Igrzyska w Tokio. Wioska olimpijska cicha jak nigdy wcześniej

2021-08-01 11:00 aktualizacja: 2021-08-01, 18:54
Wioska olimpijska zawsze kojarzyła się ze spotkaniami i integracją sportowców z całego świata oraz gwarem. W Tokio - ze względu na pandemię COVID-19 - jest jednak znacznie ciszej, a hałas dobiega głównie ze stołówki, gdzie trzeba krzyczeć, chcąc porozmawiać przez przesłonę z pleksi.

Budowa kompleksu, w którym mieszkają sportowcy uczestniczący w igrzyskach w Tokio, jest typowa - to grupa położonych w bliskim sąsiedztwie bloków. Mieszkania, które obecnie zajmują zawodnicy i osoby im towarzyszące, zostały już na długo przed rozpoczęciem igrzysk sprzedane prywatnym osobom. Formalnie ich właścicielami staną się one po zakończeniu olimpijskiej rywalizacji w stolicy Japonii.

Ze względu na pandemię zmieniły się zasady dotyczące pojawiania się sportowców w wiosce olimpijskiej. Mogą przybyć do niej maksymalnie na pięć dni przed startem, a opuścić ją mają 48 godzin po jego zakończeniu. Ten drugi warunek nie zawsze jest jednak przestrzegany bardzo rygorystycznie. Wyjątek stanowią bowiem sytuacje, gdy zawodnicy nie mają w tym czasie możliwości podróży powrotnej. W tej sytuacji znalazła się m.in. grupa polskich zawodników.

Z rozmów z członkami delegacji biało-czerwonych wynika, że standard pokojów jest bardzo zróżnicowany.

"Niektóre są bardzo ładne, z widokiem na rzekę. Ale są też takie, które znacząco się od nich różnią. Są takie, które mają takie małe okienko wychodzące na schody i bardzo niewiele światła tam wpada. U nas w pokoju trenera i fizjoterapeuty zaś okna... nie było żadnego. Były też małe pojedyncze łóżka w rozmiarze dla juniorów zrobione z... kartonu oraz dwie małe szafy. Jak wcześniej spałam w takich japońskich hotelach przy lotnisku, to były tam tego samego typu pokoje - małe, ale które wszystko zmieszczą" - opowiadała PAP tenisistka Alicja Rosolska.

Występowanie pokojów bez okien lub z bardzo ograniczonym dostępem światła dziennego potwierdzili też krajowi przedstawiciele pływania, strzelectwa i wioślarstwa.

"My akurat mamy ten ciemny pokój, tzn. jedno okno i jest ono zazwyczaj zasłonięte, bo jest na wprost łóżka koleżanki, a wychodzi prosto na blok, który znajduje się bardzo blisko. Z drugiej strony, to nie przyjechałam tu, żeby siedzieć w pokoju, więc właściwie da się żyć" - stwierdziła specjalizująca się w skeecie Aleksandra Jarmolińska.

"Nie przyjechaliśmy tu na wakacje"

W podobnym duchu wypowiedziała się Maria Sajdak. Wicemistrzyni olimpijska w czwórce podwójnej z Tokio stwierdziła, że choć rzeczywiście standard pokojów zaproponowanych olimpijczyków znacząco się różni, to nie jest to najważniejsze podczas igrzysk.

"Nie przyjechaliśmy tu na wakacje, tylko rywalizować, więc te pokoje mają najmniejsze znaczenie w tym całym przedsięwzięciu" - skwitowała.

Ze względu na obostrzenia związane z pandemią tym razem zrezygnowano m.in. z tradycyjnych sal socjalnych.

"Mało jest miejsc, gdzie można spędzać razem czas. W porównaniu z igrzyskami w Rio de Janeiro brak mi tej integracji. O ile rozumiem, dlaczego nie ma miejsc w pokojach, bo to zamknięte pomieszczenia, to na zewnątrz już coś mogłoby się przydać. Niektóre ekipy pomyślały o tym i nawet wystawiły namioty przed budynki i przywiozły własne pufy oraz krzesła" - relacjonowała Jarmolińska.

Tradycyjnie centrum wioski stanowi stołówka. Tam również zastosowano środki bezpieczeństwa. Każde miejsce jest oddzielone od innego przesłoną z pleksi. Utrudnia to znacząco rozmowę.

Najgłośniej na stołówce 

"Jest dziwnie i bardzo słabo słychać. Jest bardzo głośno i często, by przekazać coś osobie z naprzeciwka, trzeba wykonywać gesty głową lub krzyczeć. Jeśli chce się z kimś pogadać, to zdecydowanie lepiej usiąść obok siebie, a nie na wprost" - zaznaczyła Rosolska.

Zawodnicy biorący udział w igrzyskach po raz pierwszy, mimo tych niedogodności wciąż podkreślają magię wioski olimpijskiej. Tak samo podchodzi do tego część zawodników bardziej doświadczonych. Pozostałym zdarza się narzekać czasem na wprowadzone restrykcje.

"Jak ktoś sobie to wszystko poukłada w głowie, to sobie poradzi. Niektórzy muszą kontrolować wszystko od jedzenia po łóżko... To moje trzecie igrzyska i uważam, że nikt nie zorganizowałby tych w czasach pandemii tak dobrze jak Japończycy. Należą im się za to podziękowania" - podkreślił siatkarz plażowy Grzegorz Fijałek.

Z Tokio - Agnieszka Niedziałek (PAP)

io/