Europosłowie PO zaapelowali do polskich władz o lepszą organizację wyborów za granicą

2020-06-30 18:23 aktualizacja: 2020-06-30, 18:28
Wybory na prezydenta PR na Litwie. Fot. PAP/Valdemar Doveiko
Wybory na prezydenta PR na Litwie. Fot. PAP/Valdemar Doveiko
Europosłowie PO zaapelowali na konferencji w Brukseli do polskich władz o lepszą organizację wyborów za granicą, a do Polaków o głosowanie w drugiej turze. "...teza o tym, że rzekomo były ogromne kłopoty, że uniemożliwiono oddanie głosów mija się z faktami" - mówi wiceszef MSZ, Piotr Wawrzyk.

"Rafał Trzaskowski zdecydowanie wygrał wśród wyborców, którzy mieszkają poza granicami kraju" - mówił europoseł Andrzej Halicki (PO). Szef frakcji PO-PSL w europarlamencie podkreślił na konferencji, że mobilizacja wśród wyborców, którzy mieszkają poza Polską, była w pierwszej turze ogromna. Dodał, że Trzaskowski zdobył za granicą prawie 50 proc. głosów wśród rekordowej liczby wyborców. "Zarejestrowanych było 380 tys. wyborców, a głosowało trochę mniej" - zaznaczył. Twierdził, że obecnie urzędujący prezydent w wyborach za granicą w wielu ważnych państwach "nawet nie by był drugi, a czasami nawet trzeci". W opinii Halickiego to pokazuje, że Polacy, którzy mieszkają za granicą chcą zmian w Polsce.

Zaznaczył, że dowodem wagi wyborów prezydenckich jest to, że po pierwszej turze do 380 tys. zarejestrowanych wyborców dołączyło kolejne ponad 100 tys.

Europoseł Bartosz Arłukowicz (PO) powiedział, że w ciągu doby do spisu wyborców dopisało się kolejne 125 tys. Polaków i Polek mieszkających za granicą. "Mamy 0,5 mln Polaków, którzy zadeklarowali chęć głosowania w tych wyborach. (...)To jest absolutny rekord" - powiedział.

MSZ podało we wtorek, że łącznie do spisu wyborców przed II turą wpisało się dodatkowo ponad 140 tys. wyborców, przez co w spisach wyborców za granicą znajduje się obecnie 515 894 wyborców.

B. europoseł PO Krzysztof Lisek wskazał na konferencji z europosłami PO, że te dane pokazują, że Polacy chcą skorzystać ze swoich konstytucyjnych praw. Dodał, że wiąże się to jednak z problemami.

"Wybory sią źle zorganizowane. MSZ i podległe mu placówki w wielu miejscach niestety nie sprostały temu wyzywaniu.  Polacy spotykali się z różnymi problemami, począwszy od rejestracji. Przykładowo w poniedziałek po godz. 22, mniej więcej 1,5 godziny przed zakończeniem rejestracji, strona e-wybory - główne narzędzie służące rejestracji - przestała działać. Dopiero po godzinie MSZ opublikowało tweet o tym, że można się jeszcze zarejestrować e-mailowo i podało informacje o danych, które trzeba przesłać. To zdecydowanie za późno" - powiedział.

Dodał, że ludzie nie mogli też dodzwonić się do konsulatów ws. wyborów. "Mimo naszych apeli nie stworzono infolinii dla Polonii, na którą Polacy z Europy, Ameryki czy Australii mogliby się dodzwonić i uzyskać informacje" - zaznaczył Lisek.

We wtorkowym komunikacie MSZ poinformowało, że problemy techniczne systemu wspomagającego elektroniczny zapisy do spisu wyborców (e-wybory) trwały 1 godz. 42 minuty; służby teleinformatyczne MSZ wdrożyły procedury kryzysowe służące natychmiastowemu usunięciu problemu.

"Jednocześnie informujemy, że zapisy do spisu wyborców za granicą przeprowadzone były zgodnie z harmonogramem i rozpoczęły się 9 czerwca 2020 roku. Od początku informowaliśmy wyborców na temat wszystkich możliwych form zapisów, które, poza systemem e-wybory, obejmowały również inne sposoby (mail, telefon, telefaks)" - czytamy w komunikacie resortu dyplomacji.

