Zdzisław Krasnodębski dla PAP: wyrok polskiego TK nie mógł być inny

2021-10-08 13:33 aktualizacja: 2021-10-08, 17:33
Europoseł Zdzisław Krasnodębski Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Europoseł Zdzisław Krasnodębski Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk
Wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego ws. prymatu prawa europejskiego nie mógł być inny - mówi w rozmowie z PAP europoseł PiS Zdzisław Krasnodębski. Racje prawne i polityczne są po naszej stronie - podkreśla.

"Ten wyrok po prostu nie mógł być inny. Oczywiste jest, że istnieje wyższość Konstytucji Rzeczypospolitej i że instytucje europejskie muszą działać w ramach przyznanych kompetencji. Zauważmy też, że wyrok nie podważa, tak jak niektórzy mówią, pewnych zapisów traktatów, tylko interpretacje, które tym zapisom zostały nadane" - zaznacza Krasnodębski.
 
Zwraca jednocześnie uwagę, że konsekwencje wyroku wychodzą poza relacje między Polską a Unią.

 
"Unia staje przed zasadniczym pytaniem +konstytucyjnym+, ustrojowym. Działania TSUE ws. Polski rozszerzały niepomiernie kompetencje unijne i otwierały możliwość ingerowania bezpośrednio w organizację systemu sądownictwa państw członkowskich. Ten wyrok stawia tamę tej ingerencji i zmusza UE do refleksji nad podziałem kompetencji między instytucjami unijnymi a państwami członkowskim. Pytanie, czy Unia jest jeszcze zdolna do takiej refleksji, która powinna doprowadzić do zahamowania tendencji niezgodnych z traktatami - stopniowego poszerzania kompetencji unijnych kosztem państw członkowskich i ich konstytucji. Były prezes niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe nazwał tę tendencję +wprowadzaniem państwa federalnego tylnymi drzwiami+" - przypomniał eurodeputowany.
 
Drugi aspekt sprawy, na który zwraca uwagę Zdzisław Krasnodębski, jest polityczny.
 

"Jest rzeczą charakterystyczną, że podobny wyrok niemieckiego Trybunału nie wywołał tego typu reakcji i emocji, choć KE rozpoczęła procedurę naruszeniową wobec RFN. Dlaczego? Wynika to z kontekstu politycznego, który też jest niezgodny z zasadami Unii. Jako niedopuszczalne traktuje się w Brukseli pytania dot. suwerenności stawiane przez państwa naszego regionu, a nie Francję czy Niemcy. W przypadku Niemiec czy Francji nikt nie przyjmuje, by instytucjom unijnym przysługiwała nadrzędność nad instytucjami tych państw, by np. wyrokami TSUE uczyć Francuzów trójpodziału władz, a Niemców apolityczności sędziów. Nasz region traktuje się według innych standardów, to tylko tu prawo europejskie ma być stosowane bez ograniczeń, bez przestrzegania zasady przyznania. Stąd tak wojownicze głosy dobiegające dziś z Brukseli" - ocenia polityk.

 
Dalszy bieg wydarzeń zależy teraz, jego zdaniem, od konsekwencji i stanowczości Polski.

Z Brukseli Artur Ciechanowicz (PAP)