Schetyna: nie mieliśmy poczucia, że startujemy w uczciwej walce

2019-10-13 21:50 aktualizacja: 2019-10-14, 00:55
Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna (C), wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska (P), przewodnicząca Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer (3L), była premier Ewa Kopacz (L), Radosław Sikorski (2P) w sztabie wyborczym Koalicji Obywatelskiej w Warszawie. Fot. PAP/Paweł Supernak
Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna (C), wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska (P), przewodnicząca Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer (3L), była premier Ewa Kopacz (L), Radosław Sikorski (2P) w sztabie wyborczym Koalicji Obywatelskiej w Warszawie. Fot. PAP/Paweł Supernak
Będziemy dalej pracować nad integracją opozycji, a przed nami wybory prezydenckie - tak wyniki wyborów parlamentarnych skomentował podczas wieczoru wyborczego Koalicji Obywatelskiej lider PO Grzegorz Schetyna. "Nie będzie drugiego Budapesztu w Warszawie" - zaznaczył.

Podczas wieczoru wyborczego politycy KO pytani przez dziennikarzy o komentarz do wyników wyborów najczęściej zwracali uwagę na dwa aspekty - że trzy listy opozycyjne dostały w sumie więcej głosów niż PiS, a także, że opozycja może jeszcze wygrać w Senacie.

"Powiedzmy sobie szczerze, Koalicja Obywatelska tych wyborów nie wygrała" - przyznał prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Liderzy KO, m.in. Małgorzata Kidawa-Błońska, unikali jednak odpowiedzi na pytania o ewentualną odpowiedzialność polityczną Grzegorza Schetyny za porażkę.

Według niedzielnego sondażu Ipsos dla TVP, TVN i Polsat, wybory do Sejmu wygrało Prawo i Sprawiedliwość z poparciem 43,6 proc. Na Koalicję Obywatelską (PO, Nowoczesna, Inicjatywa Polska, Zieloni) oddało głos 27,4 proc. Kolejne miejsca zajęły: SLD z wynikiem 11,9 proc.; PSL (9,6 proc.) oraz Konfederacja (6,4 proc).

Tuż po ogłoszeniu niedzielnych wyników sondażowych lider PO Grzegorz Schetyna dziękował wyborcom sił opozycyjnych, zwłaszcza Koalicji Obywatelskiej. Podziękował też liderom partii współtworzących KO. "To była wielka praca, to była trudna kampania, to były trudne cztery lata, to nie była równa walka. Tu nie było zasad, nie mieliśmy poczucia, że startujemy w uczciwej walce, że przeciwnik stosuje uczciwe metody" - ocenił Schetyna.

Zapowiedział, że Platforma będzie pracować na rzecz integracji sił opozycyjnych w Sejmie. "Będziemy pracować nad integracją opozycji, nad tym, żeby dobrze współpracować w przyszłym Sejmie i Senacie, bo Senat jeszcze - te wyniki są ciągle przed nami i tam wierzymy w zwycięstwo" - dodał Schetyna.

Jego zdaniem współpraca to jedyna droga dla opozycji. "Ale chcę też powiedzieć, że wszystko jest przed nami - wybory prezydenckie, i tam też będziemy gotowi i te wybory wygramy, to jest nasza obietnica" - zadeklarował Schetyna.

Powiedział również, że "nie będzie Budapesztu w Warszawie". "Chcę przekazać tym wszystkim, którzy marzyli o wielkim zwycięstwie, o dominacji, którzy chcą układać państwo tak, by w nim dobrze było tylko im, chcę im powiedzieć: nie będzie Budapesztu w Warszawie" - zaznaczył Schetyna.

Szef Platformy podziękował też za pracę w kampanii kandydatce KO na premiera Małgorzacie Kidawie-Błońskiej.

Sama wicemarszałek Sejmu radziła, by poczekać na ostateczne wyniki wyborów. "Wierzę, że będą bardzo dobre. Wierzę także, że Senat będzie przez nas zdobyty, bo to jest wynik tego, co robiliśmy jako opozycja" - powiedziała Kidawa-Błońska po ogłoszeniu sondażowych wyników.

