Białoruś: marsz protestu pod pałacem prezydenckim - milicja nie interweniowała

2020-08-23 18:07 aktualizacja: 2020-08-24, 08:27
Protesty na Białorusi. Fot. PAP/EPA/YAUHEN YERCHAK
Protesty na Białorusi. Fot. PAP/EPA/YAUHEN YERCHAK
Wielotysięczny miting i marsz protestu odbył się w niedzielę w Mińsku bez doniesień o interwencji milicji. Protestujący próbowali dojść do samego pałacu prezydenckiego, lecz drogę odcięły im milicja i wojsko. Milicja pod pałacem nie interweniowała.

W pobliżu Pałacu Niepodległości uczestnicy protestu przez pewien czas stali naprzeciwko sił milicji i wojska, które stopniowo były wzmacniane. Według nadającego z miejsca reportera portalu TUT.by byli tam funkcjonariusze OMON-u z tarczami, żołnierze z jednostki 3214, pojazdy Rubież z podniesionymi siatkami, polewaczki, ciężarówki milicyjne. Funkcjonariusze byli uzbrojeni w wyrzutnie granatów hukowych.

W końcu – m.in. po odśpiewaniu kilku piosenek – ludzie zaczęli się rozchodzić.

Wcześniej ludzie przemaszerowali od Placu Niepodległości do pomnika Mińska Miasta-Bohatera i Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, wokół których rozmieszczono kilka szeregów żołnierzy i ogrodzenie z drutu kolczastego.

Według szacunków mediów niezależnych liczba uczestników protestu mogła przekroczyć 100 tys. Najbardziej śmiałe szacunki mówią nawet o 200 tys. ludzi.

Niedzielna demonstracja pod hasłem "Marsz Nowej Białorusi" miała te same postulaty, co rekordowy, kilkusettysięczny protest w Mińsku w ubiegłą niedzielę – uwolnienie więźniów politycznych i wszystkich zatrzymanych w czasie protestów, dymisja prezydenta Alaksandra Łukaszenki, przeprowadzenie nowych wyborów.

Milicja wielokrotnie wzywała uczestników do rozejścia się, tłumacząc, że akcja jest nielegalna, jednak tłum reagował na te apele gwizdami.

Do Pałacu Niepodległości w niedzielę wieczorem helikopterem przyleciał Łukaszenka. Na nagraniu udostępnionym w serwisie Telegram służbę prasową prezydenta - Puł Pierwogo - widać szefa państwa ubranego w kamizelkę kuloodporną i niosącego broń.

"Łukaszenka godzinę temu przyleciał na miejsce wydarzeń. Do Pałacu Niepodległości! Prezydent ma na sobie kamizelkę kuloodporną. W rękach - automat" - napisano.

O nagraniu poinformował też np. portal TUT.by. Jak podano, prezydent "idzie z automatem w rękach po terenie Pałacu Niepodległości". Mówi też "zostań" i pyta "nikogo tam już nie ma, tak?" - czytamy. Agencja Interfax-Ukraina zwraca uwagę, że automat był bez magazynku.

TUT.by relacjonował, że w Mińsku zaczął gorzej działać internet. Cytowany przez ten portal operator A1 wyjaśnił, że "w związku z zapewnieniem bezpieczeństwa narodowego" na żądanie władz ograniczono przepustowość sieci 3G na terytorium niektórych regionów Mińska.

Centrum miasta zostało przed mitingiem otoczone przez dziesiątki ciężarówek przewożących OMON i wojska wewnętrzne. Na obrzeżach placu Niepodległości rozmieszczono również armatki wodne i samochody ze zwojami drutu kolczastego.

Przed rozpoczęciem demonstracji MSW skierowało do obywateli komunikat z apelem, by nie uczestniczyli w masowych akcjach. Komendant stołecznej milicji uprzedził, że posiada informacje o przygotowywanych prowokacjach.

Z komunikatem wystąpiło także ministerstwo obrony. Resort oświadczył, że biało-czerwono-białe flagi, wznoszone przez demonstrantów, to symbol „kolaborantów” z okresu II wojny światowej, a miejsca pamięci narodowej będzie ochraniać nie milicja, lecz wojsko.

Do marszu w kierunku pomnika II wojny światowej, a następnie pałacu prezydenckiego zachęcał na Telegramie inspirujący opozycję bloger NEXTA, a w ślad za nim inne popularne kanały w tym komunikatorze. Część uczestników marszu mówiła PAP, że uważa te wezwania za prowokację w kontekście wcześniejszych ostrzeżeń resortów siłowych.

Z Mińska Justyna Prus (PAP)