W wielu francuskich miastach odbywają się protesty przeciwko ustawie o bezpieczeństwie globalnym

2020-11-28 18:50 aktualizacja: 2020-11-29, 08:02
W Paryżu, Lyonie, Lille, Bordeaux, Strasburgu, Marsylii, Grenoble, Rennes, Montpellier i innych francuskich miastach trwają w sobotę wielotysięczne demonstracje przeciwko ustawie o bezpieczeństwie globalnym. W stolicy policja użyła gazu łzawiącego.

Manifestanci oraz wspierający ich lewicowi politycy domagają się wycofania rządowej ustawy o bezpieczeństwie globalnym, która jest obecnie procedowana przez parlament.

Agencja Reutera informuje, że policja użyła gazu łzawiącego podczas marszu protestacyjnego przeciwko przemocy policji w Paryżu po tym, jak zamaskowani demonstranci wystrzelili w stronę policji race i obrzucili ją kamieniami.

Protestujący przeciw ustawie o bezpieczeństwie globalnym zarzucają policji rasizm

Obecny na paryskiej demonstracji europoseł i jeden z liderów ugrupowania Europa Ekologia-Zieloni (EELV) Yannick Jadot wezwał prezydenta Emmanuela Macrona do wycofania tej - jak to określił - "antywolnościowej ustawy". "Prezydent wywołuje kryzys demokratyczno-instytucjonalny. Powinien zrezygnować ze swojego stanowiska w sprawie ustawy, w którym jest osamotniony, upokarza parlament, rzuca wyzwanie sądownictwu, prezydent powinien okazać szacunek demokracji" – stwierdził Jadot.

W Paryżu protestujący domagają się również odejścia prefekta paryskiej policji Didiera Lallementa, któremu zarzucają tolerowanie przemocy i rasistowskich zachowań wśród funkcjonariuszy. Demonstranci nieśli transparenty z napisami: "Policja okalecza, policja zabija" oraz karykatury polityków partii rządzącej LREM, w tym prezydenta Macrona.

Szef skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej Jean-Luc Melenchon wezwał w sobotę do "przeglądu policji", która - jak to ujął - "gnije".

Organizacja Reporterzy bez Granic (RsF) poinformowała w sobotę, że złożyła skargę na Lallementa "w następstwie przemocy policyjnej wobec dziennikarzy podczas operacji ewakuacji migrantów" w Paryżu, która miała miejsce w poniedziałek.

Około 22 tysiące protestujących przeciw ustawie o bezpieczeństwie globalnym we francuskich miastach

"Chcą nas oślepić" - stwierdził z kolei obecny na demonstracji w Paryżu dziennikarz i współzałożyciel portalu śledczego Mediapart Edwy Plenel. "Działamy w służbie opinii publicznej. Nasze kamery są oczami społeczeństwa. (...) Chcą, aby ludzie już nie widzieli. Jeśli nie widzimy, nic się nie dzieje" - ocenił Plenel, cytowany przez telewizję BFM.

W Lille manifestacja odbywa się pod hasłem: "Liberte, egalite, filmez!" (Wolność, równość, filmowanie).

Według służb w całym kraju demonstruje ok. 22 tys. osób. Natomiast organizatorzy protestów, na które władze wydały oficjalne zezwolenia, szacują, że manifestantów jest kilkakrotnie więcej. W Paryżu wyłączono z użytku kilka stacji metra w okolicy zapowiadanej demonstracji.

Art. 24 ustawy o globalnym bezpieczeństwie, przyjętej przez Zgromadzenie Narodowe, niższą izbę francuskiego parlamentu, "zostanie przeanalizowany przez Senat" - zapowiedział w sobotę przewodniczący izby wyższej Gerard Larcher.

Ustawa przewiduje karę 1 roku więzienia i grzywnę w wysokości 45 tys. euro za rozpowszechnianie wizerunku twarzy lub jakikolwiek innego elementu pozwalającego na identyfikację funkcjonariuszy policji podczas dokonywanych przez nich interwencji.

Premier Jean Castex zapowiedział w zeszłym tygodniu, że kontrowersyjny art. 24 ustawy zostanie napisany na nowo i przeanalizowany przez specjalną komisję legislacyjną.

Z Paryża Katarzyna Stańko (PAP)