Rajd Dakar - Przygoński: teraz muszę myśleć już o przyszłym roku

2020-01-06 15:15 aktualizacja: 2020-01-06, 15:22
Jakub Przygoński na trasie Rajdu Dakar. Fot. PAP/EPA/ANDRE PAIN
Jakub Przygoński na trasie Rajdu Dakar. Fot. PAP/EPA/ANDRE PAIN
Kierowca Jakub Przygoński w wywiadzie dla PAP tłumaczy, co się stało na pierwszym etapie Rajdu Dakar, gdy poniósł wielogodzinną stratę. O kolejnych celach mówi: „chcemy dojechać do mety, ale teraz muszę myśleć już o przyszłym roku”.

PAP: Co się właściwie stało na pierwszym etapie?

Jakub Przygoński: Urwał się główny wałek w skrzyni biegów. Nikt nie wie dlaczego tak się stało, bo żadna skrzynia do tej pory nie miała takiej awarii. Wyciągnęliśmy ją na środku pustyni i czekaliśmy na ciężarówkę serwisową, która przyjechała po czterech godzinach.

- Kontynuowaliśmy jazdę, ale strata była siedmiogodzinna. My mamy pecha, a inni w zespole szczęście, bo wszystkie skrzynie biegów od razu zostały wyciągnięte i zmodyfikowane.

PAP: To chyba jakiś wyjątkowy pech. W zeszłym roku też mieliście awarię skrzyni...

J.P.: Wówczas urwał się tryb od przeciążenia. Można to jakoś wytłumaczyć. Tutaj był problem z głównym wałkiem, który całe obciążenie przenosi na skrzynię biegów i wszyscy są naprawdę zaskoczeni.

PAP: Co się w takiej chwili czuje?

J.P.: Jest nam po prostu bardzo przykro, bo cały rok ciężko się przygotowywaliśmy do tego rajdu. Poświęcamy masę czasu na testy, wszystko jest ok, a tutaj na pierwszym odcinku coś się psuje. No nie jest to przyjemne.

PAP: Można o tym nie myśleć i skoncentrować się na dalszej jeździe?

J.P.: Już się z tym pogodziłem, bo nic się nie da zrobić, ale wiadomo, że to będzie ciążyło do końca. Chcemy oczywiście dojechać i będziemy walczyć, ale ja już muszę myśleć o przyszłym Dakarze, bo moim celem wciąż jest podium.

PAP: Na drugim etapie też zajęliście dalsze miejsce. Co się stało?

J.P.: Teraz jedziemy w grupie zawodników trochę wolniejszych, a jest to trudne, bo jest straszny kurz. Dzisiaj nie mogliśmy nikogo wyprzedzić i tak naprawdę nic nie zyskaliśmy, a nawet trochę straciliśmy.

- Przebiliśmy też cztery opony. Mieliśmy trzy zapasowe, więc jedną musieliśmy naprawiać, żeby dojechać do mety. Jak mieliśmy dwie przebite, to już wiedziałem, że będzie ciężko. Po trzeciej jechaliśmy bardzo ostrożnie, a i tak jakiś kamień ją z boku dotknął. Udało się jednak dotrzeć do mety, więc można powiedzieć, że dzisiaj mieliśmy trochę szczęścia.

PAP: Jak się naprawia oponę na środku pustyni?

J.P.: Są takie plastry, które się wciska w dziurę. Pierwszy raz w życiu to robiliśmy i nie wierzyliśmy, że się uda, ale ta naprawiona opona wytrzymała jeszcze 70 kilometrów.

PAP: A jak się panu podoba trasa w Arabii Saudyjskiej?

J.P.: Póki co to tylko piasek i kamienie. Mamy potencjał, żeby dobrze po tym jechać, ale musimy znowu znaleźć się w naszej grupie i odzyskać szybkość.

PAP: Czy w sytuacji, gdy nie macie już nic do stracenia będziecie walczyć za wszelką cenę do końca?

J.P.: Po tych przygodach musimy wrócić na ziemię i powoli, powoli odbudować prędkość, bo jak tak dalej będzie szło, to możemy nie dojechać do mety. Na razie więc bez szaleństw.

W Neom rozmawiał Kryspin Dworak (PAP)

krys/ giel/