Zwłoki migrantów przy polskiej granicy. Dera: te tragedie to efekt polityki reżimu Łukaszenki

2021-09-20 08:56 aktualizacja: 2021-09-20, 11:11
Fot. PAP/Marcin Onufryjuk
Fot. PAP/Marcin Onufryjuk
Sprowadzanie migrantów i próba wpuszczania ich do UE to plan reżimu Łukaszenki. A do tragedii dochodzi, gdy wchodzą oni w miejsca, z których trudno się wydostać - ocenił minister w KPRP Andrzej Dera, komentując znalezienie zwłok migrantów przy polskiej granicy.

Bug może stać się "drogą śmierci" - przestrzegał Dera w Programie Pierwszym Polskiego Radia.

Zwłoki trzech osób w rejonie przygranicznym, zwłoki kobiety po stronie białoruskiej

W niedzielę Straż Graniczna poinformowała na Twitterze, że w rejonie przygranicznym z Białorusią znaleziono zwłoki trzech osób. Premier Mateusz Morawiecki poinformował zaś, że w rejonie przygranicznym znaleziono zwłoki trzech osób, które próbowały nielegalnie przekroczyć granicę; po stronie białoruskiej zaś zwłoki kobiety.

"Wszystko na to wskazuje, że to jest zaplanowana polityka reżimu (Alaksandra) Łukaszenki - sprowadzanie emigrantów i próba wpuszczania przez wschodnią granicę Unii Europejskiej tych osób" - ocenił Dera, pytany o sytuację na polsko-białoruskiej granicy.

Prezydencki minister: mamy wielki problem na granicy i on będzie się nasilał

Według niego do tragedii doszło m.in. dlatego, że "migranci nielegalnie przekraczają granicę, nie znają terenu, wchodzą w miejsca, z których trudno się wydostać, a obecnie jest zimno". W jego ocenie "mamy wielki problem na granicy i on będzie się nasilał", gdyż do Białorusi wciąż sprowadzane są tysiące migrantów, którzy mogą być kierowani także przez rzekę Bug, która jest "szeroka, głęboka i bardzo wartka". "Jeżeli tą drogą będą kierować migrantów, to będzie to droga śmierci, (...) trudno sobie wyobrazić, co się będzie działo, jeżeli zostaną ci ludzie skierowani, żeby przepływali Bug" - podkreślił.

Na uwagę, że taka sytuacja "wymagałaby jedności klasy politycznej, bo zagrożone jest bezpieczeństwo państwa, NATO i UE", Dera przypomniał, że w Unii w 2015 r. było wielu zwolenników przyjmowania migrantów, ale potem "diametralnie zmieniono podejście ws. kontrolowania granic". Zaznaczył, że "w Unii Europejskiej zaakceptowano to, co myśmy proponowali, żeby (...) nie był to niekontrolowany przepływ emigrantów".

Pytany o opinię parlamentarzystów europejskich, którzy domagają się dostępu dziennikarzy i organizacji obywatelskich do pasa objętego stanem wyjątkowym, prezydencki minister odparł, przedstawiciele większości w PE to osoby o poglądach, które w polskim parlamencie reprezentuje opozycja. Dlatego takie działania - jak mówił - "mają wymiar absolutnie polityczny". "Bardzo ostrożnie bym podchodził do tych rezolucji Parlamentu Europejskiego, gdyż one - w moim odczuciu - w sposób jawny, polityczny ingerują w to, co się dzieje w Polsce" - powiedział.

Przekonywał także, że "nie do zaakceptowania dla większości lewicowo-liberalnej w Europie jest to, że w Polsce są rządy konserwatywne, prawicowe".

Stan wyjątkowy w pasie przygranicznym

Od 2 września w przygranicznym pasie z Białorusią, czyli w części województw podlaskiego i lubelskiego, obowiązuje stan wyjątkowy. Obejmuje 183 miejscowości. Został wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy, wydanego na wniosek Rady Ministrów.

Przedstawiciele rządu uzasadniają konieczność wprowadzania stanu wyjątkowego sytuacją na granicy z Białorusią, gdzie reżim Łukaszenki prowadzi "wojnę hybrydową" oraz rosyjskimi ćwiczeniami wojskowymi Zapad. (PAP)

Autor: Mieczysław Rudy

js/