Szef BBN: relacje wojskowe Polska-USA wkraczają na wyższy poziom

2020-08-15 09:28 aktualizacja: 2020-08-15, 11:34
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch. Fot. PAP/Adam Warżawa
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch. Fot. PAP/Adam Warżawa
Nowa umowa o współpracy obronnej między polską i USA to oznaka podniesienia dwustronnych relacji wojskowych na wyższy poziom – powiedział PAP szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch.

Podkreślił, że choć Polska ma ponosić niektóre koszty funkcjonowania amerykańskich sił, to nie ma mowy o kontrakcie komercyjnym, a umowa urzeczywistnia strategiczną wizję ściślejszej współpracy. Umowę o wzmocnionej współpracy obronnej mają podpisać w sobotę przed południem szef MON Mariusz Błaszczak i sekretarz stanu USA Mike Pompeo.

"Nowa umowa o współpracy obronnej świadczy, że nasze relacje wojskowe wkraczają na nowy wyższy poziom, określony w deklaracjach Duda-Trump w latach 2018–2019" – powiedział PAP szef prezydenckiego Biura bezpieczeństwa Narodowego.

"Co ważne – to dokument o przełomowym znaczeniu zarówno dla pogłębienia partnerstwa między Polską oraz USA, ale także dla zwiększenia bezpieczeństwa całego regionu oraz Sojuszu Północnoatlantyckiego" – dodał.

Zaznaczył, że umowa wejdzie w życie po ratyfikowaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę, który przed dwoma tygodniami rozmawiał z rządem na temat swoich oczekiwań co do procesu oraz tempa ratyfikacji. "Prezydentowi zależy, aby przeprowadzić cały proces ratyfikacji możliwie sprawnie i przy porozumieniu całej klasy politycznej" – dodał Soloch.

"Euroatlantycki kierunek polskiej polityki obronnej jest konsekwentnie realizowany przez kolejne rządy od wielu lat. Umowa będzie z pewnością celem wrogiej walki informacyjnej, dlatego apeluję do wszystkich, aby w celach walki politycznej nie powielać szkodliwych interpretacji i nieprawdziwych informacji w sprawie umowy" – powiedział.

Zapewnił, że umowa "jest w pełni zgodna z polskimi interesami, nie tylko w sferze bezpieczeństwa, ale także w sferze finansowej czy prawnej".

"To nie jest umowa komercyjna czy usługa handlowa, w której jedna strona ma zagwarantować bezpieczeństwo drugiej. To wynik pewnej wizji strategicznej, zakładającej ściślejszą współpracę Polski i Stanów Zjednoczonych w zapewnieniu bezpieczeństwa całego naszego regionu oraz wszystkich członków NATO. Zwiększona obecność wojsk amerykańskich w Polsce jest tylko narzędziem w realizacji tego celu" – zaznaczył szef BBN.

Zwrócił uwagę, że "Amerykanie angażują się również w innych regionach Europy i świata, to oznacza dla nich koszty społeczne, ludzkie, finansowe". "To zrozumiałe, że oczekują więcej od swoich partnerów" – dodał. Odniósł się do kwestii kosztów obiektów wojskowych, gdzie mają stacjonować i ćwiczyć żołnierze USA, udziału Polski w ich utrzymaniu, a także do kwestii jurysdykcji, której mają podlegać żołnierze amerykańskich sił.

"Koszty związane z amerykańską obecnością podzieliłbym na dwie kategorie. Z jednej strony mówimy o utrzymaniu sił amerykańskich na terytorium Polski. Mowa o zaopatrzeniu, utrzymaniu koszar czy energii elektrycznej. Polska współuczestniczyć będzie także w kosztach dostawy paliwa dla szkolących się jednostek. Natomiast takie środki jak amunicja czy utrzymanie sprzętu i uzbrojenia pokrywa oczywiście strona amerykańska" – podkreślił.

"Z drugiej strony mamy do czynienia z kosztami związanymi z rozwojem infrastruktury obronnej na terytorium RP. Obejmują one modernizację poligonów, pasów startowych, magazynów na uzbrojenie, obiektów koszarowych czy infrastruktury telekomunikacyjnej. To jest infrastruktura, za której przygotowanie odpowiadać będzie strona Polska, co jest zupełnie naturalne, jeśli zważyć, że będą to obiekty na naszym terytorium i będą je mogły wykorzystywać także nasze siły zbrojne oraz innych państw NATO" – powiedział.

