W części szkół egzaminy maturalne opóźnione z powodu alarmów bombowych

2019-05-06 12:40 aktualizacja: 2019-05-06, 17:42
Policjant z psem. Fot. PAP/Lech Muszyński
Policjant z psem. Fot. PAP/Lech Muszyński
W części szkół ponadgimnazjalnych egzaminy maturalne rozpoczęły się w poniedziałek z opóźnieniem. Kilkadziesiąt szkół w każdej OKE otrzymało sygnały o podłożeniu ładunków wybuchowych lub gazu; wszystkie alarmy okazały się fałszywe - poinformował PAP dyrektor CKE Marcin Smolik.

W poniedziałek rano egzaminem z języka polskiego na poziomie podstawowym rozpoczęły się matury.

"Do dyrektorów niektórych szkół w Polsce dotarły drogą mailową informacje różnie sformułowane o tym, że jest bomba, albo też będzie wybuch, lub że podłożony jest gaz" - powiedział PAP dyrektor CKE.

"O tym, że mogą być takie informacje, byliśmy poinformowani już w ubiegłym tygodniu. Współpracowaliśmy w tej sprawie z Komendą Główną Policji i z Centralnym Biurem Śledczym Policji. Dziś rano rozesłaliśmy pisma do dyrektorów szkół, jak mają się w takiej sytuacji zachować" - dodał Smolik.

MEN: 122 szkoły zgłosiły informację o otrzymaniu sygnału ws. podłożenia ładunku 

122 szkoły zgłosiły do okręgowych komisji egzaminacyjnych, że otrzymały drogą mailową informacje o podłożeniu ładunku wybuchowego. Wszystkie alarmy były fałszywe – podało natomiast Ministerstwo Edukacji Narodowej, przywołując dane Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

Dyrektor CKE poinformował, że dyrektorzy szkół znają procedury jak postępować w sytuacji otrzymania informacji o podłożeniu ładunku wybuchowego. "Procedury są określone w Informacji o sposobie organizacji i przeprowadzania egzaminu maturalnego. Zgodnie z nimi dyrektor szkoły powiadamia o tym odpowiednie służby, powiadamia dyrektora okręgowej komisji egzaminacyjnej" - powiedział. "W wielu szkołach informacje zostały sprawdzone przed rozpoczęciem egzaminu" - podał.

Poinformował także, że procedury pozwalają na czasowe zawieszenie przeprowadzenia egzaminu na czas sprawdzenia przez policję, czy rzeczywiście został podłożony ładunek wybuchowy lub na rozpoczęcie egzaminu z opóźnieniem. "Dyrektorzy szkół dokładnie wiedzieli, co robić" - powiedział Smolik.

Pytany, czy w związku z alarmami bombowymi w którejś ze szkół egzamin maturalny w poniedziałek rano się nie odbył, odpowiedział, że obecnie nie ma takich informacji. Jednocześnie poinformował, że w części szkół egzamin rozpoczął się z opóźnieniem, nawet sięgającym godziny.

"Jesteśmy w stałym kontakcie z policją i CBŚP" - zapewnił dyrektor CKE.

CKE zaapelowała w piśmie do dyrektorów o wzmożony nadzór nad bezpieczeństwem zdających

W piśmie rozesłanym do dyrektorów, do którego dotarła PAP, można przeczytać, że do Centralnej Komisji Egzaminacyjnej wpłynęło pismo od Centralnego Biura Śledczego Policji, informujące o działaniach podejmowanych przez osobę lub osoby, których celem jest sparaliżowanie przebiegu egzaminu maturalnego w sesji majowej.

Podano w nim, że ktoś będzie próbował sparaliżować przebieg egzaminu maturalnego w sesji majowej, rozsyłając wiadomości o podłożeniu na terenie placówek ładunków wybuchowych. CBŚP podała, że sprawca lub sprawcy mogą posłużyć się m.in. sformułowaniem "za chwilę detonacja, eksplozja, zasobnik z gazem bojowym fosgen, bomba, ratujcie się zginą ludzie".

Centralne Biuro Śledcze Policji, jak przekazała CKE, poinformowało, że będzie wystawiało ocenę wiarygodności informacji o podłożeniu ładunków wybuchowych jako "niską".

CKE zaapelowała w piśmie do dyrektorów - do którego dotarła PAP - o wzmożony nadzór nad bezpieczeństwem zdających, w tym uniemożliwienie wejścia i przebywania na terenie budynków osobom nieuprawnionym.

W rozmowie z PAP mł. asp. Antoni Rzeczkowski z Komendy Głównej Policji potwierdził, że w poniedziałek do policji wpłynęła informacja o podłożeniu ładunków wybuchowych w niektórych szkołach, w których odbywają się matury. "Nie ma żadnego zagrożenia, w tej chwili pracujemy nad ustaleniem tożsamości osób, które o tym informowały" - zaznaczył.

Za fałszywy alarm o podłożeniu bomby można trafić do więzienia nawet na 8 lat

Do połowy listopada 2011 r. fałszywy alarm o podłożeniu bomby traktowany był jako wykroczenie. Obecnie jest to przestępstwo, za które można trafić do więzienia nawet do 8 lat. "Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8" - głosi art. 224a Kodeksu karnego.

Oprócz sankcji karnych sprawcy muszą liczyć się także z konsekwencjami w postaci odszkodowania za straty finansowe związane z przerwaniem funkcjonowania obiektów. (PAP)

Autorzy: Danuta Starzyńska-Rosiecka, Katarzyna Lechowicz-Dyl, Michał Budkiewicz, Sonia Otfinowska