Według niej wynik uzyskany przez Koalicję to efekt rozmów z ludźmi. "Ludzie chcą współpracy, chcą pokazać, że potrafimy zasypywać te podziały, które są w naszym kraju. Ludzie nie chcą Polski pękniętej na pół, nie chcą, żeby pękało im serce z tego, że Polacy nie potrafią ze sobą się porozumieć" - mówiła.

"My dajemy szansę na współpracę, na porozumienie; pokazaliśmy jako koalicja, że potrafimy współpracować i będziemy współpracować z każdym, kto chce budować demokratyczną Polskę, który przestrzega tych samych wartości, każdego, kto chce dzielić władzę ze wszystkimi obywatelami, a nie zamykać się w jednym budynku i samemu rządzić" - zadeklarowała. "Wierzę w nasze zwycięstwo, i to, że nie przestajemy pracować, nie przestajemy zasypywać tego podziału, który jest pomiędzy Polakami" - dodała Kidawa-Błońska.

Liderka Inicjatywy Polska Barbara Nowacka dziękowała m.in. kobietom, które zaangażowały się w kampanię KO oraz oddały głos na tę formację. "Pokazałyście jak jesteście ważne, jak jesteście silne i jaką wielką zmianę przynosicie, bo ta wielka zmiana będzie, oni już się jej boją" - powiedziała przewodnicząca iPL.

Liderka Zielonych Małgorzata Tracz dziękowała z kolei sympatykom jej partii. "Ta +zielona fala+ do Polski przychodzi, także będziemy te działania kontynuować" - zadeklarowała.

W rozmowach z dziennikarzami podczas wieczoru politycy KO prezentowali już mniej oficjalnego optymizmu, choć wszyscy zwracali uwagę, że na trzy ugrupowania opozycyjne padło w sumie więcej głosów niż na PiS.

"Myślę, że rozejście się z PSL było pierwszym grzechem, który doprowadził do pewnej demobilizacji. Te negocjacje w ramach opozycji też chyba trwały zbyt długo i ten początek chyba położył się cieniem na reszcie" - mówił prezydent Sopotu Jacek Karnowski. System liczenia głosów jednoznacznie pokazuje, zwracał uwagę, że na opozycji powinno być jedno duże ugrupowanie.

Dopytywany o błędy KO przyznał, że o ile dobrym pomysłem była np. szóstka Schetyny, to KO zabrakło determinacji w promowaniu tego pomysłu.

Także Małgorzata Kidawa-Błońska, podkreślał, wykonała gigantyczną pracę, ale wytypowana na lidera została trochę za późno. "Gdyby to było wcześniej, może wynik byłby lepszy" - przyznał Karnowski.

Pytany był także, czy Grzegorz Schetyna powinien być nadal liderem opozycji, skoro przegrał już drugie wybory. "Poczekajmy tydzień, dwa tygodnie" - mówił.

"Jeżeli nam, mimo tych olbrzymich pieniędzy PiS i tego co się dzieje w mediach publicznych, udało się mieć na opozycji w sumie większość, to jest naprawdę dobrze" - komentowała natomiast Barbara Nowacka.

Przyznała, że źle się stało, że PSL i SLD nie zdecydowały się na wspólny start z KO, bo metoda d'Hondta pomogłaby opozycji, jeśli ta byłaby zjednoczona.

Nowacka zapewniała też, że Koalicja Obywatelska powinna istnieć dalej. "To skuteczny projekt, mamy przecież 27 procent" - powiedziała.

Także Katarzyna Lubnauer przekonywała, że KO ma przyszłość. "Umówiliśmy się na dalsze istnienie Koalicji Obywatelskiej i na wspólny klub" - powiedziała. Gdyby się okazało, że KO miałaby tworzyć rząd, naturalnymi koalicjantami są lewica i PSL - mówiła.

Sama Kidawa-Błońska zwróciła uwagę, że w tych wyborach "Polacy głosowali na te ugrupowania, które chcą współpracować". Dodała, że PiS ma na niedzielny wieczór największą ilość mandatów, ale "każde pół procenta może zmienić scenę polityczną".

