Tokio - trener kadry kanadyjkarek: wciąż czekamy na ten wymarzony debiut

2020-07-27 17:57 aktualizacja: 2020-07-28, 08:09
Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Za kilka dni po raz pierwszy w historii kanadyjkarki miały rozpocząć rywalizację w Tokio o medale olimpijskie. "Te igrzyska dla nas miały być wyjątkowe, trudno poczekamy na ten wymarzony debiut jeszcze rok" – przyznał trener polskiej kadry Mariusz Szałkowski.

Kobiece kanadyjki dopiero po igrzyskach w Rio de Janeiro zostały włączone do programu olimpijskiego. Zawodniczki będą rywalizować tylko w dwóch konkurencjach – w jedynce na 200 m i w dwójce 500 m. W tej pierwszej kwalifikację dla Polski wywalczyła Dorota Borowska.

"Dla nas miały być wyjątkowe, bo pierwsze w historii. Długo czekaliśmy na ten debiut. 4 czy 5 sierpnia czekał nas pierwszy start, ale w Japonii mieliśmy być już od 16 lipca. Nie ukrywam, że miejsce zgrupowania miasto Ena sam znalazłem z pomocą Kajetana Broniewskiego z Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich, który podesłał mi +linka+. Byłem tam na rekonesansie, wspaniałe miejsce, wspaniali ludzie, którzy na nasz cały czas czekają… jesteśmy z nimi w kontakcie i polecimy tam za rok" – powiedział PAP Szałkowski.

Szkoleniowiec trochę żałuje, że na olimpijski debiut będzie musiał jeszcze poczekać 12 miesięcy. Jak przyznał, liderka grupy, medalistka mistrzostw świata Dorota Borowska jest obecnie w świetnej formie.

"Na sprawdzianach osiąga wyniki w granicach rekordu świata. Jest bardzo mocna. To też wynika z tego, że Dorota jest moją zawodniczką klubową i mimo pandemii koronawirusa, nie przestaliśmy trenować. Robiliśmy to jednak w odosobnieniu, przy zachowaniu wszystkich zasad" – wyjaśnił.

Brak międzynarodowych zawodów w kalendarzu to największa bolączka nie tylko jego grupy, ale całej kadry. Reprezentantom pozostaje tylko rywalizacja w krajowych regatach kontrolnych, czy mistrzostwach kraju.

"Regaty krajowe stały się dla nas punktem odniesienia. Na pewno całej grupie brakuje startów międzynarodowych, ponieważ te zawody w jakimś stopniu pozycjonowały grupę. Wiadomo było, która dziewczyna jak popłynęła, w którym jest miejscu. Rywalizacja czy to w regatach kontrolnych, czy w mistrzostwach Polski to nie jest jednak wystarczający bodziec, bo tu ścigają się same ze sobą" – zaznaczył.

Międzynarodowa Federacja Kajakowa w tym roku ma w planach rozegrać jeszcze dwie ważne imprezy. Pierwszą będzie Puchar Świata w węgierskim Szegedzie (24-27 września), a w dniach 15-18 października w rumuńskim Bascov odbędą się mistrzostwa Starego Kontynentu, zaplanowane pierwotnie na czerwiec.

"Puchar Świata wyznaczono w niefortunnym terminie. Ten okres zawsze poświęcamy na regenerację, tak by zachować nasz cykl przygotowań w cały czteroleciu olimpijskim. Próba szykowania formy na Puchar Świata mogłaby to mocno zaburzyć. Poza tym regaty w Szegedzie będą mocno okrojone; mam informację, że jeśli chodzi o kanadyjkarki, to czołowe federacje zrezygnowały ze startu. Za dużo można stracić, a za mało zyskać. Na pewno wystąpimy w mistrzostwach Europy. Będziemy musieli jedynie trochę zmodyfikować nasze treningi przed zawodami" – tłumaczył Szałkowski.

Opiekun kadry przyglądał się rywalizacji swoich podopiecznych i kandydatek do reprezentacji podczas młodzieżowych mistrzostw kraju, które w miniony weekend rozegrano w Poznaniu. Jak przyznał, coraz więcej dziewczyn chętnie wsiada do kanadyjek, co widać choćby na liczbie startujących zawodniczek.

"Jest coraz więcej dziewczyn, które coraz lepiej i szybciej pływają. Trenerzy klubowi są też mocno zainteresowani szkoleniem kanadyjkarek. Jeszcze kilka lat temu na mistrzostwach Polski - młodzieżowych czy juniorów były co najwyżej dwie eliminacje i tylko finał A. Na pewno włączenie kobiecych kanadyjkarek do programu igrzysk olimpijskich było takim głównym bodźcem, ale też dziewczyny same garną się do uprawiania tej dyscypliny" - stwierdził.

Jak dodał, kanadyjkarki też musiały walczyć ze stereotypem, że to nie jest sport dla kobiet. Nie ukrywa, że kobiety w innych dyscyplinach, m.in w podnoszeniu ciężarów, boksie czy zapasach też musiały przejść tę samą drogę.

"Dziś może nie ma już takich uprzedzeń w stosunku do kanadyjkarek, ale czasami są jeszcze napiętnowane i to przez grupy mężczyzn. Oni, zamiast pomagać dziewczynom, to się obrażają, nie wiem, może za to, że trochę ich kosztem zostały włączone do programu igrzysk. Gdy w Polsce zaczynałem budować praktycznie od podstaw grupy kobiece, też przechodziłem ten sam etap, na początku była to totalna negacja grupy. Dziś już jednak znacznie lepiej" - podsumował Szałkowski.(PAP)

autor: Marcin Pawlicki