Wyleczenie z eboli to nie koniec zagrożenia

2015-10-17 13:45 aktualizacja: 2018-10-05, 15:32
epa04404174 A monitor depicts the Ebola virus during testimony of Director of the National Institute of Allergy and Infectious Diseases, Anthony Fauci, at the US House Foreign Affairs subcommittee hearing on 'Global Efforts to Fight Ebola', on Capitol Hill in Washington, DC, USA, 17 September 2014.  EPA/MICHAEL REYNOLDS 
Dostawca: PAP/EPA. PAP/EPA © 2014 / MICHAEL REYNOLDS
epa04404174 A monitor depicts the Ebola virus during testimony of Director of the National Institute of Allergy and Infectious Diseases, Anthony Fauci, at the US House Foreign Affairs subcommittee hearing on 'Global Efforts to Fight Ebola', on Capitol Hill in Washington, DC, USA, 17 September 2014. EPA/MICHAEL REYNOLDS Dostawca: PAP/EPA. PAP/EPA © 2014 / MICHAEL REYNOLDS
Około połowa osób, które przeżyły zakażenie wirusem ebola i wydawały się wyleczone, wciąż ma problemy zdrowotne, a wirus może się przyczaić w ich tkankach - informuje "New Scientist".

Przykładem może być brytyjska pielęgniarka Pauline Cafferkey, przebywająca obecnie w stanie krytycznym w jednym z londyńskich szpitali z powodu powikłań po eboli. Wirusem zaraziła się w grudniu, przebywając w Afryce Zachodniej. W styczniu objawy ustąpiły i wydawała się być całkowicie wyleczona. Jej przypadek wskazuje, że wciąż niewiele wiemy o tej niezwykle groźnej chorobie i wywołującym ją wirusie – nawet teraz, gdy epidemia zanika.

U osób, które wyzdrowiały, wirus może przetrwać w częściach ciała chronionych przed układem immunologicznym – takich jak jądra, mózg, stawy, oczy czy gruczoły mleczne. Jak wykazały badania prowadzone w Sierra Leone, w jądrach wirus może przetrwać co najmniej dziewięć miesięcy po zniknięciu z krwioobiegu i da się go wykryć w spermie. W marcu jeden z pacjentów, który przebył ebolę, prawdopodobnie zakaził inna osobę poprzez kontakt seksualny – wynika z niedawno ogłoszonych danych.

Cafferkey zgłosiła się do lekarza 7 października z powodu niespecyficznych objawów zakażenia wirusowego. Mimo wcześniej przebytej choroby została odesłana do domu – do izolatki przyjęto ją dopiero trzy dni później. Badanie na obecność wirusa ebola dało wynik pozytywny. Teraz 58 osób, z którymi miała bliski kontakt – w tym personel medyczny - zostało objętych obserwacją. Niektóre otrzymały eksperymentalną szczepionkę przeciwko eboli.

Cafferkey nie jest wyjątkiem, choć spośród udokumentowanych przypadków tylko u niej doszło do zagrożenia życia. Lekarze walczący z epidemią twierdzą, że zdarzało się to także w Afryce Zachodniej. Ponad połowa z około 17 tys. osób, które przeżyły zakażenie, cierpi z powodu dolegliwości takich, jak silne bóle głowy, bóle stawów czy przewlekłe zmęczenie. Na razie jednak nie potwierdzono u nich obecności wirusa. Objawy mogą być związane na przykład z uszkodzeniem układu immunologicznego. Nie jest także jasne, czy mogą zakażać.

W sierpniu ogłoszono wyniki badań dotyczące osób, które przeżyły epidemię eboli w Ugandzie w roku 2007. Częściej występują u nich bóle głowy i problemy neurologiczne – np. zaburzenia snu, pogorszenie słuchu i zaniki pamięci.

Jedna czwarta wyleczonych z epidemii w Afryce Zachodniej cierpiała na ciężkie stany zapalne oczu, prawdopodobnie spowodowane przez wirusa. Na szczęście z oczu raczej nie udaje mu się wydostać - nie stwierdzono obecności eboli we łzach.

Amerykańskie agencje medyczne rekrutują osoby wyleczone z eboli do długoterminowych badań, by wyjaśnić, jakie są przyczyny pochorobowych powikłań i czy utajony wirus może się rozprzestrzeniać. Zdewastowany przez epidemie i z trudem odbudowywany system opieki zdrowotnej krajów afrykańskich przez całe lata będzie musiał zapewnić opiekę ofiarom eboli. (PAP)

pmw/ mrt/