Profesor Marczyńska: zatraciliśmy zdolność racjonalnego reagowania w szkołach w związku z epidemią

2021-11-11 06:31 aktualizacja: 2021-11-11, 10:51
Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Fot. PAP/Łukasz Gągulski
W mojej ocenie zatraciliśmy zdolność racjonalnego reagowania w szkołach w związku z epidemią — powiedziała PAP prof. Magdalena Marczyńska z Rady Medycznej przy premierze. Oczywiste jest dla niej, że powinno się w przypadku zakażeń wśród uczniów działać punktowo i unikać podejścia nadmiarowego.

"Cały czas powtarzam to samo. Edukacja stacjonarna dzieci z wielu względów jest koniecznością. Skutki uboczne edukacji zdalnej są ogromne. Dlatego wiedząc już, że wirus SARS-CoV-2 z nami zostanie, musimy nauczyć się organizować pracę szkół. Tak, aby wszyscy uczestnicy procesu edukacyjnego widzieli w tym racjonalność. Przecież rodzice, dzieci, nauczyciele, obsługa szkół — te wszystkie grupy widzą, jak to wygląda. Zatraciliśmy, jako społeczeństwo, ale i służby - w tym Sanepid - zdolność racjonalnego reagowania w szkołach w związku z epidemią" - oceniła specjalistka od chorób zakaźnych wieku dziecięcego z WUM.

Zdaniem prof. Marczyńskiej szczepienia dla osób pracujących w szkołach powinny być obowiązkowe. To likwidowałoby już jeden problem w postaci absencji nauczycieli i kwarantann ich kolegów z pracy.

"Do tego nie mogę cały czas przyjąć tej logiki związanej z wyimaginowaną segregacją. Dlaczego jak w klasie w liceum zaszczepione jest np. 50 procent uczniów, to w przypadku jednego zakażenia na naukę zdalną przechodzi cała klasa? Przecież to absurd. Wszystkie zaszczepione dzieci powinny chodzić normalnie do szkoły. W odpowiedzi słyszymy jednak, że nie da się prowadzić nauczania hybrydowego w ramach klasy. Kręcimy się więc w kółko i nadmiarowo skazujemy na edukację zdalną za dużo dzieci" - wyjaśniła.

Pytana o dziesięciodniowy okres kwarantanny dla dzieci "z kontaktu" przyznała, że ma mieszane uczucia związane z pomysłem jej skrócenia do 7 dni.

"Oczywiście można byłoby się zgodzić na taki wariant przy negatywnym wyniku testu. Zadaję sobie jednak kilka pytań. Po pierwsze, czy te wyniki byłyby szybko, bo jeżeli dziecko czekałoby na taki wynik kilka dni, to sensu w tym nie będzie wielkiego. Po drugie, czy rodzice zdecydowaliby się na taki odpowiedzialny wariant i realnie zabierali dziecko na testy. Jeżeli bowiem z grupy zdecyduje się na to jedno czy dwoje rodziców, to klasa do szkoły i tak nie wróci, bo reszta będzie czekała do 10 dnia. Nie ma możliwości mocniejszego skracania kwarantanny, bo decyzja w tej sprawie nie zależy od nas, tylko od czasu zakaźności wirusa. Cała ta rozmowa po prostu powinna zostać pozbawiona emocji i jakiejś formy szukania na siłę podziałów społecznych. Jestem jak najbardziej za rzeczową analizą tego, co można usprawnić. Trzeba się pogodzić z istnieniem wirusa i tak to wszystko zorganizować, aby absencji w szkołach było jak najmniej. Podstawą tego wszystkiego winny być szczepienia" - dodała.

Podczas poniedziałkowego briefingu prasowego w Baranowie (Lubelskie) minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek został zapytany przez PAP o możliwość krótszej kwarantanny dla uczniów, którzy po około 7 dniach od kontaktu z koronawirusem nie mają objawów i którzy — po wykonaniu testu i uzyskaniu negatywnego wyniku — mogliby wrócić do szkoły wcześniej.

Szef resortu podkreślił, że "nie jest przedstawicielem Ministerstwa Zdrowia i się na tym nie zna, ale jeśli taki powrót byłby możliwy i bezpieczny z punktu widzenia bezpieczeństwa zdrowia dzieci i młodzieży, to optowałby właśnie za tym, żeby tę kwarantannę skrócić maksymalnie".

"Dziś kwarantanna wynosi dziesięć dni, ale gdyby wynosiła mniej niż tydzień, byłoby jeszcze lepiej" – powiedział Czarnek. (PAP)

Autor: Tomasz Więcławski

kgr/