Witek: odpowiedzialność za czwartkowe posiedzenie Sejmu spada na PO i Konfederację

2020-03-25 21:08 aktualizacja: 2020-03-26, 07:18
Marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Fot. PAP/Leszek Szymański
Marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Fot. PAP/Leszek Szymański
Staramy się zapewnić wszystkim bardzo bezpieczne warunki na czwartkowym posiedzeniu Sejmu, ale ja odpowiedzialności za to nie wezmę; odpowiedzialność w tym momencie spada na Platformę Obywatelską i Konfederację - powiedziała w środę marszałek Sejmu Elżbieta Witek.

Czwartkowe posiedzenie Sejmu rozpocznie się o 14 i będzie dotyczyło zmian w regulaminie pracy Izby, które mają pozwolić na głosowanie zdalne. Posłowie będą pracowali w kilku salach. Posiedzenie miało się od razu odbyć w trybie zdalnym, jednak politycy PO i Konfederacji podnosili, że jest to sprzeczne z konstytucją.

Zmiana Regulaminu Sejmu ma dotyczyć już piątkowego posiedzenia, na którym posłowie mają zająć się rządowym projektem tzw. pakietu antykryzysowego, który powstał w związku z sytuacją wokół epidemii koronawirusa. Według informacji przekazanych we wtorek przez marszałek Sejmu, na sali plenarnej ma być ograniczona liczba posłów - przedstawiciele każdego klubu i koła. Pozostali posłowie mają mieć możliwość udziału w posiedzeniu zdalnie, również zdalne ma być głosowanie.

Witek mówiła w środę na antenie TVP Info, iż sądziła, że w sprawie zdalnego posiedzenia Sejmu uda się uzyskać konsensus ze wszystkimi klubami. "Udało się tylko z klubem Lewica i klubem Koalicji Polskiej. Tam ta odpowiedzialność się pojawiła. Odpowiedzialność nie tylko za życie, zdrowie i bezpieczeństwo posłów - bo to jest najmniej istotne, taka jest nasza służba - ale chodziło przede wszystkim o zabezpieczenie zdrowia i życia wszystkich przebywających w Sejmie, ale głównie o to, żebyśmy my, rozjeżdżając się potem po całej Polsce, nie stali się sami źródłem zakażenia" - mówiła.

Zdaniem marszałek Sejmu, podnoszone przez Koalicję Obywatelską i Konfederację zarzuty łamania konstytucji, są nie na miejscu, ponieważ - jak mówiła - nikt nie przewidział sytuacji epidemii i na taką sytuację nikt nie stworzył wcześniej żadnych przepisów. "Wobec tego szukaliśmy takiego rozwiązania, które będzie najbezpieczniejsze. Ale na to zgody nie było" - dodała.

Witek wskazywała, że jej obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa posłom i pracownikom. "Nie jestem w stanie dać gwarancji, że mi się to uda, choć podejmujemy wszystkie możliwe działania żeby tak się stało" - podkreśliła Witek, dodając, że posłowie, którzy przybędą na posiedzenie otrzymają maseczki, rękawiczki, płyny dezynfekcyjne, będą mieli mierzoną temperaturę, a także będą musieli wypełnić kwestionariusz.

"Staramy się zapewnić wszystkim bardzo bezpieczne warunki, ale odpowiedzialności za to ja nie wezmę, dlatego, że od początku wiedziałam, że to jest ryzykowne. Odpowiedzialność w tym momencie spada na Platformę Obywatelską i Konfederację, bo mogliśmy to zrobić w konsensusie, w sposób naprawdę bardzo bezpieczny" - oświadczyła.

Witek podkreślała, że podczas posiedzenia Prezydium Sejmu w zeszłym tygodniu - w którym uczestniczyła także Małgorzata Kidawa-Błońska (KO) - była rozmowa na temat zmian w regulaminie Sejmu, umożliwiających zdalny udział posłów w obradach. "I wszyscy zgodziliśmy się wtedy, że to najlepszy sposób na odbycie posiedzenia, ponieważ mamy także posłów, którzy są w kwarantannie, są w grupie wysokiego ryzyka i nie będą mogli z tego powodu do Sejmu przyjechać" - mówiła marszałek Sejmu.

Wskazywała, że obowiązkiem posłów jest branie udziału w posiedzeniach Sejmu i głosowanie. "I jeżeli ja słyszę, że pani Kidawa-Błońska mówi, że konstytucja, na którą się powołuje bardzo często, jest ważniejsza od życia ludzkiego, to ja przypomnę (...) że polska konstytucja gwarantuje każdemu obywatelowi prawo do życia i ochronę tego życia. Warto, by pani Kidawa-Błońska i w ten sposób na konstytucję spojrzała" - oświadczyła Witek.

Pytana, czy jej zdaniem Kidawa-Błońska zmieniła zdanie w kwestii zmian organizacyjnych w regulaminie Izby pod wpływem lidera PO Borysa Budki, marszałek Sejmu potwierdziła. "To było widać, bo pani Kidawa-Błońska wychodziła w trakcie naszego posiedzenia, więc na pewno się konsultowała. Tylko myśmy sądzili, że jeżeli jest wicemarszałkiem i kandydatem na prezydenta, to jest na tyle decyzyjna, że kiedy rozmawiamy o tym i podejmujemy decyzje, na coś się zgadzamy, coś proponujemy i jest powszechna zgoda, że to będzie obowiązywało także pozostałe władze klubu PO. Okazało się, że tak nie jest" - mówiła Witek.

Zaznaczała, że ani ona ani wicemarszałkowie Piotr Zgorzelski (PSL) czy Włodzimierz Czarzasty nie kontaktowali się z kolegami z klubów, a jednak byli w stanie podjąć wiążącą dla tych klubów decyzji. Podkreśliła, że Lewica i PSL, choć nie zgadzają się z PiS w kwestiach merytorycznych, zgodziły się na wspólną decyzję w kwestii technicznej, a PO i Konfederacja - nie.

"Tutaj chodziło o zwykłą, prostą rzecz techniczną, organizacyjną. Dlatego mogę podejrzewać tylko, że PO i Konfederacji wcale nie chodzi o to, byśmy sprawnie i szybko procedowali; tutaj chodzi chyba o wywołanie awantury i takiego wrażenia wśród Polaków, że my jako posłowie uchylamy się od pracy, bo pokazuje nam się przykłady ekspedientek, państwa prowadzących autobusy i tramwaje, mówiąc, że my powinniśmy pracować jak i oni" - mówiła Witek.

"Tylko, że posłów wybiera się na kadencję, nie można ich zastąpić, a my mamy w Sejmie taką zasadę, że pracujemy i reprezentujemy wszystkich obywateli i obywatele na pewno chcieliby by w Sejmie pracowali, reprezentowali ich i także mówili o ich sprawach posłowie, których oni wybrali" - dodała. Oceniła, że jeśli część posłów z obiektywnych przyczyn nie może wziąć udziału w posiedzeniu, to odbiera się im ich prawa - a tym samym prawo obywateli. (PAP)

autorka: Wiktoria Nicałek

wni/ godl/