KO: rząd szykuje Polakom bardzo drogie święta; podwyżki cen prądu będą wyższe niż zapowiadane

2019-12-03 12:38 aktualizacja: 2019-12-03, 12:41
Piotr Borys. Fot. PAP/Leszek Szymański
Piotr Borys. Fot. PAP/Leszek Szymański
Rząd szykuje Polakom bardzo drogie święta. Podwyżki cen prądu będą wyższe niż zapowiadane 5-7 proc. - uważają politycy Koalicji Obywatelskiej. Zaapelowali też do rządu o ujawnienie realnych kosztów cen prądu.

"Wczoraj z ust pani minister Jadwigi Emilewicz Polacy dowiedzieli się, że rząd szykuje im podwyżki prądu. To ten rząd, który zapowiadał, że Polacy nie odczują wzrostu cen prądu, że firmy, przedsiębiorstwa nie odczują tego na własnej skórze" - powiedziała na konferencji prasowej posłanka Marta Golbik.

Dodała, że rząd zapowiadał ustawę, która zamrozi ceny prądu, by Polacy nie byli nimi obciążeni, szczególnie w okresie świątecznym. Tymczasem - jak podkreśliła - rząd planuje podwyższyć ceny energii zarówno dla gospodarstw domowych, jak i firm.

Poseł Piotr Borys zaznaczył, że z obietnic PiS dotyczących utrzymania cen prądu zostało "jedno wielkie nic". "Na początku słyszeliśmy, że nie będzie podwyżek, potem, że będą tylko dla firm, a na końcu z ust pani Emilewicz dowiedzieliśmy się, że rząd planuje podwyżkę na poziomie 5-7 proc." - powiedział.

Minister rozwoju Jadwiga Emilewicz zapowiedziała w poniedziałek w rozmowie z portalem Gazeta.pl, że jeśli w przyszłym roku dojdzie do podwyżki cen energii elektrycznej, to nie będzie ona drastyczna. Jej zdaniem obawy, że wyniesie ona 30 proc. są nieuzasadnione. Zaznaczyła też, że trudno mówić o podwyżce, "jeżeli będzie to 5-7 proc.".

Posłowie KO uczestniczący w briefingu uważają, że rządowi nie uda się utrzymać zamrożonych cen prądu ze względu na koszty. Zaapelowali o ujawnienie realnych kosztów cen prądu. "Rząd musi to ujawnić. Prezes Urzędu Regulacji Energetyki musi to pokazać" - powiedział Borys.

Dodał zarazem, że w związku z tym, że nie ma prac nad ustawą kompensacyjną dla Polaków, to "rząd pod choinkę daje zapowiedź ogromnego wzrostu kosztów życia".

Z kolei poseł Paweł Poncyljusz zwrócił uwagę, że głównym powodem wzrostu cen energii są "certyfikaty, że produkcja pochodzi z węgla". Zaapelował do rządu, by zaangażował się w dyskusję o neutralności klimatycznej, bo - jak mówił - to praktycznie jedyna szansa na powstrzymanie dalszego wzrostu cen energii.

"Jeżeli przez te cztery lata zaczarowywało się branżę górniczą i opinię publiczną, że energia ma pochodzić tylko z węgla, to dziś konsekwencję tego ponoszą zwykli obywatele, a politycy mówią: +zapłacicie za to, bo myśmy przez cztery lata mówili, że węgiel jest naszym dobrem narodowym i z niego będzie produkowana energia+" - wskazał Poncyljusz. Zaapelował do rządzących, by stanęli "po zielonej stronie mocy".

Natomist Golbik podsumowała, że mamy do czynienia z "galopującą" inflacją, a rząd PiS "szykuje bardzo drogie święta".

Pod koniec listopada szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk informował, że rząd jest zdeterminowany, aby nie było podwyżek cen prądu dla gospodarstw domowych w 2020 roku.

Minister Emilewicz powiedziała w rozmowie z portalem Gazeta.pl. że "powinniśmy być naprawdę spokojni jeśli chodzi o przyszły rok". "Jeśli to będzie podwyżka, to nie będzie ona drastyczną podwyżką (...) Jeżeli będzie to 5-7 proc., to trudno mówić o podwyżce. Jeżeli weźmiemy stopę inflacyjną, to tak naprawdę mieścimy się w cenach" - stwierdziła minister. Dodała, że nie powinno to też skutkować wzrostem cen za towary i usługi.

Emilewicz zwróciła uwagę, że ma to związek m.in. z tym, iż koszt uprawnień do emisji CO2 "zdecydowanie wyhamował w ciągu roku". Podkreśliła, że oczekiwania spółek energetycznych w sprawie 30-proc. - jak donosiły media - wzrostu taryf, są nieuzasadnione. (PAP)

tor/  mok/