Tatry: obryw skalny w Jaskini Wielkiej Śnieżnej

2019-08-22 10:58 aktualizacja: 2019-08-22, 11:01
Zakopane, 22.08.2019. Naczelnik TOPR Jan Krzysztof podczas konferencji prasowej, nt. aktualnej sytuacji i postępów akcji ratowniczej w jaskini Wielkiej Śnieżnej. Fot. PAP/Grzegorz Momot
Zakopane, 22.08.2019. Naczelnik TOPR Jan Krzysztof podczas konferencji prasowej, nt. aktualnej sytuacji i postępów akcji ratowniczej w jaskini Wielkiej Śnieżnej. Fot. PAP/Grzegorz Momot
W czwartek rano, w trakcie wymiany grupy ratowników w Jaskini Wielkiej Śnieżnej, nastąpił naturalny obryw skalny w rejonie tak zwanego płytowca. Ratownikom nic się nie stało, ale obryw zniszczył liny poręczowe – powiedział naczelnik TOPR Jan Krzysztof.

"Na szczęście nikogo z ratowników nie było tam w momencie obrywu. Po tym obrywie poprawy wymaga całe poręczowanie. Pracujemy nad tym w tej chwili. Wszyscy ratownicy są bezpieczni, ale to trochę przesunie w czasie nasze działania. Nowa grupa, która w czwartek, wcześnie rano, poleciała śmigłowcem do wlotu jaskini, pojawi się na miejscu działań później, niż było to planowane" – powiedział Krzysztof.

Obryw skalny został wyzwolony samoczynnie na dużej pochylni w głównym ciągu jaskini, na głębokości około 300 metrów przed suchym biwakiem, czyli obozem utworzonym przez ratowników do wypoczynku i pożywienia się. Zostały uszkodzone mocowania, czyli kotwy osadzone do skał, do których przypinane się liny poręczowe, po których poruszają się ratownicy. Same liny zostały pocięte i nie nadają się do użytku.

"Traktujemy ten teren jako dosyć bezpieczny i stabilny, natomiast przy bardzo dużym ruchu - jaki w tej chwili ma tam miejsce - takie rzeczy mogą się zdarzyć w jaskiniach i się zdarzają. Takie sytuacje mogą być groźne, jeżeli poniżej takiego obrywu w ciasnym korytarzu ktoś by się znalazł. Na szczęście ten obryw nastąpił, kiedy żadnego z naszych ratowników tam nie było" – dodał naczelnik.

Ratownicy posiadają na miejscu zapas lin zarówno w jaskini, jak i przy otworze wejściowym, ale sama wymiana lin opóźni działania ratownicze o około dwie godziny.(PAP)

autor: Szymon Bafia

szb/ aj/