B. zomowiec, podejrzany o strzelanie do górników z "Wujka" - aresztowany

2019-06-12, 14:27 aktualizacja: 2019-06-12, 20:15
Katowice, 12.06.2019. Roman S. były funkcjonariusz MO, podejrzany o strzelanie 16 grudnia 1981 r. do protestujących górników kopalni "Wujek" doprowadzony do Sądu Rejonowego w Katowicach. Fot. PAP/Andrzej Grygiel
Katowice, 12.06.2019. Roman S. były funkcjonariusz MO, podejrzany o strzelanie 16 grudnia 1981 r. do protestujących górników kopalni "Wujek" doprowadzony do Sądu Rejonowego w Katowicach. Fot. PAP/Andrzej Grygiel
Sąd Rejonowy Katowice-Zachód aresztował w środę Romana S. - b. zomowca, podejrzanego o strzelanie do górników protestujących w kopalni „Wujek” na początku stanu wojennego. We wtorek w katowickim IPN b. zomowiec usłyszał zarzut popełnienia zbrodni komunistycznej.

Informację o decyzji sądu przekazał dziennikarzom wiceprezes sądu Łukasz Ciszewski. „W dniu dzisiejszym sąd utrzymał w mocy stosowanie wobec podejrzanego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania i przedłużył jego okres do 6 lipca br.” – powiedział sędzia. Jak dodał, pisemne uzasadnienie postanowienia ma być gotowe w ciągu 7 dni.

IPN domagał się aresztowania na trzy miesiące, sąd uznał jednak, że miesięczny okres aresztowania – licząc od czasu przekazania stronie polskiej - jest wystarczający. Swój wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego takiego środka zapobiegawczego IPN motywował grożącą Romanowi S. surową karą - do 10 lat więzienia - oraz "uzasadnioną obawą jego ucieczki lub ukrywania się za granicą".

Mężczyzna, który ma niemieckie obywatelstwo, był ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania. Został zatrzymany 17 maja w Chorwacji. Władze tego kraju zdecydowały o wydaniu go polskim organom wymiaru sprawiedliwości. Od czwartkowego wieczoru jest w Polsce. We wtorek został przewieziony z Warszawy do Katowic, gdzie usłyszał zarzut.

Prok. Dariusz Psiuk z katowickiego IPN przypomniał, że postanowienie o aresztowaniu S. zapadło jeszcze na początku lat 90., gdy ówczesna Prokuratura Wojewódzka w Katowicach prowadziła śledztwo w sprawie pacyfikacji śląskich kopalń. Nie mogło być zrealizowane, bo podejrzany się ukrywał.

Postawiony Romanowi S. zarzut dotyczy tego, że 16 grudnia 1981 r. w Katowicach "będąc funkcjonariuszem państwa komunistycznego, członkiem plutonu specjalnego Pułku Manewrowego KW MO w Katowicach, działając wspólnie z innymi członkami tego plutonu dopuścił się zbrodni komunistycznej stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości". Zbrodnia ta, która nie ulega przedawnieniu, polegała - jak dodaje IPN - na stosowaniu represji i naruszaniu praw człowieka w ten sposób, że Roman S. wziął "udział w pobiciu strajkujących górników kopalni +Wujek+ i użył niebezpiecznego narzędzia w postaci broni palnej".

IPN zarzuca podejrzanemu, iż wraz z innymi członkami plutonu oddał "strzały w kierunku pokrzywdzonych, narażając ich na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, w wyniku czego śmierć poniosło 9 osób, a 21 doznało obrażeń ciała". Przesłuchany we wtorek w IPN Roman S. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.

Roman Zdzisław S. to były funkcjonariusz plutonu specjalnego Pułku Manewrowego Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach. Na początku lat 90. ub. wieku wyjechał na stałe do Niemiec - jeszcze zanim sformułowano wobec niego zarzuty w sprawie pacyfikacji śląskich kopalń. Zrzekł się obywatelstwa polskiego i przyjął niemieckie. Jak podaje IPN, strona niemiecka odmówiła wydania podejrzanego. Wniosek o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec byłego milicjanta w 2012 r. złożył do katowickiego sądu prokurator IPN w Katowicach. Sąd Okręgowy w Katowicach 7 stycznia 2013 r. wydał taki nakaz.

Na początku stanu wojennego, 16 grudnia 1981 r., w czasie pacyfikacji strajku w KWK "Wujek" w Katowicach milicja użyła broni palnej. Od milicyjnych kul zginęło tam dziewięciu protestujących górników, a ponad 20 zostało rannych. Była to największa tragedia stanu wojennego. Osądzenie byłych milicjantów było trudne i długotrwałe - proces w pierwszej instancji toczył się trzy razy. W czerwcu 2008 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach skazał prawomocnie b. dowódcę plutonu specjalnego Romualda C. na 6 lat więzienia, a 13 jego podwładnym wymierzył od 3,5 do 4 lat więzienia. To C. dał sygnał do otwarcia ognia - wynika z procesu.

Według sądu, w sposób niewątpliwy w toku procesu ustalić można było jedynie, że oskarżeni działali wspólnie oraz że w wyniku działań niektórych z nich, a za wiedzą pozostałych, śmierć ponieśli górnicy. Zmowa milczenia uniemożliwiła wskazanie, kto konkretnie strzelał i zabił lub ranił górników. Wniesione kasacje oddalił w 2009 r. Sąd Najwyższy - wyrok stał się ostateczny blisko 28 lat po tragedii.(PAP)

autor: Krzysztof Konopka