Neumann o kontynuowaniu posiedzenia Sejmu po wyborach: niedopuszczalne w demokracji

2019-09-11 20:19 aktualizacja: 2019-09-11, 20:22
Sławomir Neumann. Fot.  PAP/Leszek Szymański
Sławomir Neumann. Fot. PAP/Leszek Szymański
Kontynuowanie posiedzenia Sejmu po wyborach jest niestosowne i złe - uważa szef klubu PO-KO Sławomir Neumann. "To jest coś, co jest absolutnie niedopuszczalnym w demokracji posunięciem" - przekonywał w środę poseł w Polsat News.

We wtorek wieczorem na posiedzeniu prezydium Sejmu zapadła decyzja, że rozpoczęte w środę rano ostatnie posiedzenie Sejmu, zostanie przerwane tego dnia i kontynuowane po wyborach parlamentarnych, w dniach 15-16 października. Wniosek o przerwę zgłosił klub PiS. Pierwotnie ostatnie w tej kadencji posiedzenie Sejmu miało zakończyć się w ten piątek.

Neumann przypomniał w środę w Polsat News, że jest to ostatnie posiedzenie Sejmu, którego porządek - jak podkreślił - jest znany. "Ja rozumiem, że PiS może nie chcieć w czwartek czy piątek robić swojego Sejmu, ale za tydzień, za dwa możemy zrobić" - zauważył polityk. "Robić po wyborach, to jest coś niestosownego, to jest coś złego" - ocenił. "To jest coś, co jest absolutnie niedopuszczalnym w demokracji posunięciem" - dodał szef klubu PO-KO.

Dopytywany, co złego mogłoby się zdarzyć na posiedzeniu po wyborach, Neumann zauważył, że z logiki i kalendarza wyborczego wynika, iż "prawdopodobnie" we wtorek rano po wyborach Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi nazwiska nowo wybranych posłów. "A my mamy się później spotkać w starym składzie Sejmu, którego już de facto nie ma, i podejmować decyzje. Nie było tak nigdy" - podkreślił polityk.

Zaznaczył, że nie widzi najmniejszego powodu, dla którego przez najbliższy miesiąc, który został do końca kadencji, nie można by było dokończyć rozpoczętego posiedzenia. "Jeżeli ktoś robi taki ruch, mimo że jest miesiąc do końca kadencji, Sejm ma trwać tylko trzy dni w tym miesiącu, ogranicza (posiedzenie) do jednego dnia, a dwa dni przenosi na po wyborach, to dla mnie to jest kręcenie" - ocenił Neumann.

Dopytywany, przyznał, że nie doszło do złamania prawa ani regulaminu Sejmu, ale "delikatnie mówiąc zmiany obyczaju". "Dobrym obyczajem było to, że po wyborach Sejm w starym składzie się nie spotykał" - wskazał. Zastrzegł jednak, że jest to dopuszczalne jedynie na ewentualność jakiejś katastrofy - huraganu, powodzi czy konfliktu militarnego. "Wtedy, żeby była ciągłość, Sejm się zbiera" - mówił. "Dzisiaj nie ma żadnej katastrofy. Katastrofą jest PiS, który to robi" - podkreślił polityk. (PAP)

dka/ par/