Z katarem na SOR, czyli opóźnione efekty lockdownu

2020-09-21 07:37 aktualizacja: 2020-09-21, 12:32
Szpital Marynarki Wojennej w Gdańsku. Fot. PAP/Adam Warżawa
Szpital Marynarki Wojennej w Gdańsku. Fot. PAP/Adam Warżawa
Do rzecznika praw pacjenta trafiło kilka tysięcy skarg, z czego połowa dotyczy podstawowej opieki zdrowotnej; NFZ już kontroluje przychodnie - pisze w poniedziałek "Dziennik Gazeta Prawna".

Według gazety z informacji funduszu wynika, że od marca do czerwca 2020 r. udzielono o 12 mln mniej porad lekarskich w porównaniu z poprzednimi latami. "W analogicznych okresach 2019 i 2018 r. lekarze realizowali ponad 55 mln wizyt, w okresie pandemicznego zamrożenia było ich 43 mln. Ile z tego stanowiły teleporady – nie wiadomo. Dopiero od września lekarze zostali zobowiązani sprawozdawać, w jakiej formie udzielili pomocy" - zauważa "DGP".

Jak zaznaczono chorzy nie tylko rzadziej zgłaszali się do lekarzy, lecz także byli mniej z tej opieki zadowoleni. "Z informacji rzecznika praw pacjenta wynika, że co prawda liczba skarg na lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) była podobna jak na specjalistów, jednak różnica polega na tym, że w poprzednich latach było ich bardzo niewiele. Jak przyznaje Jakub Gołąb z Biura Rzecznika, od początku roku do sierpnia 2020 r. odebrano 20 tys. sygnałów od pacjentów (to więcej niż w zeszłym roku). W samym sierpniu poskarżyło się 3926 osób; z czego 1922 były to narzekania na specjalistów, 2004 – na lekarzy rodzinnych" - wylicza dziennik.

Gazeta zauważa, że w początkowym okresie pandemii sygnały zgłaszane na infolinię dotyczyły zwłaszcza problemów m.in. z dodzwonieniem się do przychodni, natomiast od maja zaczęły pojawiać się skargi na brak bezpośredniego kontaktu z lekarzem i sprowadzanie leczenia jedynie do teleporady. Podkreślono, że większość tych zgłoszeń pochodziła od osób, które nieskutecznie już korzystały z tej formy pomocy.

Jak przyznaje w rozmowie z gazetą Jakub Gołąb, ta liczba dynamicznie wzrosła we wrześniu. Skarg jest więcej i coraz częściej dotyczą one problemów z możliwością osobistej wizyty w przychodni.

Skargi na ośrodki zdrowia trafiają również do Ministerstwa Zdrowia i NFZ. Według gazety, Fundusz otrzymał ich 300, a od sierpnia rozpoczął kontrole – wszystkie (jest ich 51) są jeszcze w toku. "Na czym polegają? Urzędnicy dzwonią, udając pacjentów, ale także idą do przychodni, żeby sprawdzić, czy działa. NFZ może zwrócić uwagę, nakazać poprawę, może też nałożyć karę finansową" - zauważa dziennik. Podkreślono, że oprócz problemów z dodzwonieniem się chorzy narzekają też na to, że lekarze, zamiast zapisać ich na wizytę osobistą, odsyłają ich na SOR lub do nocnej opieki lekarskiej.

Według gazety, to właśnie budzi duże zaniepokojenie szpitali, które postulują, żeby przenieść nocną i świąteczną pomoc do POZ. "Obawiamy się, że na jesieni, gdy będzie sezon grypowy, pacjenci nieobsłużeni w ogóle lub w niezadowalający sposób w przychodniach zaczną pojawiać się na nocnych dyżurach w szpitalach" – mówi "DGP"  Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. Według niego to będzie oznaczać "tłok, ścisk i ryzyko nieobsłużenia na czas pacjentów naprawdę wymagających natychmiastowej pomocy". (PAP)