Tysiące ludzi protestowały w Londynie przeciwko polityce Trumpa

2019-06-04 21:46 aktualizacja: 2019-06-04, 21:48
Fot. PAP/EPA/ANDY RAIN
Fot. PAP/EPA/ANDY RAIN
Kilkadziesiąt tysięcy osób według organizatorów wzięło udział we wtorkowej demonstracji w Londynie przeciwko polityce amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Wśród protestujących był lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn.

Szef laburzystów był głównym mówcą na trwającej kilka godzin demonstracji na placu Trafalgar w centrum miasta.

Jak tłumaczył, "witając przybyszy ze Stanów Zjednoczonych, zawsze ma nadzieję na dialog", który "może doprowadzić do powstania lepszego i bardziej pokojowego świata, w którym wszyscy chcemy żyć".

Jednocześnie wyraził jednak niezadowolenie związane z zachowaniem amerykańskiego prezydenta, w tym z jego atakami na burmistrza Londynu Sadiqa Khana. Trump określił go w poniedziałek jako "kompletnego nieudacznika" i oskarżył o "głupio paskudne" zachowanie wobec niego, gdy Khan porównał w weekend retorykę prezydenta USA do "faszystów XX wieku".

"Jestem bardzo zawiedziony - szczególnie dzisiaj, w święto Id (al-Fitr, kończące ramadan - PAP) - że nasz burmistrz został w ten sposób zaatakowany. Jestem dumny z tego, że nasze miasto ma za mera muzułmanina i możemy walczyć z islamofobią, antysemityzmem i wszelkimi formami rasizmu w naszym społeczeństwie, który dzieli" - tłumaczył Corbyn.

Szef Partii Pracy - który nie wskazał wprost Trumpa - mówił o tym, że demonstracja ma na celu pokazanie determinacji Brytyjczyków w wypracowaniu "lepszego świata".

"Zwracam się do przybyszy, którzy przyjechali w tym tygodniu: pomyślcie o świecie pokoju i rozbrojenia; w którym uznaje się wartość wszystkich ludzi; w którym zwalcza się rasizm, mizoginię oraz nienawiść religijną podsycaną przez radykalnie prawicową politykę w Wielkiej Brytanii, Europie i Stanach Zjednoczonych" - powiedział.

Corbyn wyliczał w tym kontekście, że prawicowi politycy "nie mają odpowiedzi dla młodych ludzi obawiających się o swoją przyszłość; społeczności, które straciły przemysł; ludzi, którzy są we wszelkich częściach świata zdesperowani, aby mieć gdzie żyć".

Wcześniej lider laburzystów nie wziął także udziału w poniedziałkowym przyjęciu w Pałacu Buckingham, które zostało wydane przez królową Elżbietę II na cześć amerykańskiego przywódcy.

Jednocześnie, podobnie jak podczas ubiegłorocznej wizyty roboczej Trumpa w Londynie, przeciwnicy amerykańskiego prezydenta wypuścili nad placem w pobliżu brytyjskiego parlamentu sześciometrowy balon przedstawiający satyryczny wizerunek przywódcy USA jako rozzłoszczonego niemowlaka z telefonem w ręku.

Tegoroczne demonstracje skupiły jednak znacznie mniej niż ćwierć miliona osób, których spodziewali się organizatorzy. Tłumaczyli oni niższą frekwencję m.in. rzęsistymi opadami deszczu.

Wbrew obszernym relacjom medialnym Trump określił doniesienia o protestach jako "fałszywe", dodając, że widział jedynie niewielką grupkę osób, które wyszły na ulice z powodów politycznych.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)

jakr/ jo/ kar/