USA: wbrew zapowiedziom brak wiadomości o nalotach na nielegalnych imigrantów

2019-07-15, 11:21
Fot. PAP/EPA/Rodrigo Sura
Fot. PAP/EPA/Rodrigo Sura
Administracja Stanów Zjednoczonych potwierdziła w niedzielę rozpoczęcie akcji deportacji wobec przebywających w tym kraju nielegalnych imigrantów. Objęto nią dziewięć miast, w tym Nowy Jork, Los Angeles, Chicago i Miami. Do godzin popołudniowych nie było jednak doniesień o podjęciu działań.

Występujący w niedzielę w programach telewizyjnych przedstawiciele administracji USA potwierdzali wszczęcie działań, nie podali jednak szczegółów. Uzasadniali to m.in. potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa funkcjonariuszy czy też zachowaniem elementu zaskoczenia. Operację zawieszono w Nowym Orleanie ze względu na burzę tropikalną Barry.

Według wcześniejszych doniesień nalotami miało zostać objętych ok. 2000 nielegalnych imigrantów z nakazami deportacji. Pojawiały się jednak anonimowe wypowiedzi urzędników urzędu imigracyjnego (ICE), wskazujących także na możliwość prewencyjnego zatrzymywania i wydalania nawet tych imigrantów, którzy nie byli głównym celem nalotów.

P.o. dyrektora urzędu ds. obywatelstwa i imigracji (USCIS) Ken Cuccinelli wyjaśniał w niedzielnym programie CNN "State of the Union", że akcja nie jest wymierzona przeciw nieudokumentowanym imigrantom, lecz tym, którzy w następstwie procesu otrzymali federalny sądowy nakaz opuszczenia Ameryki. Jak zastrzegał, ICE nie będzie komentował szczegółów operacyjnych.

Cuccinelli powtarzał podawaną wcześniej przez władze informację, że priorytetem jest schwytanie przestępców. Samo nielegalne przekroczenie granicy nie będzie, jak zaznaczył, traktowane jako przyczyna aresztowania.

Szczegółów operacyjnych nie chcieli podawać też inni przedstawiciele władz. Podania konkretów unikała m.in. w programie "Fox News Sunday" Kellyanne Conway, pytana o to, ilu ludzi stanie się celem akcji. Stwierdziła, że ICE "robi to każdego dnia".

Także p.o. dyrektora ICE Matt Albence odmówił ujawnienia szczegółów akcji. Wskazał, że koncentruje się na osobach z nakazem opuszczenia USA, wydanym przez sędziego imigracyjnego.

Były p.o. dyrektora ICE John Sandweg nie ukrywał, że tego rodzaju operacje otaczane są tajemnicą. "Nigdy nie chcesz, aby cel wiedział, że się pojawiasz. Chcesz elementu zaskoczenia, ponieważ zapewnia ci to bezpieczeństwo" - tłumaczył.

Do późnego popołudnia w niedzielę nie było informacji o ewentualnych akcjach. W opinii cytowanej przez "US Today" adwokat Camili Alvarez z Central American Resource Center w Los Angeles dzień "wywołał niepokój" pośród społeczności. "To jasne, że jest to narzędzie polityczne dla obecnej administracji. (…) Zapowiedzi o nalotach zostały zaplanowane, aby wzbudzić strach w społeczności imigrantów" - oceniła.

W sobotę natomiast ukazał się wpis na Twitterze burmistrza Nowego Jorku Billa de Blasio, że jego biuro otrzymało raporty o "podobno nieudanych działaniach ICE" w Harlemie na Manhattanie oraz w Sunset Park na Brooklynie. "Wall Street Journal" cytował osobę twierdzącą, że funkcjonariuszy nie wpuszczono do domów, ponieważ nie pokazali nakazów sądowych.

Wiadomość o nalotach przeraziła wielu nieudokumentowanych imigrantów. Kupują oni na zapas żywność, planują pozostać w domach z wyłączonymi światłami i zasłoniętymi żaluzjami. Niektórzy nie wychodzą do pracy. Zaniepokojone są nawet osoby mające uregulowany status imigracyjny. Niektórzy ludzie postanowili na wszelki wypadek nosić ze sobą paszporty.

Tymczasem z pomocą zagrożonym deportacją przychodzą kościoły, a wśród nich afro-amerykańskie. Przygotowały dla nich żywność, rzeczy niezbędne dla dzieci, a także schronienie. W piwnicy kościoła St. Lucy's Church w Newark w New Jersey, ponad 50 osób zebrało się, aby wysłuchać prelekcji, jak się zachować w obliczu ICE.

Proimigracyjne organizacje oferują pomoc prawną. Podają numery telefoniczne, pod którymi można uzyskać poradę.

Amerykański Związek Wolności Obywatelskich (ACLU) złożył pozew o zaprzestanie nalotów i kolejnych deportacji. Jak argumentował wielu imigrantów było nieświadomych, że podlegały tzw. "ostatecznemu nakazowi usunięcia", bo urzędnicy federalni nie podali dokładnych terminów i aktualizacji sądowych.

"Ci uchodźcy nie pojawili się z powodu ogromnych błędów biurokratycznych, a w niektórych przypadkach celowego wprowadzania w błąd przez organy egzekwowania prawa imigracyjnego" – głosi m.in. pozew.

Wolontariusze w Chicago zaplanowali działania w celu opóźnienia dostępu policji funkcjonariuszom ICE do mieszkań imigrantów. Według dziennika "Chicago Sun-Times" przygotowali się do blokowania ulic, aby nie mogły tam szybko dotrzeć pojazdy.

Przeciwnicy nalotów często posługują się argumentem, że ich niewinnymi ofiarami pozostają dzieci. Wskazują na bolesne przypadki rozdzielania rodzin.

Cuccinelli odmówił konkretnej odpowiedzi. Określił to jako szczegół operacyjny. Przyznał jednak, że wśród miliona tych, którym grozi deportacja, są całe rodziny.

Według statystyk ICE w roku fiskalnym 2018 zostało deportowanych 256 085 osób. Rok wcześniej było ich 226 119.

P.o. dyrektora USCIS scharakteryzował naloty jako "normalny biznes ICE". Dodał, że administracja Donalda Trumpa wydaliła mniej ludzi z USA niż pod rządami Baracka Obamy.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

ad/ zm/