Ponad 130 tysięcy osób we Francji protestowało przeciw ustawie o bezpieczeństwie globalnym

2020-11-28 21:15 aktualizacja: 2020-11-29, 10:04
Protesty we Francji po ogłoszeniu kontrowersyjnego prawa o bezpieczeństwie globalnym. Fot. PAP/EPA/CHRISTOPHE PETIT TESSON
Protesty we Francji po ogłoszeniu kontrowersyjnego prawa o bezpieczeństwie globalnym. Fot. PAP/EPA/CHRISTOPHE PETIT TESSON
Marsze wolności przeciwko ustawie o globalnym bezpieczeństwie i przemocy policji zgromadziły w sobotę w około 70 miastach w całej Francji 133 tys. osób - wynika z danych francuskiego MSW z godz. 18. 46 tys. osób demonstrowało w Paryżu, gdzie policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych.

Według organizatorów marsze zgromadziły w sumie ok. pół miliona osób - podaje agencja AFP.

Popołudniowy protest w Paryżu przebiegał spokojnie, ale pod koniec dnia doszło do starć demonstrantów z policją, która użyła armatek wodnych w rejonie placu Bastylii. Łącznie w Paryżu i regionie aresztowano 46 osób. 23 członków sił bezpieczeństwa zostało rannych w Paryżu, a 14 w całym regionie stołecznym - poinformowało francuskie MSW.

Szef resortu Gerald Darmanin potępił na swoim koncie na Twitterze "niedopuszczalną przemoc wobec policji".

Protestujący przeciw ustawie o bezpieczeństwie globalnym zarzucają policji rasizm

Wielotysięczne demonstracje, oprócz Paryża, odbyły się w ok. 70 miastach, w tym m.in. w Lyonie, Lille, Bordeaux, Strasburgu, Marsylii, Grenoble, Rennes i Montpellier.

Ok. 46-tysięczny tłum wypełnił w sobotę plac Republiki i okoliczne ulice - podaje agencja AP. Ludzie trzymali czerwone flagi związkowe, trójkolorowe flagi Francji i robione przez siebie transparenty z hasłami potępiającymi przemoc policyjną; domagano się wolności mediów i wzywano do ustąpienia prezydenta Francji Emmanuela Macrona czy ministra Darmanina.

W tłumie tym byli dziennikarze, studenci dziennikarstwa, działacze lewicowi, przedstawiciele organizacji ds. praw migrantów i obywatele o różnych poglądach politycznych - informuje AP. Wyrażali sprzeciw wobec zaostrzania - jak utrzymują - taktyki policyjnej w ostatnich latach, zwłaszcza od czasu, gdy francuski ruch protestacyjny przeciwko trudnościom gospodarczym w kraju pojawił się w 2018 roku.

W stolicy protestujący domagali się również odejścia prefekta paryskiej policji Didiera Lallementa, któremu zarzucają tolerowanie przemocy i rasistowskich zachowań wśród funkcjonariuszy.

Pod koniec dnia w Paryżu grupy demonstrantów utworzyły barykady i rozpaliły kilka ognisk, nad którymi unosił się dym i swąd. Ogień, który zajął kiosk, bar i fasadę Banku Francji zostały opanowane ok. godz. 18 - podaje agencja AFP.

Około 130 tysięcy protestujących przeciw ustawie o bezpieczeństwie globalnym we francuskich miastach

Reuters pisze, że setki ubranych na czarno demonstrantów starło się z policją na koniec protestu w stolicy po tym, jak zamaskowani manifestanci odpalili race i obrzucali policję kamieniami i kostką brukową. Wcześniej większość protestowała pokojowo, ale małe grupy zamaskowanych demonstrantów ubranych na czarno rozbiły witryny sklepowe i podpaliły dwa samochody, motocykl i kawiarnię. Pożary zostały szybko ugaszone. Policja użyła gazu łzawiącego i granatów ogłuszających, aby rozproszyć tłum, a wczesnym wieczorem użyto armatki wodnej wobec pozostałych grup protestujących na placu Bastylii.

Według prefektury Bordeaux w sobotę na ulice wyszło ok. 6 tys. ludzi, organizatorzy marszu twierdzą, że było ich 20 tys.

Procedowana obecnie w parlamencie ustawa przewiduje karę do 1 roku więzienia i grzywnę w wysokości 45 tys. euro za rozpowszechnianie wizerunku twarzy lub jakikolwiek innego elementu pozwalającego na identyfikację funkcjonariuszy policji podczas dokonywanych przez nich interwencji. Premier Jean Castex zapowiedział w zeszłym tygodniu, że art. 24 ustawy zostanie napisany na nowo i przeanalizowany przez specjalną komisję legislacyjną. (PAP)