"Reuters"o wydarzeniach w Birmie: Junta uderza w uniwersytety. Zawieszono w obowiązkach tysiące wykładowców

2021-05-10 14:44 aktualizacja: 2021-05-10, 14:53
Mnich buddyjski z Birmy monitoruje wyniki, gdy zwolennicy partii National League for Democracy (NLD) reagują podczas pierwszego liczenia głosów w wyborach parlamentarnych, poza siedzibą NLD w Rangun, Birma. Lider opozycji Aung San Suu Kyi's National League dla Demokracji wygrał wybory w 1990 r., ale wyniki zostały unieważnione przez wojsko. Fot. PAP/ EPA / RUNGROJ YONGRIT
Mnich buddyjski z Birmy monitoruje wyniki, gdy zwolennicy partii National League for Democracy (NLD) reagują podczas pierwszego liczenia głosów w wyborach parlamentarnych, poza siedzibą NLD w Rangun, Birma. Lider opozycji Aung San Suu Kyi's National League dla Demokracji wygrał wybory w 1990 r., ale wyniki zostały unieważnione przez wojsko. Fot. PAP/ EPA / RUNGROJ YONGRIT
W Birmie zawieszono w pełnieniu obowiązków ponad 11 tys. wykładowców i innych pracowników uczelni wyższych, którzy sprzeciwiali się zamachowi stanu i uczestniczyli w strajkach w ramach kampanii nieposłuszeństwa wobec wojskowej junty – podała w poniedziałek agencja Reutera.

Birmańskie uniwersytety wznawiają działalność po rocznej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa i stają się kolejnym polem konfrontacji pomiędzy armią a wykładowcami i studentami, którzy nawołują do strajków i bojkotów w akcie protestu przeciwko puczowi z 1 lutego.

„Denerwuję się, że muszę porzucić pracę, którą tak lubiłam, ale z dumą sprzeciwiam się niesprawiedliwości” – powiedziała 37-letnia pracownica jednej z uczelni, przedstawiając się tylko imieniem Thandar w obawie przed dalszymi retorsjami.

Inna wykładowczyni z Birmy, która przebywa obecnie na wymianie w USA, powiedziała agencji Reutera, że zażądano od niej, aby potępiła strajki, i zagrożono zwolnieniem z pracy. Władze uczelni przekazały jej, że każdy wykładowca będzie musiał dokonać takiego wyboru.

Do poniedziałku ponad 11,1 tys. pracowników naukowych i innych osób zatrudnionych na uczelniach zostało zawieszonych – przekazał przedstawiciel Birmańskiej Federacji Nauczycieli, zastrzegając anonimowość.

Studenci i nauczyciele akademiccy stanowili istotną część opozycji wobec wojskowej dyktatury, która rządziła Birmą przez 50 lat, nim na początku ubiegłej dekady rozpoczął się proces stopniowej demokratyzacji kraju. Odgrywają też ważną rolę w protestach przeciwko zamachowi stanu z 1 lutego, który gwałtownie przerwał ten proces.

Demonstranci domagają się przywrócenia do władzy rządu Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD) oraz uwolnienia aresztowanej przez wojsko demokratycznej przywódczyni kraju Aung San Suu Kyi.

Wielu nauczycieli, lekarzy i innych pracowników sektora budżetowego przerwało pracę

przyłączając się do ruchu nieposłuszeństwa obywatelskiego, który sparaliżował birmańską gospodarkę. Po wybuchu masowych protestów siły bezpieczeństwa zajęły uczelniane kampusy w Rangunie i innych miastach kraju.

Nie jest jasne, jak duży wpływ na ponowne otwarcie uniwersytetów będzie miało zawieszenie 11 tys. ich pracowników, ale wielu studentów zapowiada również bojkot zajęć. „Nic nie stracimy, opuszczając edukację junty” – powiedział agencji Reutera 22-letni student Uniwersytetu Pedagogicznego w Rangunie.

Minister edukacji w działającym w podziemiu Rządzie Jedności Narodowej powołanym przez przeciwników junty Zaw Wai Soe oświadczył, że był wzruszony, gdy studenci powiedzieli mu, że wrócą na zajęcia dopiero, „kiedy rewolucja zwycięży”.

Według Związku Pomocy Więźniom Politycznym (AAPP) od przewrotu z 1 lutego siły policyjne i wojskowe zabiły co najmniej 780 osób, a 3800 jest przetrzymywanych w aresztach. Wielu zabitych i aresztowanych to studenci. Wśród zatrzymanych jest też co najmniej 47 nauczycieli, a wobec 150 innych wydano nakazy aresztowania.

Nawet przed zamachem stanu system edukacji w Birmie należał do najgorzej finansowanych w regionie. Rząd Aung San Suu Kyi wydawał na szkolnictwo mniej niż 2 proc. PKB, co było jednym z najmniejszych odsetków na świecie – wynika z danych Banku Światowego, przytaczanych przez agencję Reutera.

Dyrektor birmańskiego think tanku Salween Institute for Public Policy Saw Kapi ocenił, że studenci nie spodziewają się w tym roku poprawy. "Zamiast myśleć o licencjacie, sugerowałbym, że musicie iść na Uniwersytet Życia na kierunek rewolucja" - napisał w mediach społeczenościowych.

Andrzej Borowiak (PAP)

liv/

TEMATY: