Debata PAP Biznes: Rynki akcji mają pole do wzrostów, chociaż otoczenie makro sprzyja rynkom długu

2019-09-30 15:36 aktualizacja: 2019-09-30, 15:39
Fot. PAP/Stach Leszczynski
Fot. PAP/Stach Leszczynski
Zagraniczne spółki mogą być wspierane przez niskie stopy procentowe, przez co rynki akcji mają jeszcze pole do wzrostów - oceniają uczestnicy debaty PAP Biznes „Strategie Rynkowe TFI” Część rozmówców widzi również pole do wzrostów cen obligacji.

W dwudziestej trzeciej debacie "Strategie rynkowe TFI" zorganizowanej przez PAP Biznes udział wzięli przedstawiciele TFI PZU, Skarbiec TFI, NN Investment Partners TFI, Pekao TFI, oraz PKO TFI. Partnerem merytorycznym cyklu są Analizy Online.

„Obecne otoczenie, w którym pogłębiają się obawy o globalne spowolnienie gospodarcze, sprzyja rynkowi długu na świecie. Polityka banków centralnych jest nakierunkowana na wspieranie wzrostu, jest z punktu widzenia rynku długu obligacji polityką przyjazną i ta klasa aktywów może mieć przed sobą jeszcze dobre wyniki” - Radosław Cholewiński, zastępca dyrektora zespołu zarządzania instrumentami dłużnymi z Pekao TFI.

Wskazał, że nie pojawiły się czynniki, które by wskazywały, że wychodzimy ze spowolnienia, przeciwnie - raczej się ono pogłębia. Z drugiej strony nie ma oczywistych baniek spekulacyjnych, które narastają na rynku, których wszyscy są świadomi i tylko czekają, kiedy one pękną.

"Nie ma problemu, że rynki finansowe w absurdalny sposób wyceniają jakiś sektor czy klasę aktywów. Można się spierać, na ile coś jest drogie czy tanie, ale nie widzimy bańki, która miałaby spowodować wielki kryzys na miarę tego sprzed 12 lat" - powiedział Cholewiński.

Podobnego zdania jest Bartłomiej Chyłek, dyrektor zespołu analiz NN Investment Partners TFI, który zgadza się, że w krótkim terminie obligacje powinny zachowywać się lepiej. Na drugim miejscu stawia akcje, a na trzecim surowce, które przy negatywnym scenariuszu makroekonomicznym mogą zachowywać się najgorzej. 

Sławomir Sklinda, zastępca dyrektora Departamentu Zarządzania Aktywami PKO TFI, jest mniej optymistyczny co do obligacji. Jego zdaniem duża dynamika wzrostów cen SPW już nastąpiła latem i nie pozostało dużo miejsca na wzrosty.

"Tak ogromny ruch, jaki się dokonał latem na obligacjach, nie zdarza się często. Taka dynamika na obligacjach była tylko w 2008 i 2011 roku, to przekładało się na o wiele słabsze zachowanie rynków akcji. Do rynków długu jesteśmy neutralni" - powiedział Sklinda.

"Zakładamy, że na przełomie roku, w okolicach pierwszego kwartału, będziemy chcieli zwiększać zaangażowanie w sektory cykliczne, być może trochę wcześniej. Przy tej długości czasu trwania spowolnienia gospodarczego rotacja będzie sprzyjać bardziej tej grupie spółek. Natomiast wychodzilibyśmy z miejsc, w których są wszyscy, czyli to, co jest grane nie w Polsce, ale w Europie i w Stanach Zjednoczonych, czyli spółki utilities i spółki konsumenckie" - dodał.

Zdaniem Grzegorza Zatryba, członka zarządu Skarbiec TFI, ostrożność na obligacjach, po dużych spadkach rentowności, jest wskazana.

"Nie przypominam sobie tak długo wyczekiwanej i przewidywanej recesji. Zjawiska, których wszyscy oczekują mają to do siebie, że ich przebieg jest zwykle raczej dosyć łagodny. Najgorsze są takie zjawiska, które zaskakują, jak w 2008 roku. Będziemy teraz mieli jeszcze parę kwartałów, podczas których da się zarobić i na akcjach, i na obligacjach" – powiedział Grzegorz Zatryb ze Skarbiec TFI.

W jego ocenie na rynku akcji spowolnienie jest na tyle odległe, a niskie stopy będą wspierać instrumenty udziałowe, przez co akcje nadal mają miejsce do wzrostu.

"Pytanie jest, w którym miejscu jest miejsce do wzrostów, czy np. w sektorze cyklicznym czy defensywnym. Na pewno nie jest to jeszcze moment na ucieczkę z rynków akcji" - powiedział.

Członek zarządu Skarbiec TFI uważa, że w przypadku obligacji, po tak silnych spadkach rentowności, pewna ostrożność jest wskazana.

