Wrocławski magistrat w sierpniu zlecił kontrolę w izbie wytrzeźwień po śmierci obywatela Ukrainy

2021-09-15 17:04 aktualizacja: 2021-09-15, 18:42
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. PAP/Andrzej Grygiel
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. PAP/Andrzej Grygiel
Magistrat już pod koniec sierpnia zlecił kontrolę w izbie wytrzeźwień po śmierci obywatela Ukrainy, do której doszło tam po interwencji policji 30 lipca 2021 r. Sprawa została nagłośniona w mediach dopiero miesiąc później.

Rzecznik prasowy wrocławskiego magistratu, pytany przez PAP w środę o reakcję władz miasta na sprawę śmierci obywatela Ukrainy we Wrocławskim Ośrodku Pomocy Osobom Nietrzeźwym (WrOPON), poinformował, że za działalność ośrodka odpowiada od 2012 r. Stowarzyszenie Pomocy Wzajemnej im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Kontrolę zlecono już pod koniec sierpnia

"Organizacja pozarządowa otrzymuje na ten cel miejską dotację, dlatego Urząd Miejski Wrocławia już pod koniec sierpnia zlecił kontrolę we WrOPON-ie. Otrzymaliśmy ustną informację, że opiekun - ratownik medyczny, zatrudniony przez WrOPON na umowę zlecenie, którego imię pojawia się w artykule red. Jacka Harłukowicza, już nie współpracuje z ośrodkiem" - powiedział rzecznik.

Dodał, że po przeprowadzeniu kontroli magistrat będzie czekał na ostateczne ustalenia prokuratury i policji.

"Jeśli służby i sąd stwierdzą przekroczenia uprawnień po stronie pracowników WrOPON-u będziemy podejmować dalsze kroki" - powiedział rzecznik.

Przekazał, że prezydent Wrocławia Jacek Sutryk 7 września skierował do szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego list, w którym napisał o dwóch interwencjach policji we Wrocławiu, które - jak napisał - wzbudziły zaniepokojenie mieszkańców z powodu śmierci dwóch młodych mężczyzn. Jedna z nich to przypadek 25-letniego obywatela Ukrainy w izbie wytrzeźwień, a druga to siłowe wejście do mieszkania i zatrzymanie 29-latka. W tym drugim przypadku mężczyzna został od razu przewieziony do szpitala, w którym następnego dnia zmarł.

"Oczekuję szybkiego i transparentnego postępowania wyjaśniającego okoliczności obu spraw. Jednocześnie deklaruję pomoc i udostępnienie materiałów, które mogłyby pomóc w tym procesie" - czytamy w liście.

Do tragicznej śmierci obywatela Ukrainy doszło 30 lipca 2021 r. Policję powiadomili ratownicy pogotowia ratunkowego, którzy zostali wezwani do interwencji na przystanku MPK we Wrocławiu. Zdaniem służb pijany mężczyzna miał być agresywny, a ponieważ nie było wskazań, by musiał trafić do szpitala, funkcjonariusze zawieźli go do izby wytrzeźwień. 25-latek tam zmarł, a śledztwo w sprawie jego śmierci zostało przeniesione do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Służby prasowe dolnośląskiej policji poinformowały w piątkowym komunikacie, że komendant wojewódzki policji we Wrocławiu nadinsp. Dariusz Wesołowski z dniem 10 września 2021 r. zwolnił ze służby jednego z policjantów biorących udział w interwencji we wrocławskiej izbie wytrzeźwień w dniu 30 lipca 2021r. Funkcjonariusz ten w sposób nieuzasadniony miał użyć pałki służbowej i przekroczyć przepisy dotyczące zasady stosowania przymusu bezpośredniego. Rzecznik dolnośląskiej policji Kamil Rynkiewicz powiedział w niedzielę, że złamanie zasad polegało na uderzaniu i zadawaniu ciosów. Wyjaśnił też, że kamery na mundurach nie są stale włączone, ale podczas interwencji każdy policjant ma obowiązek włączyć swoją kamerę.

Trzech innych funkcjonariuszy jest zawieszonych od 1 września, a wobec jednego z nich wdrożone jest też postępowanie o wydalenie ze służby. "Ci czterej zawieszeni w swoich obowiązkach policjanci właśnie za to zostali zawieszeni, że nie włączyli swoich kamer" - powiedział rzecznik.

Natomiast do interwencji w mieszkaniu w dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu doszło 2 sierpnia 2021 r, a policja wydała 28 sierpnia komunikat w tej sprawie.

"W dniu 2 sierpnia 2021 roku wrocławscy policjanci interweniowali w jednym z prywatnych mieszkań, w związku ze zgłoszeniem, które wpłynęło na numer alarmowy 112. Zawierało ono prośbę o pomoc od ojca, który był zaniepokojony zachowaniem syna prawdopodobnie znajdującego się pod wpływem środków odurzających. Ponieważ zamknął się w mieszkaniu i nie chciał otworzyć drzwi, a jego bezpieczeństwo było zagrożone, bo był on mocno pobudzony, podjęto decyzję o wejściu siłowym. Po otworzeniu drzwi przez obecnych na miejscu strażaków, mężczyzna wymachiwał nożem w kierunku funkcjonariuszy i groził jego użyciem, w związku z czym został obezwładniony. Mając na uwadze stan psychofizyczny, w jakim znajdował się mężczyzna i fakt, że wcześniej chciał targnąć się na własne życie, przekazany został ratownikom medycznym obecnym na miejscu podczas interwencji. Po kilku godzinach policjanci otrzymali informację, że zabrany do szpitala mężczyzna zmarł" - napisano w policyjnym komunikacie.

Rzecznik prokuratury Okręgowej prok. Radosław Żarkowski powiedział PAP, że śledztwo w sprawie śmierci mężczyzny prowadzi Prokuratura Rejonowa Wrocław Psie Pole.

"Wykonano sekcję zwłok i pobrano próbki do badań toksykologicznych i histopatologicznych. Oczekujemy na informację o pełnych wynikach sekcji, ponieważ wstępne wnioski nie dały odpowiedzi, jaka była przyczyna śmierci" - powiedział prokurator.

Dodał, że mężczyzna trafił do szpitala z widocznymi na jego ciele obrażeniami, czy ranami, ale nie miały one takiego charakteru, że mogłyby spowodować śmierć.

"Śledztwo toczy się z paragrafu 155 Kodeksu karnego, czyli o nieumyślne spowodowanie śmierci. Jednak jak na razie toczy się w sprawie, a nie przeciwko komuś. Nikomu nie postawiono w tym postępowaniu zarzutów" - wyjaśnił prokurator.

W minionym tygodniu na konferencji prasowej szef resortu spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński został zapytany o interwencje policji, podczas których zmarł 29-latek we Wrocławiu, a trzy dni wcześniej 25-letni obywatel Ukrainy i 34-letni Bartosz S. w Lubinie. "Wszystkie te sprawy są bardzo wnikliwie badane" - zaznaczył Mariusz Kamiński.

"Nie chcę wydawać przedwczesnych sądów. Jeżeli doszłoby do jakiegokolwiek łamania prawa przez funkcjonariuszy, to wszystkie konsekwencje będą wyciągnięte, ale bardzo proszę o cierpliwość. Nie możemy przesądzać z góry winy funkcjonariuszy" - podkreślił szef MSWiA.

"Nie będzie ochrony dla tych, którzy łamią prawo, natomiast musimy czekać na wyniki ustaleń prokuratury, na postępowanie wewnętrzne, które są w sposób rzetelny prowadzone" - dodał Kamiński.(PAP)

autor: Roman Skiba

kgr/