Wielka Brytania: najwięcej zgonów od ponad czterech miesięcy. Szpitale w punkcie krytycznym

2020-10-17 19:10 aktualizacja: 2020-10-17, 21:36
PAP/EPA/ALEJANDRO GARCIA
PAP/EPA/ALEJANDRO GARCIA
W Wielkiej Brytanii w ciągu ostatniej dobry zarejestrowano 150 zgonów z powodu Covid-19, co jest najwyższą liczbą od ponad czterech miesięcy - podał w sobotę po południu brytyjski rząd. Szpitale w Birmingham przyznają, że znajdują się w punkcie krytycznym i wkrótce przestaną przyjmować przypadki inne niż pilne.

Liczba zgonów jest wyższa o 14 od tej z bilansu piątkowego, a zarazem najwyższa od 10 czerwca. To także piąty kolejny dzień, gdy przekracza ona 100. Poprzedni przypadek, przed bieżącym tygodniem, gdy liczba zgonów była trzycyfrowa, miał miejsce w połowie czerwca.

W ciągu ostatniej doby wykryto także 16 171 zakażeń Covid-19. 

Całkowity bilans ofiar śmiertelnych epidemii wynosi obecnie 43 579, z czego 38 652 osoby zmarły w Anglii, 2609 - w Szkocji, 1708 - w Walii, a 610 - w Irlandii Północnej. Te statystyki obejmują zgony, które nastąpiły w ciągu 28 dni od potwierdzenia testem obecności SARS-CoV-2. Natomiast liczba przypadków, w których w akcie zgonu wpisano koronawirusa jako prawdopodobny czynnik decydujący o śmierci, nawet jeśli nie został przeprowadzony test, wynosi 57 690; ta ostatnia statystyka jest aktualizowana raz w tygodniu.

Niezależnie od zastosowanej metodologii, pod względem liczby zgonów Wielka Brytania zajmuje piąte miejsce na świecie - za Stanami Zjednoczonymi, Brazylią, Indiami i Meksykiem.

Szpitale w Birmingham, drugim pod względem populacji mieście Wielkiej Brytanii, znajdują się w punkcie krytycznym z powodu liczby chorych z koronawirusem i przestaną przyjmować innych pacjentów, jeśli nie są przypadkami pilnymi - ostrzegły tamtejsze władze medyczne.

"Jesteśmy w punkcie krytycznym. Następne tygodnie będą dużym wyzwaniem" - powiedział Jonathan Brotherton, dyrektor University Hospitals Birmingham NHS Trust, który zarządza czterema szpitalami w mieście. To największa jednostka organizacyjna w Anglii w ramach publicznej służby zdrowia.

Jak dodał rozprzestrzenianie się wirusa powoduje, że szpitale znajdują się pod coraz większą presją, czego skutki przekładają się też na pacjentów z innymi schorzeniami. "Nie możemy poradzić sobie z tym wszystkim na raz. Ludzie nie łączą tego, ale jeśli będzie więcej przypadków koronawirusa, ktoś inny nie będzie miał operacji, i tak właśnie się stanie" - mówił Brotherton.

Poinformował on, że wciągu ostatnich sześciu tygodni liczba pacjentów z koronawirusem w czterech szpitalach pod zarządem University Hospitals Birmingham NHS Trust wzrosła z 20 do 206, co znaczy, że zajmują oni ok. 10 proc. łóżek szpitalnych, a prognozy wskazują, że będzie ich nadal przebywać.

Do tej pory wszyscy pacjenci, którzy trafiali do szpitalnych oddziałów ratunkowych byli przyjmowani, ale jak zapowiedział Brotherton, aby złagodzić presję, od przyszłego tygodnia, każdy, kto nie będzie wymagał pilnej opieki szpitalnej, zostanie zawrócony.

Będzie to oznaczało powrót do sytuacji z pierwszej fali epidemii, gdy w marcu, kwietniu i maju wszystkie usługi medyczne, z wyjątkiem najpilniejszych operacji, zostały bardzo ograniczone, a cała uwaga skupiona była na koronawirusie.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)