French Open - trener Świątek: Iga musi przepracować ten sukces

2020-10-11 18:42 aktualizacja: 2020-10-12, 09:50
Iga Świątek świętuje trofeum po wygranej z Sofią Kenin. Fot. PAP/ EPA / YOAN VALAT
Iga Świątek świętuje trofeum po wygranej z Sofią Kenin. Fot. PAP/ EPA / YOAN VALAT
Piotr Sierzputowski zaznaczył, że sukces w postaci triumfu Igi Świątek w turnieju French Open wiąże się też z trudnościami, z którymi przyjdzie im się zmierzyć. "Iga musi go przepracować. By utrzymać ten poziom, musimy podnieść poprzeczkę w tym, co robimy" - powiedział PAP trener 19-letniej tenisistki.

Polska Agencja Prasowa: Miano trenera triumfatorki turnieju wielkoszlemowego brzmi jeszcze abstrakcyjnie?

Piotr Sierzputowski: Wynik do mnie dotarł, ale - niestety - dotarło też, ile teraz będzie rzeczy do zrobienia. Oczywiście, bardzo się cieszę, to historyczny moment. Jest naprawdę wąskie grono ludzi, którzy tego dokonali, a w Polsce - w singlu - nikt inny. Wiem jednak, jaka jest Iga i jakie będą jej oczekiwania wobec siebie. Dlatego będziemy musieli podnieść poprzeczkę w tym, co robimy, by utrzymać ten poziom. A to na pewno nie będzie łatwe.

PAP: Wczoraj udało się trochę poświętować czy zmęczenie wzięło górę?

P.S.: Byliśmy na kolacji urodzinowej Darii Abramowicz (psycholog w sztabie Świątek - PAP), która miała urodziny. W jej trakcie oczy mi się już zamykały. Byłem bardzo zmęczony. Tu chodzi o cały turniej, bo te emocje trwały aż do finału. Nie spałem jednak długo ostatniej nocy, bo chciałem wstać rano i się tym nacieszyć. Niedziela niby wolna, ale Iga miała sesję zdjęciową, potem jeszcze różne dokumenty do podpisania. A trzeba też odpocząć.

PAP: Po powrocie do Polski można się spodziewać wielu zaproszeń i spotkań...

P.S.: Na pewno coś będzie. Pytanie, na co się zdecydujemy. Tym się zajmą ludzie wokół Igi, my - jako sztab - się dopasujemy. Moja sugestia jest taka, by było tego jak najmniej. Bo owszem, mamy już wakacje, ale na nich też człowiek potrzebuje odpocząć, a nie cały czas myśleć o tym, co zrobił albo co będzie robił.

PAP: Powrót do kraju już zaplanowany?

P.S.: Tak, ale jest to trochę płynne. Dzięki jednemu ze sponsorów mamy prywatny samolot. Iga ma jeszcze różne spotkania. Po drodze mamy mieć jeszcze jeden przystanek, o którym Iga pewnie wspomni w swoich mediach społecznościowych, a potem dotrzemy do Polski.

PAP: Podczas zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa pana zawodniczka była odcięta od mediów społecznościowych. To było pańskie zalecenie lub psycholog?

P.S.: Wszystkich. To nie jest nic niezwykłego. Siedzenie cały czas z telefonem w ręce jest męczące. Głowa pracuje, oczy pracują, czytanie dobrych, złych komentarzy. Sto razy lepiej poczytać książkę, wyciszyć się i skoncentrować się na kolejnych meczach.

PAP: Świątek nie miała zbytnio czasu na nudę w stolicy Francji w związku z łączeniem startu w singlu z deblem. Jak widać po wynikach, zadziałało.

P.S.: Tak. Iga dzięki deblowi nabrała pewności siebie, skuteczności. To fajny przykład dla niej i innych młodych dziewczyn, że można grać codziennie i to bardzo dobrze, a to od niej zależy, jaki to będzie miało wpływ. Nie chodzi mi tu o długość spotkań, choć to też jest istotne, ale bardziej o napięcie w ciele, jak ona sama ciało traktuje. Jak gra na luzie, to nawet dwuipółgodzinny mecz nie będzie miał takiego przełożenia jak godzinny, jeśli była cała spięta.

PAP: Czy to znaczy, że w kolejnych turniejach wielkoszlemowych też będzie występować w obu konkurencjach?

P.S.: Nie do końca. Teraz wiedzieliśmy, że to koniec sezonu. Pojawiło się też pytanie od Nicole. Co do przyszłości, to zależy też od propozycji. Zwykle dziewczyny umawiają się na cały sezon. Melichar spytała nas o taki wariant, ale z przykrością musiałem odmówić, choć Iga patrzyła na mnie błagalnym wzrokiem, bo bardzo chciała. Zdajemy sobie jednak sprawę, że to nie jest jej zasięg, bo jeśli będzie dobrze grała, to meczów będzie bardzo dużo. Nie jest zaś jeszcze gotowa, żeby aż tyle ich grać.

PAP: Nie miał pan obaw np. przy okazji długiego półfinału debla, że skutki startu w dwóch konkurencjach mogą dać o sobie znać w sobotnim finale?

