Wiceprezydent USA spotkał się z przywódcą Kurdów

2019-11-23 18:19 aktualizacja: 2019-11-23, 18:29
Mike Pence. Fot. PAP/ EPA/JIM LO SCALZO
Mike Pence. Fot. PAP/ EPA/JIM LO SCALZO
Wiceprezydent USA Mike Pence, który w sobotę przybył z niezapowiedzianą wizytą do Iraku, spotkał się w mieście Ibril, stolicy irackiego Kurdystanu, z przywódcą Kurdów Neczirwanem Barzanim. Jak pisze AP, wizyta Pence'a ma na celu poprawę relacji USA z Kurdami.

Pence podróżował wojskowym samolotem transportowym C-17, aby nie zdradzać, że wiceprezydent USA przelatuje nad strefami konfliktów - pisze AP.

Pence wylądował od razu w Ibrilu, odwiedził też bazę powietrzną Al Asad na zachodzie Iraku, w której stacjonują amerykańskie wojska.

AP podkreśla, że Kurdowie, którzy byli najważniejszymi sojusznikami USA w walce z Państwem Islamskim, bardzo ucierpieli z powodu wycofania przez prezydenta Donalda Trumpa amerykańskiego kontyngentu z północnego wschodu Syrii, co umożliwiło inwazję wojsk tureckich wymierzoną w Kurdów.

Pence powiedział, że "cieszy się, iż ma okazję, by w imieniu prezydenta Donalda Trumpa podkreślić, że naród amerykański i Kurdów w całym regionie łączą silne więzi, zahartowane w boju".

Wiceprezydent rozmawiał też telefonicznie z premierem Iraku Adilem Abd al-Mahidm, który nie przyjął zaproszenia, by spotkać z nim w bazie Al Asad. Pence, ze względów bezpieczeństwa, nie udał się do Bagdadu.

Przedstawiciel administracji Trumpa powiedział dziennikarzom, że celem wizyty Pence'a jest zarówno poprawa relacji z Kurdami, jak uspokojenie tych Amerykanów, którzy źle przyjęli decyzję Trumpa dotyczącą wycofania wojsk i uznali to za zdradę sojuszników.

Prezydent, krytykowany za opuszczenie Kurdów w tym regionie, powiedział niedawno, że USA nie zobowiązywały się, że zostaną, by chronić Kurdów do końca ich życia.

9 października Turcja i sprzymierzeni z jej siłami syryjscy bojownicy rozpoczęli w północno-wschodniej Syrii zbrojną ofensywę o kryptonimie Źródło Pokoju, której deklarowanym celem jest wyparcie kurdyjskich bojowników z Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG) z przygranicznego pasa na środkowym odcinku granicy turecko-syryjskiej i utworzenie tam "strefy bezpieczeństwa", do której Ankara zamierza przesiedlić syryjskich uchodźców przebywających w Turcji. Kurdowi nazywają tę operacją czystką etniczną.

Władze w Ankarze uważają Kurdów z YPG za terrorystów z powodu ich powiązań ze zdelegalizowaną w Turcji separatystyczną Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Strona kurdyjska oskarża z kolei Turcję o zbrodnie wojenne podczas ofensywy.

Turecka inwazja rozpoczęła się po ogłoszeniu przez Trumpa, że amerykański kontyngent zostanie wycofany z regionu. Decyzja amerykańskiego przywódcy spotkała się w USA z krytyką nie tylko Demokratów, ale i wielu polityków Partii Republikańskiej. (PAP)

fit/ mal/