Formuła 1 - Hamilton najszybszy w Grand Prix Belgii

2020-08-30 18:34 aktualizacja: 2020-08-30, 18:31
Lewis Hamilton. Fot. PAP/EPA/Francois Lenoir
Lewis Hamilton. Fot. PAP/EPA/Francois Lenoir
Obrońca tytułu, sześciokrotny mistrz świata Formuły 1 Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) wygrał siódmą rundę mistrzostw świata Formuły 1 o Grand Prix Belgii na torze Spa-Francorchamps. To jego 89. zwycięstwo w karierze.

W siedmiu dotychczas rozegranych rundach F1 w sezonie, Brytyjczyk odniósł piąte zwycięstwo i umocnił się na pozycji lidera cyklu.

Drugie miejsce ze stratą 8,448 s zajął partner Hamiltona z zespołu Fin Valtteri Bottas, a trzeci był Holender Max Verstappen z Red Bulla - strata 15,455 s. Obaj kierowcy ekipy Mercedesa uzyskali znaczną przewagę nad resztą stawki, prowadzili od startu do mety, Hamilton, choć narzekał na ogumienie i malejącą moc silnika, nawet przez moment nie był zagrożony.

Sporego pecha miał tym razem Hiszpan Carlos Sainz Jr. z McLarena, który z powodu awarii samochodu nie wystartował. W jego bolidzie do uszkodzenia układu wydechowego doszło tuż przed rozpoczęciem wyścigu w trakcie okrążenia formującego, gdy kierowcy ustawiają się na polach startowych. Po stwierdzeniu awarii mechanicy bezradnie rozłożyli ręce, gdyż nie byli w stanie szybko bolidu naprawić. W tej sytuacji Hiszpan oglądał wyścig na monitorach w swoim garażu.

Na starcie nie było żadnych sensacji, prowadzenie utrzymał zdobywca pole position Hamilton, za nim jechał drugi w kwalifikacjach Bottas. Obaj kierowcy Mercedesa szybko odjechali pozostałym zawodnikom, po dwóch okrążeniach Hamilton miał prawie 4 s przewagi nad trzecim Verstappenem, ale 2 s nad Bottasem.

Spokój na torze panował do 11. okrążenia. Wtedy to Włoch Antonio Giovinazzi z teamu Alfa Romeo Racing Orlen, gdzie kierowcą testowym i rezerwowym jest Robert Kubica, stracił przy prędkości ponad 250 km/h panowanie nad samochodem, wypadł z toru, uderzył w bandę ochronną i poważnie zdemolował bolid. Siła uderzenia była tak duża, że urwały się koła w jego samochodzie i jedno z nich poleciało w kierunku jadącego za Włochem Brytyjczyka George'a Russella z Williamsa.

Ten próbując uniknąć kolizji z samochodem Alfy Romeo zjechał na pobocze, ale to nie uratowało go od problemów. Fruwająca w powietrza opona Giovinazziego uderzyła w przednie zawieszenie Williamsa, mocno je zdemolowała i pozbawiony możliwości kierowania Russell wjechał w bandę ochronną po przeciwnej stronie toru co Giovinazzi.

Posypały się fragmenty obu samochodów, na torze natychmiast pojawił się safety car. W okresie neutralizacji prawie wszyscy kierowcy wymienili opony, po jej zakończeniu wyścig ruszył on nowa. Hamilton i Bottas nie dali się żadnemu z rywali zaskoczyć, utrzymali prowadzenie i spokojnie dojechali do mety na pierwszej i drugiej pozycji.

Za ich placami toczyła się natomiast walka o trzecie miejsce na podium, Verstappen kilka razy musiał odpierać ataki Australijczyka Daniela Ricciardo z Renault, ale praktycznie Holender ani razu nie był poważnie zagrożony.

Hamilton po raz czwarty w karierze wygrał Grand Prix Belgii, tyle samo zwycięstw ma w dorobku z dawnych "lepszych" czasów także m.in. Fin Kimi Raikkonen z Alfy Romeo. "Ice Man" tym razem uplasował się na 12. pozycji, to był najlepszy rezultat kierowcy mającego w swoim bolidzie silnik Ferrari.

Obaj kierowcy tej ekipy uplasowali się Raikkonenem, Niemiec Sebastian Vettel był 13., a Monakijczyk Charles Leclerc - 14. To nie najlepiej wróży temu zespołowi, który za tydzień na torze Monza po raz 1000 w historii pojedzie w wyścigu Formuły 1. Z taką formą jak w Belgii, może dojść do blamażu.

Najwięcej wygranych w historii na Spa - sześć - ma nadal Niemiec Michael Schumacher, a jedno mniej Brazylijczyk Ayrton Senna.

W Belgii punktów znów nie udało się wywalczyć zawodnikom Alfa Romeo Racing Orlen. Zaskakująco słaby był także zerowy rezultat Ferrari. Przed startem na Spa zespół zapowiadał, że poczynił spore, dopuszczalne przepisami modernizacje w samochodzie, który jest przygotowywany na dwa wyścigi we Włoszech 6 i 13 września na torach Monza i Mugello. (PAP)