P.S.: Miałem i odezwały się na pewno. Myślę, że zagrany na luzie i spokoju finał byłby bez delikatnej "spinki", która się pojawiła przy stanie 3:0 w pierwszym secie. W moim odczuciu wynikało to z debla. Mieliśmy swoje wcześniejsze analizy, ale nie było już czasu w międzyczasie tego poćwiczyć, więc trzeba było całą robotę wykonać na korcie. Fajnie, że Iga ją zrobiła, bo w drugim secie wszystko działało już jak trzeba.

PAP: Można chyba stwierdzić, że generalnie cały turniej rozegrała tak, jak trzeba?

P.S.: Rzadko się to zdarza w życiu... Nie lubię jak nie docenia się, jak grała Agnieszka Radwańska i chce się je porównywać. Jak na razie Agnieszka jest najlepszą polską tenisistką. I to się na pewno nie zmieni przez najbliższe pięć, siedem lat, dopóki Iga nie udowodni, że może tyle grać na takim poziomie jak teraz. Bo naprawdę nie sztuką jest wygrać jeden turniej i mieć dobre dwa tygodnie - choć to oczywiście też nie każdemu się uda - ale dobrze grać przez 10 lat. Radwańska to zrobiła, była numerem dwa na świecie. To pokazuje jej siłę, inteligentne planowanie i bardzo dużą wiedzę oraz umiejętności zawodniczki i sztabu. Ludzie różnie ją oceniają, miała swój wizerunek, taka była jej wola, ale nie można deprecjonować jej osiągnięć.

PAP: Czy można powiedzieć, że Świątek wykorzystała obecną sytuację? Nie chodzi mi tyle o nieobecność kilku zawodniczek z powodu koronawirusa, ale o to, że w ostatnich latach dość często w tytuły wielkoszlemowe zdobywały młode tenisistki bez dużych osiągnięć w dorobku...

P.S.: Można powiedzieć, że okoliczności były sprzyjające, ale losowanie uważam za jedno z najtrudniejszych. Iga miała turniejową "jedynkę", a także ubiegłoroczną finalistkę. Fakt, w ćwierćfinale i półfinale grała z kwalifikantkami, ale one też nie miały łatwej drogi. Musiały ograć dobre rywalki wcześniej. Te z czołówki poprzegrywały swoje spotkania. Nie nazwałbym więc tej drogi pandemiczną. Była normalna. Niżej notowane przeciwniczki Igi były po prostu lepsze od innych bardzo dobrych zawodniczek.

PAP: Co pana zdaniem w większym stopniu przyczyniło się do triumfu tenisistki z Raszyna? Głowa czy umiejętności czysto tenisowe?

P.S.: Nie rozdzielałbym tego, bo są to elementy powiązane. Iga zrobiła świetną robotę, potrafi grać dobrze w tenisa. Wiadomo, jeszcze wiele do nauczenia przed nią, ale przede wszystkim wykorzystała wszystko, co potrafi... Choć nie, nie wyciągnęła wszystkich asów z rękawa, bo potrafi o wiele więcej. Wykorzystała wszystko, co było potrzebne. Gdyby tego nie umiała, to żadna głowa by nie pomogła. A że umie, to głowa mogła przeszkodzić. To wszystko jest połączone.

PAP: Można powiedzieć, że paradoksalnie szybkie odpadnięcie z turnieju w Rzymie pomogło? Mówił pan wcześniej, że owocne były treningi w Warszawie, które poprzedziły występ w Paryżu...

P.S.: Jakby zagrała dobrze we Włoszech, to też mogłaby dobrze spisać się tutaj. Tak samo gdyby lepiej jej poszło w USA, to nie znaczyłoby, że tu zagra słabiej. Nie ma to przełożenia. Potrzebny był kubeł zimnej wody po tych porażkach. Przerwa zamiast szukania kolejnych meczów była dobrą decyzją. Ale nie uważam, by to było kluczowe.

PAP: Według pana był jakiś moment przełomowy w paryskim turnieju? O Świątek zrobiło się bardzo głośno po tym, jak pokonała w 1/8 finału Rumunkę Simonę Halep.

P.S.: Absolutnie uważam, że szło to krok po kroku. Ale jeśli miałbym wskazać mecz najbardziej przełomowy, to pierwsza runda. Iga wygrała wówczas pierwszy w tym roku mecz na ziemi.

PAP: Czy teraz największą trudnością będą wspomniane wcześniej przez pana oczekiwania podopiecznej wobec samej siebie?

P.S.: Do tej pory nie przejmowała się opiniami i oczekiwaniami innych, ale zawsze największym problem była ona sama. Może się tak wydarzyć. Może się to przepracuje i znajdzie rozwiązanie, a można zostawić tak, jak było i nie będzie za kolorowo na początku kolejnego sezonu. Mam nadzieję, że to przepracuje.

PAP: A nie grozi jej "sodówka"?

P.S.: Nie, choć zawsze takie ryzyko jest. Nie wydaje mi się jednak, by tak się stało z Igą. Myślę, że ten wynik nie spowoduje jakiejś większej zmiany w jej zachowaniu.

Rozmawiała: Agnieszka Niedziałek (PAP)