Zwrócił uwagę, że mowa jest "aż o około 20 lokalizacjach, co pokazuje skalę tego projektu, a infrastruktura będzie służyć wzmacnianiu współpracy obronnej poprzez wspólne ćwiczenia; może być także wykorzystana do udzielenia pomocy wojskowej Polsce - lub innemu państwu w regionie - w przypadku zagrożenia".

Szef BBN zaznaczył, że "nie ma mowy o żadnych eksterytorialnych obszarach". "Przyjęto rozwiązania, które są standardem w innych państwach. Polska policja będzie mogła legitymować amerykańskich żołnierzy i zatrzymywać ich w razie takiej konieczności. Co prawda Polska zrzeka się swojego pierwszeństwa w sprawowaniu jurysdykcji karnej, ale może wycofać to zrzeczenie w ważnych dla siebie przypadkach" – zwrócił uwagę Soloch. "Pragnę podkreślić, że dotychczas w praktyce również zrzekaliśmy się z jurysdykcji w wielu przypadkach. Takie same standardy są zresztą w innych krajach NATO, gdzie stacjonują amerykańscy żołnierze" – dodał.

"To naturalne, że Polska uznaje, że siły zbrojne USA mają prawo do obrony, kontroli oraz utrzymywania i przywracania porządku na terenie baz. Plany i działania w tym zakresie będą oczywiście koordynowane ze stroną polską. USA mają prawo kontroli dostępu do baz wyłącznie przez nich użytkowanych, ale dostęp do baz wspólnie użytkowanych będzie kontrolowany razem przez siły polskie i amerykańskie" – wyjaśnił.

"W kwestii roszczeń za ewentualne szkody: zgodnie z sojuszniczą praktyką żołnierze i pracownicy cywilni nie będą odpowiadali za szkody powstałe w toku pełnienia przez nich obowiązków. Roszczenia będą rozpatrywane przez właściwą komisję ds. roszczeń lub na drodze sądowej, a wypłata odszkodowań leżeć będzie po stronie USA lub Polski, zależnie od danej sprawy" – poinformował.

Według Solocha "na pewno nie należy porównywać tej umowy do wcześniejszej umowy o współpracy i statucie wojsk z 2009 r.". "Tamta umowa negocjowana była w zupełnie odmiennych warunkach. Dziś z jednej strony mamy do czynienia z bezprecedensowym wzrostem amerykańskiego zaangażowania na terytorium Polski, natomiast z drugiej z zupełnie inną pragmatyką funkcjonowania sił amerykańskich w innych państwach, niż to miało miejsce chociażby jeszcze przed dekadą" – zauważył.

"Negocjacje były wymagające oraz czasochłonne, ale możemy dziś powiedzieć, że w ich toku obie strony w pełni zabezpieczyły swoje interesy. W pierwszej kolejności trzeba podziękować za to Ministerstwu Obrony Narodowej, odpowiedzialnemu za proces negocjacji po stronie polskiej" – powiedział szef BBN.

Przypomniał, że wejście umowy w życie wymaga uprzedniej ratyfikacji przez prezydenta. Projekt ustawy upoważniającej prezydenta do ratyfikacji umowy międzynarodowej przygotowuje i wnosi do parlamentu Rada Ministrów. Po uchwaleniu ustawy i jej podpisaniu przez prezydenta szef MSZ przedkłada prezydentowi do ratyfikacji umowę międzynarodową wraz z uzasadnieniem oraz projektem dokumentu ratyfikacyjnego.

Umowa o wzmocnionej współpracy obronnej (Enhanced Defense Cooperation Agreement, EDCA) została politycznie uzgodniona pod koniec lipca. Porozumienie ma ułatwić rozlokowanie w Polsce kolejnych wojsk USA, których liczebność – zgodnie z ubiegłorocznymi deklaracjami prezydentów obu państw – ma wzrosnąć o ok. 1000, do ok. 5,5 tys. Deklaracja z września ub.r. wskazała także miejsca stacjonowania amerykańskich sił lądowych i powietrznych w Polsce. Pod koniec lipca Pentagon ogłaszając plany redukcji i zmiany rozlokowania sił USA w Europie zapowiedział umieszczenie w Polsce wysuniętego stanowiska dowodzenia V Korpusu USA, które ma liczyć ok. 200 żołnierzy.(PAP)

autor: Jakub Borowski