"Pewnym elementem ryzyka jest potencjał do bardziej agresywnych działań fiskalnych, czyli wzrostu podaży obligacji, ale nie ma wątpliwości, że zostanie to sfinansowane przez banki centralne, które wznowią programy skupu aktywów. Nie widzę żadnych przeszkód, żeby w horyzoncie paru kwartałów rentowności były jeszcze niższe niż teraz, zwłaszcza że ostatnio przeszliśmy całkiem sporą korektę" - powiedział Grzegorz Zatryb.

Wiceprezes TFI PZU Dariusz Lasek ocenia, że niedawny ruch na obligacjach był na tyle duży, że to stała się taka klasa aktywów, która daje bezpieczeństwo, ale nie daje dużej stopy zwrotu. 

"Można mówić o kilku rynkach, np. na emerging markets selektywnie można jeszcze jakąś stopę zwrotu znaleźć. Surowce w tym momencie cyklu koniunkturalnego powinny się zachowywać trochę gorzej. Rynek akcji to jest bardzo trudny temat. Na górce zawsze ciężko się kupuje, ale pytanie, czy jesteśmy już blisko szczytu górki i jak długo uda się jeszcze podtrzymać koniunkturę. Do czego może doprowadzić realną gospodarkę spadek stóp procentowych i w jaki sposób może ją pobudzić" - powiedział Lasek.

"Złoto to spekulacyjny towar, który w momencie, gdy będą się pojawiały różnego rodzaju pytania dotyczące działań banków centralnych, czy będzie spadała ich wiarygodność, to ludzie coś ze swoimi aktywami będą musieli zrobić i część wybierze pewnie złoto” – dodał wiceprezes zarządu TFI PZU. 

W opinii Sławomira Sklindy, zastępcy dyrektora Departamentu Zarządzania Aktywami PKO TFI, ogromnym zagrożeniem dla rynków akcji na świecie są zapowiedzi programowe prawdopodobnej kandydatki Demokratów na stanowisko prezydenta USA w przyszłorocznych wyborach. 

"Cały program Elisabeth Warren jest katastrofalny dla rynków finansowych, to nie są tylko przedwyborcze hasła. Jest wśród Demokratów duży konsensus na zrealizowanie tych pomysłów. Pierwszy z pomysłów to rozbicie monopolu największych spółek technologicznych, a to te spółki ciągną rynek amerykański. Druga rzecz to podatek od bogactwa, 2 proc. rocznie dla osób o majątku powyżej 50 mln USD i 3 proc. dla osób z majątkiem powyżej 1 mld USD. Trzecia rzecz to odkręcenie reformy podatkowej Trumpa, kolejna to odkręcenie wszystkich porozumień po upadku Lehman Brothers między bankami a administracją rządową. Piąta wreszcie to stworzenie jednego narodowego producenta leków generycznych, czyli uderzenie w cały sektor ochrony zdrowia" - powiedział.

Zdaniem Dariusza Laska, kluczowe przy ocenie, że rynki akcji są już na szczytach, będzie to, jak sytuacją kryzysową będzie zarządzał prezydent Trump. Giełda amerykańska może grać pod jego dyktando.

"Dla niego kluczowa jest ponowna elekcja w 2020 roku, będzie tak sterował giełdą, żeby jak najpóźniej doprowadzić do tego, żeby się ona odwróciła. On ma w tym po prostu interes. Można więc zakładać, że i wojny handlowe USA-Chiny będą podporządkowane tej rozgrywce, i cała koniunktura na giełdzie. Trudno mu będzie wygrać wybory, jak nagle na giełdzie będą bardzo duże spadki. Widać już od jakiegoś czasu, że jak jest za dobrze na giełdzie, to on próbuje hamować te wzrosty, jak jest słabo, to trochę je podtrzymywać" - powiedział wiceprezes TFI PZU.

"Problemem Trumpa było to, że to, co mu pomagało utrzymywać dobre nastroje na giełdzie, to z reguły było pewne ocieplenie na linii USA-Chiny, a to z kolei jest sprzeczne z długoterminowymi celami. Zapewne zobaczymy jeszcze wiele nieszablonowych rozwiązań, jeśli chodzi o zawartość twittów prezydenta Trumpa" - dodał członek zarządu Skarbiec TFI Grzegorz Zatryb. 

"Patrząc na to, że zyski amerykańskich spółek w pierwszym półroczu wzrosły tylko 2 proc., a indeks S&P 500 jest na plusie 18 proc., to wydaje się, że prezydent Trump dobrze zarządza nastrojami giełdowych inwestorów. Wybory mamy w listopadzie przyszłego roku, spotkania z wyborcami pewnie zaczną się wiosną, więc wydaje się, że można jeszcze stworzyć mikrokryzys, by później wjechać na białym koniu, więc jeszcze przez kilka miesięcy, do końca roku, może potrząsnąć" - powiedział z kolei Bartłomiej Chyłek, dyrektor zespołu analiz NN Investment Partners TFI. (PAP Biznes)

pr/ kk/ gor/