PŚ w kajakarstwie - siedem polskich osad na podium

2019-05-26 13:44 aktualizacja: 2019-05-26, 16:46
Arsen Śliwiński (L) i Michał Łubniewski (P). Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Arsen Śliwiński (L) i Michał Łubniewski (P). Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Siedem polskich osad stanęło w niedzielę na podium zawodów Pucharu Świata w kajakarstwie rozgrywanych w Poznaniu. Jedyne zwycięstwo zanotowała dwójka kanadyjkowa Arsen Śliwiński, Michał Łubniewski w konkurencji C2 200.

Ostatni dzień finałów był bardzo udany dla biało-czerwonych. W rolach głównych wystąpili kanadyjkarze - najpierw Michał Kudła z Tomaszem Kamińskim zajęli drugą lokatę, tracąc do zwycięzców - Niemców zaledwie 0,076 sekundy.

Kudła przyznał, że bieg eliminacyjny i półfinał okazał się trudniejszy od samego finału.

"Przedbieg mieliśmy bardzo mocno obsadzony i musieliśmy przedzierać się przez półfinał. Dzisiaj od pierwszego pociągnięcia już czułem, że to się dobrze układa. Po starcie widziałem, że jesteśmy w czołówce, a naszym atutem jest mocny finisz. Dlatego podczas biegu byliśmy cały czas w stawce" - tłumaczył.

Jego partner z osady zaznaczył, że bardzo krótko pływają razem. 

"Jak się tak minimalnie przegrywa, to zawsze pozostaje jakiś niedosyt pozostaje. Na tę chwilę, patrząc jak długo razem pływamy, to musimy być zadowoleni. Tym bardziej, że bardzo dobry czas uzyskaliśmy. To pozwala pozytywnie patrzeć w przyszłość" - dodał Kamiński.

Śliwiński z Łubniewskim razem pływają już od dłuższego czasu, mają w dorobku medale mistrzostw Europy i świata. W Poznaniu potwierdzili, że na krótkich dystansach należą do międzynarodowej czołówki. W sobotę zajęli drugą lokatę na 500 m, a niedzielę wygrali na 200 m.

"Sukces smakuje podwójnie, bo wygraliśmy u siebie. Jesteśmy profesjonalistami i pedantami, dlatego zawsze coś się znajdzie, co można poprawić. Jest ogromna satysfakcja, ale wnioski trzeba wyciągać nawet wtedy, gdy zdobyło się złoty medal" - mówił na mecie Śliwiński. Obaj kanadyjkarze razem pojawią się dopiero na mistrzostwach świata w Szeged, bowiem nie wystąpią za tydzień w PŚ w Duisburgu, a na igrzyskach europejskich nie ma konkurencji C2 na 200 i 500 metrów.

Tomasz Kaczor cieszył się z kolejnego trzeciego miejsca, tym razem na 500 m. "Nigdy jeszcze na jednych zawodach nie byłem dwukrotnie na podium na jedynce" - przyznał kanadyjkarz Warty Poznań, który jest jednocześnie asystentem trenera kadry Chin Marka Plocha. Azjaci zanotowali w stolicy Wielkopolski bardzo dobre wyniki.

"Z tego co się dowiedziałem, szefowie reprezentacji Chin są zadowoleni z wyników. To mnie cieszy, że ta praca, którą wykonujemy, przyniesie takie efekty. Powiem szczerze, nie wierzyłem, że to się tak rozkręci. To pokazuje, że Chiny w przyszłym roku mogą być potęgą" - dodał Kaczor. 

Drugą lokatę zajęły kanadyjkarki Dorota Borowska, Sylwia Szczerbińska w konkurencji C2 200 m. Obie zawodniczki kilkadziesiąt minut wcześniej rywalizowały w finale na 500 m i praktycznie nie miały czasu na odpoczynek.

"Wyścig uważam za dobry, ale też mamy jeszcze nad czym pracować. Finał na 500 metrów był bardzo wymagający i mocno zakwasił mięśnie. Nie było czasu na regenerację, trzeba było szybko wsiadać do łódki i startować" - przyznała Borowska, która ze Szczerbińską w tej konkurencji wywalczyła przed rokiem wicemistrzostwo świata.

W konkurencji K2 200 m aż dwie polskie osady stanęły na podium. Drugie miejsce zajął duet Dominika Włodarczyk - Katarzyna Kołodziejczyk, a trzecie Marta Walczykiewicz z Heleną Wiśniewską.

"Bieg był jak najbardziej poprawny. Z Kasią pływamy nie pierwszy raz, wiedziałyśmy na co nas stać, w ubiegłym roku byłyśmy trzecie na mistrzostwach Europy. Nie oglądałyśmy się na rywalki - miałyśmy konkretny cel, +klapki na oczy+, nie rozglądamy się na boki. Ja wracam po kontuzji i dopiero się rozkręcam" - przyznała Włodarczyk. 

Prezes Polskiego Związku Kajakowego Tadeusz Wróblewski nie ukrywał, że jest mocno rozczarowany postawą kajakarzy. Poza szóstym miejscem Rafała Rosolskiego w jedynce na 1000 m, w pozostałych konkurencjach olimpijskich biało-czerwoni wypadli blado. W rywalizacji czwórek na 500 m polska osada nie weszła nawet do finału B, w nim wystąpiła za to załoga złożona z kadry młodzieżowej, ale zajęła ostatnią lokatę. 

"Niepokoi mnie sytuacja w grupie kajakarzy, ale na razie zachowuję spokój. Liczę, że to towarzystwo się obudzi za tydzień w Duisburgu. Nie wiem, co się dzieję z czwórką, dla mnie jest to niepojęte, by po 100 metrach wyścigu miała ona pół łódki straty. Jestem trenerem z wykształcenia i jest tu jakiś błąd, może w doborze osady. W świecie kajakowym tak jest, że jak się ma dobrą czwórkę, to świadczy to o pozycji reprezentacji" - mówił Wróblewski.

Szef związku zaznaczył, że podczas czterodniowych zawodów miał jednak więcej powodów do zadowolenia.

"Warto podkreślić wysoką pozycję kanadyjkarzy - Kaczora, a także dwójki Kudły i Kamińskiego. Ta dwójka dziś pokazała, jaki ma potencjał, który gdzieś tam wcześniej drzemał. Świetnie rozegrali ten bardzo silnie obsadzony wyścig. Grupa kobiet jak zawsze, można tylko chwalić. To samo dotyczy kanadyjkarek. Na pewno pod kątem organizacyjnym stanęliśmy na wysokości zadania, wszyscy nas chwalą" - podkreślił.

W zawodach PŚ na Torze Regatowym Malta wystąpiło ponad 550 zawodników z 49 krajów. Ze światowej czołówki zabrakło tylko reprezentacji Węgier. (PAP)

autor: Marcin Pawlicki

lic/ krys/