Ekstraklasa piłkarska: Legia ucieka, przełamanie ŁKS

2020-03-04 23:02 aktualizacja: 2020-03-05, 07:41
Zawodnicy Legii Warszawa cieszą się z wygranego meczu 25. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy z Lechią Gdańsk. Fot. PAP/Adam Warżawa
Zawodnicy Legii Warszawa cieszą się z wygranego meczu 25. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy z Lechią Gdańsk. Fot. PAP/Adam Warżawa
Piłkarze Legii Warszawa zostawiają ligowych rywali z tyłu. W 25. kolejce ekstraklasy pokonali w Gdańsku Lechię 2:0 i prowadzą w tabeli z przewagą już dziewięciu punktów nad Cracovią i Śląskiem Wrocław. Pierwszy raz w tym roku wygrał ŁKS Łódź.

Legia dominowała od pierwszego gwizdka sędziego, ale w pierwszej połowie nie potrafiła udokumentować przewagi golem, choć blisko był Jose Kante, który trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Efekt dała dopiero ładnie wyprowadzona kontra w 57. minucie, po której Dusana Kuciaka, byłego bramkarza stołecznej drużyny, w sytuacji sam na sam pokonał Paweł Wszołek.

W doliczonym przez sędziego czasie gry wynik ustalił rezerwowy Mateusz Cholewiak. Wcześniej na boisku pojawił się pozyskany niedawno za około 1,5 mln euro Bartosz Slisz.

Legii służy nadmorskie powietrze. Pięć ostatnich wizyt w Gdańsku przyniosło jej cztery zwycięstwa i remis. Biało-zieloni na pokonanie zespołu z Łazienkowskiej przed własną publicznością czekają od 11 maja 2016.

W tym roku legioniści mają identyczny bilans jak w pięciu ostatnich występach w Gdańsku - cztery wygrane i remis. Porażki innych zespołów czołówki sprawiały, że piłkarze trenera Aleksandara Vukovica, którzy zgromadzili 51 punktów, mają już dziewięć więcej od plasujących się także na ligowym podium Cracovii i Śląska Wrocław.

Lechia (37) pozostała siódma, ale nie może być pewna miejsca w "ósemce" przed podziałem na dwie grupy i rundą finałową.

Znaczący krok w tym kierunku zrobił w środę Piast, który w Gliwicach pokonał Arkę Gdynia 1:0. W 29. minucie bramkę na wagę zwycięstwa strzelił Piotr Parzyszek.

Od ośmiu kolejek mistrz kraju spisuje się zgodnie z regułą - wygrana u siebie, porażka na wyjeździe. Arka pozostała na 14., pierwszym spadkowym miejscu, a do "bezpiecznej" pozycji traci pięć punktów.

Piłkarze i kibice ŁKS na ligowe zwycięstwo czekali od 1 grudnia. Zamykająca tabelę drużyna trenera Kazimierza Moskala trzy ostatnie spotkania co prawda zremisowała, ale takie ciułanie punktów w jej sytuacji to za mało, by uchronić się przed spadkiem.

W środę łodzianie się jednak przełamali i sięgnęli po komplet punktów. W 18. minucie prowadzenie zapewnił im sprowadzony zimą Carlos Moros Gracia, który skierował do siatki piłkę odbitą od poprzeczki po strzale Serba Dragoljuba Srnica. Hiszpański obrońca ŁKS niedługo później został antybohaterem swojej drużyny, gdyż po rzucie wolnym interweniował na tyle pechowo, że skierował piłkę do własnej bramki.

Po kolejnych czterech minutach humor rodakowi, ale i pozostałych kolegom z zespołu poprawił Antonio Dominguez, który wykorzystał rzut karny i ŁKS ponownie wygrywał. W drugiej połowie na 3:1 podwyższył Adam Ratajczyk. 17-latek zdobył pierwszego gola w ekstraklasie, podobnie zresztą jak obaj Hiszpanie. Rezultat ustalił w 74. minucie tylko rok starszy Bartosz Białek, który wykorzystał nieporozumienie między Tadejem Vidmajerem a Arkadiuszem Malarzem i jak się okazało ustalił rezultat. To już jego czwarty gol w najwyższej klasie.

"Wreszcie się udało. Sześć dodatkowych minut w tym spotkaniu było dla mnie najdłuższym doliczonym czasem w mojej karierze. Te sześć minut trwało niesamowicie długo. Do końca była nerwówka, ale wcześniej stworzyliśmy sobie tyle dogodnych sytuacji, że powinniśmy to spotkanie dograć z większym spokojem" - ocenił trener Moskal.

