USA: Trump ogłosił rozpoczęcie kampanii o reelekcję w 2020 roku

2019-06-19, 06:08 aktualizacja: 2019-06-19, 14:10
Fot. PAP/EPA/CRISTOBAL HERRERA
Fot. PAP/EPA/CRISTOBAL HERRERA
Donald Trump ogłosił oficjalnie we wtorek rozpoczęcie swojej kampanii o reelekcję na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trump zadeklarował ponowny start w wyborach podczas wiecu w Orlando na Florydzie, na który przybył wraz ze swoją żoną Melanią.

"Oficjalnie rozpoczynam kampanię o reelekcję w 2020 roku" - powiedział Trump podczas przemówienia przed 20-tysięcznym tłumem swoich zwolenników w Amway Center w Orlando. Przypomniał przy tym slogan "Make America Great Again", który był głównym hasłem wyborczym jego poprzedniej kampanii przed wyborami w 2016 roku.

Przy okazji Donald Trump w ostrych słowach zaatakował Demokratów, którym zarzucił sianie "nienawiści" i chęć "zniszczenia" Stanów Zjednoczonych. "Nasi radykalni przeciwnicy demokratyczni kierują się nienawiścią, uprzedzeniami i wściekłością. Chcą nas zniszczyć i chcą zniszczyć nasz kraj. To jest nie do przyjęcia, to się nie stanie" - mówił prezydent.

Agencje podkreślają, że w rozpoczętej kamapanii Trump będzie szermował tymi samymi hasłami i ideami, którymi wygrał wybory w 2016 roku. Postawi przede wszystkim na promowanie twardej polityki w zakresie handlu i imigracji i podpierał się będzie silną gospodarką swojego kraju. Według ekspertów zadanie będzie miał jednak trudniejsze niż przed poprzednimi wyborami, bowiem u części jego zwolenników zaufanie mogło zostać nadszarpnięte przez śledztwo prokuratora specjalnego Roberta Muellera w sprawie Russiagate.

Zdaniem agencji Demokraci przytaczają szereg nie spełnionych obetnic Trumpa, począwszy od obniżenia cen leków, a skończywszy na zlikwidowaniu luk w podatku dochodowym od osób prawnych. "Donald Trump rozpoczyna dziś swoją kampanię, a Amerykanie stają przed wyborem - możemy sprawić, że Trump stanie się aberracją lub pozwolić mu całkowicie i na zawsze zmienić charakter tego narodu" - powiedziała Kate Bedingfield, zastępca szefa kampanii Demokraty

Joe Bidena.

Floryda ma dla Trumpa kluczowe znaczenie, nie tylko ze względu na to, że ma on tam swoją rezydencję, ale także na to, że w tym stanie wygrał wybory w 2016 roku. Zwycięstwo w tym stanie miało kluczowe znaczenie w wyborze Trumpa na prezydenta USA, bowiem można tam zdobyć 29 głosów elektorskich. Jest to trzeci stan pod względem liczby głosów elektorskich po Kalifornii (55) i Teksasie (38), na równi ze stanem Nowy Jork.

Sondaże na razie nie są jednak przychylne Trumpowi. Według opublikowanego w niedzielę badania stacji Fox News w hipotetycznym starciu z obecnym prezydentem większe poparcie ma Demokrata Joe Biden, który uzyskałby 49 proc. głosów, podczas gdy Trump 39 proc. Fox News zwracał jednak uwagę, że te wyniki nie przekreślają szans Trumpa na reelekcję, bowiem przed czterema laty w analogicznym punkcie kampanii miał on do Hillary Clinton stratę 17 punktów proc. (PAP)

zm/