Formuła 1 - na Monzie pierwszy triumf Gasly'ego, Hamilton siódmy

2020-09-06 18:15 aktualizacja: 2020-09-06, 18:55
Pierre Gasly. Fot. PAP/EPA/Jenifer Lorenzini
Pierre Gasly. Fot. PAP/EPA/Jenifer Lorenzini
Francuz Pierre Gasly z zespołu Alpha Tauri wygrał na torze Monza wyścig Formuły 1 o Grand Prix Włoch. To jego pierwszy triumf w karierze. Broniący tytułu i prowadzący w klasyfikacji generalnej Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes) zajął siódme miejsce.

Drugi był Hiszpan Carlos Sainz jr. z McLarena, a trzeci Kanadyjczyk Lance Stroll z Racing Point.

Wyścig miał dramatyczny przebieg, nie tylko ze względu na poważną kraksę, w jakiej uczestniczył kierowca ekipy Ferrari Monakijczyk Charles Leclerc, ale na jego końcowe, niespodziewane rezultaty. Od startu do 23. okrążenia nie działo się nic sensacyjnego, zgodnie z przewidywaniami prowadził startujący z pole position Hamilton, który nie dał się wyprzedzić żadnemu z rywali i szybko zyskał bezpieczną przewagę. Za Hamiltonem jechał Sainz, który na starcie wyprzedził Fina Valtteriego Bottasa.

Wtedy jednak zaczęły się problemy Duńczyka Kevina Magnussena z zespołu Haas, który z powodu awarii zatrzymał się na poboczu, w miejscu, gdzie jego bolid stwarzał zagrożenie. Na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, ekipy techniczne przystąpiły do przetransportowania go w bezpieczne miejsce. To, co nastąpiło później, wpłynęło na końcowe wyniki.

W momencie, gdy zarządzono neutralizację po awarii Magnussena, refleksem popisali się Hamilton i Włoch Antonio Giovinazzi z Alfy Romeo. Obaj natychmiast chcieli wykorzystać sytuację i zmienić opony. Błyskawicznie jechali do strefy serwisowej, co jak się później okazało, było ich największym błędem. Obaj nie zauważyli bowiem, że strefa, choć safety car był już na torze, była jeszcze zamknięta.

Ich zbyt szybkie pojawienie się w serwisie zauważyli natomiast sędziowie i obu ukarali karą tzw. stop and go - dodatkowym zjazdem do pit stopu i postojem trwającym 10 sekund.

Hamilton uważał, że nie złamał przepisów, gdyż przed wjazdem do strefy serwisowej nie świeciło się czerwone światło, informujące o jej zamknięciu. Tłumaczeń Brytyjczyka podczas kolejnej neutralizacji po wypadku Leclerca jury jednak nie przyjęło. Brytyjczyk po wznowieniu rywalizacji karnie odstał w serwisie 10 s, na tor podczas 29. okrążenia wrócił jako ostatni, 17., gdyż trzech innych kierowców już wcześniej zakończyło udział w wyścigu.

Jego strata do prowadzącego wtedy Gasly'ego wynosiła ponad 30 s. Tyle w sumie kosztował go zjazd do serwisu i kara. Hamilton jednak pokazał jury, kto jest w tym roku najlepszy w F1. W drugiej połowie trasy na Monzie wyprzedził 10 rywali i ostatecznie zajął siódme miejsce.

"Uważam, że zostałem ukarany niesłusznie. Nie było bowiem żadnej informacji o zakazie wjazdu, gdy się tam zameldowałem. Zapewne pojawiła się ona kilka sekund po tym, gdy ja już zjechałem z toru. Uważam, że mój zespół powinien się od tej kary odwołać. Zabrano mi zwycięstwo" - powiedział na mecie rozgoryczony mistrz świata.

W niedzielę oprócz "przygody" Hamiltona, inną o wiele groźniejszą miał Leclerc. Monakijczyk przy dużej prędkości na prawym zakręcie wypadł z toru i uderzył w barierę bezpieczeństwa. Została ona poważnie uszkodzona, bolid także nie nadawał się do użytku. Kierowca jednak samodzielnie wyszedł z rozbitego auta, a lekarz nie stwierdził u niego żadnych obrażeń.

Wyścig na Monzie był kolejna "wpadką" ekipy Alfa Romeo. Kimi Raikkonen był 13., Giovinazzi - 16. Także Ferrari na swoim "domowym" torze odnotowało bardzo słaby występ - Leclerc się rozbił, a w samochodzie Niemca Sebastiana Vettela, który po tym sezonie odchodzi z teamu, już na 12. okrążeniu zapaliły się hamulce i czterokrotny mistrz świata musiał się wycofać.

Alpha Tauri i Gasly przez przypadek i decyzją jury, która może być jeszcze podważona, odnieśli największy sukces w historii teamu. Wygrana Francuza i tak nic nie zmieniła w czołówce klasyfikacji generalnej mistrzostw świata. Lider Hamilton na razie pewnie zmierza po siódmy w karierze tytuł mistrza świata. (PAP)