Dobre wieści dla sympatyków ŁKS nadeszły też z Wrocławia, gdzie w równolegle rozgrywanym spotkaniu Śląsk pokonał przedostatnią w tabeli Koronę 2:1. Kielczanie pozostali, obok Wisły Płock, jedną z dwóch drużyn, która wiosną jeszcze nie wygrała.

Podobnie jak w ŁKS, wrocławianie sukces w dużej mierze zawdzięczają Hiszpanowi. W 84. minucie gola na wagę trzech punktów uzyskał strzałem głową Erik Exposito. Wcześniej do siatki trafili Przemysław Płacheta oraz dla gości Słowak Erik Pacinda, który wykorzystał niepewną interwencję na linii pola karnego swojego rodaka, bramkarza Matusa Putnocky'ego.

Śląsk dzięki zwycięstwu awansował do trzecią pozycję w tabeli, zrównując się dorobkiem punktowym z drugą Cracovią. Korona do "bezpiecznej" pozycji traci już siedem punktów.

We wtorek w 199. derbach Krakowa między Cracovią a Wisłą było 0:2. W 53. minucie rzut karny wykorzystał 108-krotny reprezentant Polski Jakub Błaszczykowski, a w doliczonym czasie gry głową trafił Brazylijczyk Hebert, wprowadzony w trakcie drugiej połowy za kontuzjowanego Davida Niepsuja. W środę u 24-letniego obrońcy, który był ostatnio mocnym punktem "Białej Gwiazdy" stwierdzono kompresyjne złamanie kości śródstopia i w związku z tym będzie on pauzował co najmniej miesiąc.

W siedmiu ostatnich ligowych meczach piłkarze trenera Artura Skowronka odnieśli aż sześć zwycięstw. Seria byłaby jeszcze bardziej imponująca, gdyby w poprzedniej kolejce nie stracili w piątej minucie doliczonego przez arbitra czasu gola na 2:2 w spotkaniu z imienniczką z Płocka.

Wtorkowe zwycięstwo nie tylko zwiększyło szansę Wisły na utrzymanie, ale nawet na rywalizację o czołową ósemkę. Zajmujący jeszcze po 18. kolejce ostatnie miejsce zespół obecnie jest 13. i traci pięć punktów do ósmej lokaty, oznaczającej grę w tzw. grupie mistrzowskiej.

Tymczasem Cracovia doznała trzeciej porażki z rzędu, ale mimo to nadal jest druga w tabeli, choć dogonił ją Śląsk. Punkt mniej od tego duetu ma skuteczny wiosną Lech Poznań, który pokonał Górnika Zabrze 4:1.

Dwie bramki zdobył Duńczyk Christian Gytkjaer i łącznie ma już 14 trafień w tym sezonie, dzięki czemu zrównał się z Jarosławem Niezgodą, byłym piłkarzem Legii, który zimą przeszedł do Portland Timbers.

Górnik, który w tym sezonie nie wygrał jeszcze na wyjeździe (pięć remisów i osiem porażek), pozostał na 12. miejscu.

Wciąż nie wiedzie się Pogoni. Szczeciński zespół nie wygrał czwartego z rzędu spotkania, tym razem przegrał u siebie 1:2 z Jagiellonią i spadł z ligowego podium. Natomiast drużyna z Białegostoku po raz pierwszy w tym roku odniosła zwycięstwo i ponownie zgłosiła aspiracje do tzw. grupy mistrzowskiej.

Wszystkie bramki w tym meczu zdobyli piłkarze sprowadzeni zimą. Dla Pogoni - szwedzki napastnik, mający także polskie obywatelstwo, Paweł Cibicki, a dla gości doświadczeni Maciej Makuszewski i Ariel Borysiuk. W 68. minucie czerwoną kartkę zobaczył grecki obrońca Pogoni Kostas Triantafyllopoulos.

Ósmy w tabeli jest zbierający wiele pochwał za grę Raków Częstochowa. Tym razem beniaminek, mimo czerwonej kartki Igora Sapały w 79. minucie, pokonał w Płocku Wisłę 2:0. "Nafciarze", którzy w tym roku jeszcze nie wygrali, spadli na 10. lokatę.

Już od piątku 26. kolejka. Najciekawiej zapowiadają się mecze rozpędzonych Wisły Kraków z Lechem Poznań oraz lidera z mistrzem, czyli Legia kontra Piast.(PAP)

pp/ bia/ cegl/