Ratownicy odnaleźli ekwipunek grotołazów poszukiwanych w Jaskini Wielkiej Śnieżnej

2019-08-20 14:05 aktualizacja: 2019-08-20, 21:02
Zakopane, 19.08.2019. Lądowanie helikoptera TOPR w pobliżu jaskini Wielkiej Śnieżnej, 19 bm. gdzie utknęło dwóch grotołazów. Od 17 bm. trwa akcja ratunkowa, ratownikom dotychczas nie udało się nawiązać kontaktu z grotołazami. Fot. PAP/Grzegorz Momot
Zakopane, 19.08.2019. Lądowanie helikoptera TOPR w pobliżu jaskini Wielkiej Śnieżnej, 19 bm. gdzie utknęło dwóch grotołazów. Od 17 bm. trwa akcja ratunkowa, ratownikom dotychczas nie udało się nawiązać kontaktu z grotołazami. Fot. PAP/Grzegorz Momot
Pierwsza grupa ratowników, która dotarła w miejsce poszukiwań w Jaskini Wielkiej Śnieżnej, odnalazła ekwipunek poszukiwanych grotołazów - poinformował PAP we wtorek naczelnik TOPR Jan Krzysztof.

"Grotołazi zostawili części ekwipunku najprawdopodobniej, dlatego, że chcieli wejść do szczeliny, a z ekwipunkiem nie byłoby to możliwe. Tam są tak wąskie przejścia, że może zmieścić się tylko bardzo szczupły człowiek" – powiedział PAP naczelnik TOPR Jan Krzysztof.

Ekwipunek poszukiwanych grotołazów zastała w jaskini pierwsza grupa ratowników, która dotarła w rejon poszukiwań. Były tam między innymi dwie uprzęże do wspinaczki, uszkodzona wiertarka do osadzania kotw w skale i żywność.

Według naczelnika, najprawdopodobniej grotołazi podczas eksploracji szczelin, niechcący zablokowali odpływ wody i błyskawicznie w ciągu 20 – 30 minut woda odcięła im możliwość powrotu.

Właśnie od miejsca, gdzie odnaleziono ekwipunek, ratownicy – pirotechnicy poszerzają niezwykle ciasne przejście. Dzięki temu, że zmieniła się cyrkulacja powietrza i grota wentyluje się w sposób naturalny tam gdzie prowadzone jest wysadzanie skał, ładunki wybuchowe mogą być odpalane częściej. Łącznie poszerzyli już korytarz na odcinku 8-miu metrów.

"Wcześniej używaliśmy samych zapalników, aby detonacja nie była zbyt duża. Teraz możemy używać ładunków wybuchowych dzięki temu urobek jest dużo większy i szybciej możemy posuwać się naprzód" – dodał Krzysztof.

Praca ratowników pirotechników polega na tym, że co kawałek wiercone są w skale otwory w, których następnie umieszczany jest ładunek wybuchowy. Do ładunku podpinane są kable i z odległości ładunki są odpalane. Po kilkunastu minutach ratownicy znowu wchodzą w miejsce odstrzału i sprawdzają stężenie gazu. Następnie kilka kilogramów urobku jest transportowane na górę.(PAP)

Autor: Szymon Bafia

szb/wnk/