Oskarżeni zwrócili pokrzywdzonemu pieniądze, choć wyrok jeszcze nie zapadł

2021-10-15 20:19 aktualizacja: 2021-10-15, 21:44
Fot. PAP/Rafał Guz
Fot. PAP/Rafał Guz
Oskarżeni o przywłaszczenie pieniędzy ze sprzedaży cudzego mieszkania oddali pokrzywdzonemu właścicielowi całą należność. "Prosimy o uniewinnienie, nigdy nie mieliśmy zamiaru go oszukać czy skrzywdzić" – zaapelowali w piątek na rozprawie małżonkowie Valentine i Patriciu P.

Prokuratura Rejonowa w Kaliszu oskarżyła małżeństwo Valentine i Patriciu P. o to, że przywłaszczyli powierzone im pieniądze w łącznej kwocie 345 tys. zł. Zdaniem śledczych gotówka ze sprzedaży przez pokrzywdzonego mieszkania w Warszawie została przez nich rozdysponowana bez wiedzy i jego zgody.

Oskarżona poznała pokrzywdzonego i jego nieżyjących już rodziców w 2010 r. w Warszawie. Wtedy wynajęła od nich pokój. Po pewnym czasie wyszła za mąż za Patricia P., który zamieszkał razem z nimi. Kiedy główni najemcy mieszkania zmarli, właścicielem został ich syn. Zdaniem prokuratury małżonkowie wykorzystali stan emocjonalny pokrzywdzonego i brak samodzielności; namówili go do sprzedania mieszkania w stolicy i wspólnego zamieszkania w wielkopolskim Kaliszu. Pokrzywdzony przystał na ich propozycję, a pieniądze wpłynęły na wspólne konto. Na to samo konto wpływała także co miesiąc renta pokrzywdzonego w wysokości 800 zł.

Razem mieszkali ponad 5 lat. W tym czasie – jak dowodzi prokuratura - pokrzywdzony nie posiadał własnych pieniędzy i nie korzystał z karty bankomatowej. Z analizy wyciągów bankowych wynika, że część kwoty ze sprzedaży warszawskiego mieszkania oskarżeni rozdysponowali m.in. na spłatę swoich zobowiązań, zakup samochodu czy wycieczkę dla całej rodziny do Wenecji.

Kupili też dom w Gołuchowie k. Kalisza. Po przeprowadzce pokrzywdzony pożyczał pieniądze od znajomych. Twierdzi, że nie starczało mu na chleb, a oskarżeni wydzielali mu na życie drobne kwoty. Żalił się, że jest od nich uzależniony. Mężczyzna został wyrzucony z domu w 2015 r. Jego zeznania potwierdzili - pracownik GOPS w Gołuchowie i sąsiadka.

W piątek strony procesu wygłosiły mowy końcowe. Prokurator Adam Handke powiedział, że materiał dowodowy "bezsprzecznie stanowi o sprawstwie i winie oskarżonych". Dodał, że przy wymierzaniu kary należy wziąć pod uwagę naprawienie przez oskarżonych szkody w całości, co – jak podkreślił - jest rzadkością. "Ta okoliczność jest ważka, nie może przejść niezauważona i nie mieć wpływu na wymiar kary" – powiedział prokurator, żądając dla oskarżonych 2 lat więzienia w zawieszeniu na okres 4 lat.

Obrońca pokrzywdzonego adwokat Piotr Majewski powiedział, że mowę końcową złagodzi z uwagi na zwrot pieniędzy. "To dla mojego klienta była sprawa priorytetowa i najważniejsza. Sprawa o dużo mniejszym znaczeniu to kwestia kary. Pokrzywdzony nie pała rządzą zemsty czy rewanżu" – powiedział mec. Majewski.

Przypomniał, że pokrzywdzony, który zaufał oskarżonym "jest osobą życiowo naiwną, która jest samotna i potrzebuje wsparcia innych osób". "W tej sprawie istotna jest ocena motywacji oskarżonych. Pytanie, czy od samego początku mieli zamiar, żeby te pieniądze z konta wyczyścić i przeznaczyć na własne cele – tego nie wiem. Natomiast tak się stało, że do tego doszło" – oświadczył.

Zdaniem adwokata sprawy nie byłoby, gdyby nie doszło do sporu między stronami, który zaowocował tym, że pokrzywdzony musiał się z tego domu wyprowadzić. "Po fakcie pokrzywdzony stwierdził, że jego pieniądze zasiliły tylko majątek oskarżonych i został bez grosza; jego los później nie był łatwy" – zauważył pozostawiając sądowi decyzję o wymierzeniu kary.

Obrońca oskarżonych adwokat Karolina Skrzypczyńska zawnioskowała o uniewinnienie oskarżonych od zarzucanego czynu. Poinformowała, że oskarżeni nie mogli wcześniej naprawić szkody ze względu na zarobki i potrzebny był czas na zgromadzenie pieniędzy.

Małżonkom grozi do 5 lat więzienia. Wyrok zostanie ogłoszony 28 października. (PAP)

Autorka: Ewa Bąkowska

ja/

TEMATY: