Raport WWF: od 1970 roku liczebność populacji dzikich kręgowców spadła o 68 proc.

2020-09-11 11:36 aktualizacja: 2020-09-11, 11:36
Goryl nizinny. Fot. PAP/EPA/JON HRUSA
Goryl nizinny. Fot. PAP/EPA/JON HRUSA
Przez niecałe pół wieku łączna liczebność populacji dzikich zwierząt kręgowych na Ziemi zmniejszyła się o dwie trzecie - wynika z opublikowanego w czwartek raportu WWF Living Planet Report 2020. Najważniejszym powodem wymierania gatunków jest degradacja środowiska naturalnego - uważają autorzy raportu.

Living Planet Report 2020 to przygotowywana przez pozarządową organizację ekologiczną WWF analiza stanu środowiska naturalnego tworzona we współpracy z ponad 125 ekspertami z całego świata. Najważniejszym elementem raportu jest opracowany przez Londyńskie Towarzystwo Zoologiczne (ZSL) Wskaźnik Żyjącej Planety (wskaźnik LPI), który odzwierciedla globalne trendy w wielkości populacji dzikich zwierząt kręgowych. 

"Tegoroczny wskaźnik LPI objął niemal 21 000 populacji i ponad 4000 gatunków kręgowców między 1970 a 2016 rokiem. Diagnoza? W skali globalnej średnia liczebność populacji ssaków, ptaków, płazów, gadów i ryb zmniejszyła się o 68 proc." - podsumowują przedstawiciele WWF w przesłanym PAP komunikacie.

Według WWF najważniejszym powodem wymierania gatunków jest degradacja środowiska naturalnego, a co za tym idzie - niszczenie siedlisk, w tym lasów. To jest z kolei, w największym stopniu konsekwencja sposobu, w jaki produkujemy żywność (w tym rosnące zapotrzebowanie na mięso). To - jak zauważają przedstawiciele fundacji - ten sam czynnik, który odpowiada jednocześnie za pojawienie się nowych chorób odzwierzęcych takich jak COVID-19.

Najgorzej sytuacja wygląda w Ameryce Łacińskiej - tu wystąpił spadek o 94 proc., a najlepiej w Europie i Azji Środkowej, tu zanotowano spadek populacji o 24 proc. Dr Przemysław Nawrocki z WWF Polska komentuje: „Różnice w spadku wielkości populacji wynikają min. z tego, że badanie odnosi się do okresu, kiedy tereny o bogatej różnorodności biologicznej, jak Puszcza Amazońska, były rabunkowo eksploatowane, a Europa okres rabunkowej eksploatacji przeszła znacznie wcześniej. Te populacje zwierząt kręgowych, które przeżyły w Europie są obecnie znacznie lepiej chronione niż populacje kręgowców w Ameryce Łacińskiej. A i tak nadal w Europie wiele gatunków jest zagrożonych wymarciem. Skandaliczne jest to, że na część z nich wciąż legalnie można polować”.

Wśród uwzględnionych w raporcie zagrożonych gatunków i podgatunków znajduje się między innymi wschodni goryl nizinny. Jego populacja w Parku Narodowym Kahuzi-Biega w Demokratycznej Republice Konga zmniejszyła się w okresie 1994–2015 o 87 proc. z powodu nielegalnych polowań. Innym gatunkiem jest zamieszkująca południowo-zachodnią Ghanę papuga popielata. Jej liczebność w latach 1992–2014 spadła nawet o 99 proc. z powodu utraty siedlisk i odławiania do nielegalnej sprzedaży.

„Wskaźnik Żyjącej Planety to jeden z najbardziej kompleksowych mierników stanu globalnej różnorodności biologicznej”

Obrazu zniszczeń dzikiej przyrody dopełniają ekosystemy słodkowodne. "Osuszanie terenów podmokłych, budowa tam na rzekach sprawiły, że liczebność światowej populacji zwierząt od nich zależnych spadła o 84 proc. Rocznie, od 1970 roku traciliśmy 4 proc. populacji gatunków ekosystemów słodkowodnych. Jednym z najbardziej obrazowych przykładów jest jesiotr chiński – wielkość populacji tarłowej tego gatunku w rzece Jangcy zmniejszyła się w latach 1982–2015 o 97 proc. z powodu budowy tam" - informuje WWF.
 
„Wskaźnik Żyjącej Planety to jeden z najbardziej kompleksowych mierników stanu globalnej różnorodności biologicznej” – wyjaśnia dyrektor ds. ochrony środowiska w Londyńskim Towarzystwie Zoologicznym dr Andrew Terry. I dodaje: „Średni spadek wartości wskaźnika na poziomie 68 proc. w ostatnich 50 latach to katastrofa i bezsprzeczny dowód na to, jak ludzka działalność dewastuje środowisko naturalne. O ile nic się nie zmieni, spadek liczebności populacji z całą pewnością będzie postępował, przyspieszając wymieranie dziko żyjących gatunków i zagrażając ekosystemom, bez których nie możemy funkcjonować. Z drugiej strony widzimy jednak, że działania w zakresie ochrony środowiska przynoszą wymierne rezultaty i że możliwe jest odtworzenie populacji nawet tych gatunków, które stoją na krawędzi zagłady. Przy odpowiednim zaangażowaniu, finansowaniu i pracy ekspertów te negatywne trendy można odwrócić”.

Przykładem takich działań jest ochrona australijskiej populacji rekina rafowego białopłetwego, który dzięki wprowadzeniu obszaru ochronnego i zakazu połowów, ma obecnie wskaźnik LPI na poziomie +360 proc. 

"By odbudowa środowiska naturalnego była możliwa, musimy podjąć ambitne działania ochronne, zmienić system produkcji i konsumpcji żywności. Konieczne jest podniesienie wydajności oraz bezpieczeństwa produkcji i handlu żywnością dla środowiska, ograniczenie ilości odpadów, a także promowanie zdrowszych i bardziej przyjaznych dla klimatu sposobów odżywiania się" - komentują przedstawiciele WWF. Według nich dopiero jednoczesne i skoordynowane w czasie wdrożenie wszystkich tych rozwiązań pozwoli szybciej złagodzić presję wywieraną przez gospodarkę człowieka na naturalne siedliska. Efektem będzie w ich ocenie odwrócenie trendu utraty różnorodności biologicznej. (PAP)

Fot. PAP/Infografika/Maciej Zieliński