Wiceszef MON o sytuacji na granicy: służby po drugiej stronie celują w kierunku naszych żołnierzy, przeładowują broń

2021-11-05 07:02 aktualizacja: 2021-11-05, 08:31
Fot. PAP/Artur Reszko
Fot. PAP/Artur Reszko
Obecność Straży Granicznej i naszych żołnierzy na polsko-białoruskiej granicy sprawia, że ta granica jest szczelna mimo coraz częstszych prób jej sforsowania - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" wiceminister obrony narodowej Wojciech Skurkiewicz.

Wiceszef MON pytany w wywiadzie, czy panujemy nad sytuacją w kontekście naporu migrantów przy wschodniej granicy i coraz bardziej prowokacyjnych działań służb białoruskiego reżimu, odpowiedział: "Oczywiście, że panujemy nad sytuacją, która – jak wiemy – jest trudna".

"Obecność Straży Granicznej i naszych żołnierzy na polsko-białoruskiej granicy sprawia, że ta granica mimo coraz częstszych prób jej sforsowania jest szczelna. Grupy, które próbują nielegalnie przechodzić przez granicę, nie są osobowo aż tak liczne, jak pewnie życzyłby sobie tego reżim Alaksandra Łukaszenki" - ocenił Skurkiewicz. "Działania, jakie są prowadzone na granicy – z jednej strony poprzez obecność żołnierzy, a z drugiej poprzez zintegrowaną tymczasową zaporę, która jest już ułożona na odcinku 150 km – to wszystko daje jednoznaczny odpór działaniom podejmowanym za naszą wschodnią granicą" - podkreślił.

Odnosząc się do tego, że na terytorium Polski wtargnęły osoby bez oznaczeń na mundurach i w tej sytuacji trudno uciec od złych skojarzeń z "zielonymi ludzikami", wiceminister powiedział: "Bez wątpienia tak. Jednak żołnierze, którzy wspierają Straż Graniczną, są wyczuleni na różnego rodzaju prowokacyjne zachowania. Proszę pamiętać, że wielokrotnie – jako Ministerstwo Obrony Narodowej – komunikowaliśmy, że służby, które są po drugiej stronie granicy, dysponują długą bronią. Bardzo często jest tak, że celują w kierunku naszych żołnierzy, przeładowują broń, są także oddawane tzw. puste strzały. Ponadto nasi żołnierze są obrzucani czy to kamieniami, czy kłodami drewna. Jak widać, na bieżąco mamy do czynienia z takimi wydarzeniami" - wskazał wiceszef MON.

Sytuacja z 1 na 2 listopada szczególnie niebezpieczna

"Sytuacja, jaka się wydarzyła w nocy z 1 na 2 listopada, jest szczególnie niebezpieczna. Przekroczenie granicy Polski przez umundurowanych trzech funkcjonariuszy, jednoznaczne naruszenie tej granicy, mogło się skończyć tragicznie. Wiemy przecież, że w takich sytuacjach żołnierze mogą podjąć interwencję, włącznie z użyciem broni. Nasi żołnierze są bardzo dobrze przygotowani i robimy wszystko, żeby nie doszło do sytuacji, której nigdy byśmy sobie nie życzyli, bo ona eskalowałaby napięcie i skutkowałaby dalszymi, trudnymi do przewidzenia konsekwencjami" - zaznaczył Skurkiewicz.

Wiceminister obrony narodowej pytany, jak ocenia komunikat, w którym NATO wzywa Białoruś do zaprzestania agresji i przestrzegania prawa międzynarodowego, odpowiedział, że "nienaruszalność i integralność granic są to kwestie, które nie podlegają żadnej dyskusji".

"Pamiętajmy też, że Polska jest krajem wschodniej flanki UE, ale również Sojuszu Północnoatlantyckiego. Cieszę się, że Kwatera Główna NATO w Brukseli jednoznacznie komunikuje zaniepokojenie eskalacją na granicy polsko-białoruskiej. Zresztą nie jest to pierwszy tego typu komunikat, bo zarówno sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, jak i przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz poszczególni odpowiedzialni za bezpieczeństwo granic komisarze wypowiadają się w sposób jednoznaczny, wspierając działania polskiego rządu w tym zakresie" - powiedział Skurkiewicz "Naszemu Dziennikowi".

"Oczywiście potrzebne są też kolejne działania, które zmuszą reżim Łukaszenki do cofnięcia się z tej haniebnej drogi. Nikt też nie ma wątpliwości co do tego, że wszystkie te działania są zaaranżowane przez Alaksandra Łukaszenkę. Tysiące migrantów z Bliskiego Wschodu przylatuje samolotami do Mińska, następnie są transportowani na polsko-białoruską granicę. To pokazuje, że jest to akcja zorganizowana" - dodał wiceszef MON.

"Natomiast jeżeli chodzi o Unię Europejską, to wiadomo, że Unia nas wspiera"

Zapytany, czy praca w Brukseli nad kolejnymi sankcjami wobec Białorusi nie trwa zbyt długo, przypomniał, że "sankcje na reżim białoruski są nałożone i są one wymierne i bardzo dotkliwe". "Zresztą sam Łukaszenka wskazał, że działania przeciw Polsce i Unii Europejskiej, jakie podejmuje z migrantami, będą prowadzone do momentu, kiedy UE nie cofnie się i nie zdejmie obostrzeń nałożonych na Białoruś. Jak widać, sankcje i obostrzenia są, mają miejsce, będą kolejne i okazuje się, że są dotkliwe dla reżimu Łukaszenki" - stwierdził Skurkiewicz.

"Pamiętajmy też o jednej kluczowej kwestii – mianowicie to, co dzieje się dzisiaj za naszą wschodnią granicą, to nie są wydarzenia, które rozgrywają się bez wiedzy i inspiracji Kremla oraz Władimira Putina. Wielu ekspertów podkreśla, że Łukaszenka jest tylko narzędziem w szerokim planie, który roztacza wobec przyszłości Europy Putin. Wystarczy tylko wspomnieć kwestię projektu Nord Stream 2, gdzie trwa oczekiwanie na przyspieszenie uruchomienia tego gazociągu. Jeśli do tego dodamy szantaż gazowy i właśnie działania na naszej wschodniej granicy, to widać, że są to wszystko rzeczy, które układają się w jedną całość" - wskazał wiceminister obrony narodowej.

"Natomiast jeżeli chodzi o Unię Europejską, to wiadomo, że Unia nas wspiera - przynajmniej werbalnie. Jeśli bowiem weźmiemy ostatni komunikat dotyczący tego, że Unia Europejska nie chce partycypować w budowie stałej zapory na polsko-białoruskiej granicy, a więc na granicy Unii Europejskiej, to jest to – delikatnie rzecz ujmując – głos bardzo niepokojący" - ocenił w rozmowie Skurkiewicz. (PAP)

dsk/