest wzmacnianie Unii Europejskiej i wzmacnianie roli Polski w Unii Europejskiej" - ocenił.

Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się w Polsce w niedzielę 26 maja. (PAP)

sno/ hgt/