"Sprawa w sprawie wyniku jest otwarta i nie wiem, czy ktoś może ze stuprocentową pewnością powiedzieć, co będzie rano" - podkreślała Kidawa-Błońska.

Unikała odpowiedzi na pytania o rozliczenia w PO. O to, czy Grzegorz Schetyna powinien odpowiedzieć za przegrane wybory i czy ona sama wystartuje w wyborach na szefa PO. "Wybory w Platformie są w lutym i my się do tych wyborów przygotowujemy" - powiedziała jedynie.

Nie chciała też odpowiedzieć, czy wystartuje w wyborach prezydenckich.

"Trzeba mieć odpowiedzi na pytania, by stawiać sobie następne. Dziś najważniejsze jest to, jaki będzie wynik KO. Tego nie wiemy i z niecierpliwością będziemy czekać na wyniki" - zaznaczyła.

Zdaniem Kidawy nie ma też mowy o tym, że Koalicja Obywatelska przechodzi do historii. "My w tej kampanii bardzo się ze sobą zżyliśmy, pokazaliśmy, że potrafimy ze sobą pracować i dobrze nam się współpracowało" - powiedziała.

Była premier, obecnie europosłanka PO, Ewa Kopacz pytana, czy Schetyna sprawdził się jako lider, odparła: "bardzo ciężko pracował w tej kampanii". "Pracowała Małgosia Kidawa-Błońska, pracowali wszyscy, którzy byli na listach. Zaskoczyli mnie - niezależnie od tego czy ktoś był na piątce czy siódemce, czy był ostatni na liście, to jednakowo ciężko pracował" - dodała.

Wynik wyborów komentowali też inni uczestnicy wieczoru wyborczego KO.

"Suma procentów Koalicji Obywatelskiej, PSL i SLD jest wyższa niż PiS. To tworzy inną sytuację, niż w roku 2015, więc tak jak powiedział Grzegorz Schetyna, nie będzie drugiego Budapesztu w Warszawie" - zapewniał w rozmowie z PAP Tomasz Siemoniak.

"Cieszę się bardzo z frekwencji i cieszę się, że opozycja dostała więcej głosów od PiS" - powiedział PAP prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Michał Szczerba zwracał uwagę, że trzeba dalej współpracować w ramach opozycji, żeby "budować sukces przyszłorocznych wyborów prezydenckich".

Na ten sam aspekt zwracała uwagę Katarzyna Piekarska, która przyznała, że spodziewała się nieco lepszego wyniku KO. "Już widać, że nawet jeśli PiS będzie rządzić, to będzie bardzo niewielka przewaga. I będzie musiał prowadzić dialog z opozycją, a nie monolog" - powiedziała.

"Przed nami wybory prezydenckie i trzeba się porozumieć w sprawie wspólnego kandydata całej opozycji, a najlepiej kandydatki. Nie ukrywam, że myślę w tym kontekście myślę o dwóch paniach, bo ta kampania pokazała siłę kobiet, to jest jakaś nowa jakość" - dodała Piekarska.

"Dla mnie jako przewodniczącego Zielonych i dla Małgorzaty Tracz najważniejsze jest to, że po raz pierwszy wprowadzimy nasze posłanki i naszych posłów do Sejmu" - powiedział współprzewodniczący Zielonych Marek Kossakowski. "Tak jak zazieleniliśmy tę koalicję, będziemy teraz zazieleniać Sejm skutecznej niż do tej pory" - dodał.

"Jest pół na pół, połowa dla PiS i połowa dla antyPiS, więc może się okazać, że antyPiS będzie miał większość i ludzi dobrej woli będzie więcej" - komentowała Klaudia Jachira.

"To nie była równa walka, media publiczne sympatyzowały wyraźnie z obozem rządzącym" - mówił PAP Tomasz Zimoch. "Ale to jest poważne ostrzeżenie, że nawet mimo takiej tępej propagandy ludzie nie dają sobie wszystkiego wmówić" - dodał. (PAP)

pś/ mkr/ robs/