"Ten system nie jest prowadzony na podstawie infrastruktury MSZ, odpowiedzialność za to ponosi dostawca usługi, jedna z firm telekomunikacyjnych. My sprawiliśmy, żeby jak najszybciej była możliwość dostępu ponownie do tego systemu" - mówił wiceszef MSZ, Piotr Wawrzyk.

Jak twierdzi Lisek za granicą powstało też za mało komisji wyborczych. "Ostrzegaliśmy i apelowaliśmy od kilku tygodni, że jest za mało komisji wyborczych. W efekcie w Wielkiej Brytanii, w Niemczech, w Irlandii ludzie pracowali po 40 godzin, w ciasnych pomieszczeniach, na podłodze, bo nie było krzeseł ani stołów, pracowali głodni, ale zrobili to. Apelujemy do pana ministra Jacka Czaputowicza: proszę natychmiast powołać dodatkowe komisje wyborcze i podzielić tę pracę" - powiedział.

Halicki zaapelował też na konferencji do MSZ i organizatorów wyborów w poszczególnych krajach "o otwarte konsulaty i otwarte komisje". "Nie we wszystkich krajach mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której przedstawiciele komitetów wyborczych mogli przypatrywać się bądź pracować w komisjach. W Brukseli na szczęście ten nasz apel zmienił się w pozytywną decyzję" - powiedział.

Jak dodał, w drugiej turze przedstawiciele obu sztabów powinni mieć swoich przedstawicieli w komisjach wyborczych.

Dodał, że ważna jest też kwestia dostarczenia głosów. "W niektórych krajach nie pozwalano tym, którzy nie zdążyli - bo dostali za późno pakiety wyborcze - oddać głosów bezpośrednio przynosząc je do konsulatu. Apelujemy o to, by skrzynki i zbiór tych pakietów były możliwe także przez doręczenie fizyczne" - powiedział Halicki.

Arłukowicz dodał, że obecne wybory są jednymi z najważniejszych od wielu lat w Polsce. "Ta walka nie jest prosta. Rafał Trzaskowski nie toczy politycznego boju tylko z Andrzejem Dudą, ale z całymi mechanizmami państwa, które zostały włączone w tę kampanię. Wynik pierwszej tury jest bardzo dobry. 30 proc. to jest wynik, który powinien nas wszystkich usatysfakcjonować. Te dwa tygodnie będą kluczowe" - powiedział europoseł.

O wzięcie udział w drugiej turze wyborów zaapelował Halicki. "Weźmy udział w wyborach bo w ten sposób decydujemy o przyszłości Polski, nie tylko o wyborze personalnym, ale także ustrojowym i kierunku rozwoju, o tym, co zauważyli Polacy za granicą, czyli o prestiżu państwa na arenie międzynarodowej" - wskazał.

"Frekwencja za granicą w niedzielnych wyborach prezydenckich wyniosła 86,67 proc., w 167 obwodach oddano 311 tys. głosów ważnych oraz 283 głosy nieważne" - poinformował we wtorek wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk.

Łącznie do spisu wyborców zapisało się 374 372, oddano 311 404 ważne głosy. W 2015 r. - jak przypomniał - do spisu wyborców zapisały się 196 204 osoby.

Wawrzyk podkreślał, że frekwencja wśród osób głosujących korespondencyjnie była na takim samym poziomie, jak wśród głosujących osobiście.

"Stąd też teza o tym, że rzekomo były ogromne kłopoty, że uniemożliwiono oddanie głosów mija się z faktami" - oceniał i dodawał, że w 2015 r. frekwencja przy głosowaniu korespondencyjnym wyniosła ok. 80 proc.

Wiceszef MSZ poinformował, że w pierwszej turze wyborów w 2020 r. urzędy konsularne wysłały 343 241 pakietów wyborczych, a w 2015 r. - 34 021.

Podkreślał, że wszystkie urzędy konsularne przyjmowały zwrotne koperty od operatorów pocztowych i kurierów do momentu zakończenia głosowania tj. do godz. 21 czasu lokalnego 28 czerwca, z wyjątkiem obu Ameryk z racji różnicy czasu. Ponadto - jak relacjonował - do 26 czerwca do godz. 24 trwał dyżur konsularny, w trakcie którego przyjmowano koperty zwrotne od wyborców w obwodach, w których możliwe było głosowanie osobiste lub można było dostarczyć pakiety osobiście.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)