Były główny strateg Białego Domu Steve Bannon otrzymał zarzuty w sprawie uchylania się od zeznań przed Kongresem

2021-11-12 23:03 aktualizacja: 2021-11-13, 09:02
Były główny strateg Białego Domu Steve Bannon. Fot. PAP/EPA/MASSIMO PERCOSSI
Były główny strateg Białego Domu Steve Bannon. Fot. PAP/EPA/MASSIMO PERCOSSI
Były główny strateg Białego Domu Steve Bannon otrzymał w piątek zarzuty w związku z uchylaniem się od zeznań przed komisją śledczą Izby Reprezentantów ws. szturmu na Kapitol. Politykowi grozi do roku więzienia.

Jak poinformował w komunikacie resort sprawiedliwości, Bannonowi postawiono dwa zarzuty: jeden za odmowę złożenia zeznań przed komisją i drugi za odmowę złożenia wymaganych dokumentów. Za politykiem zostanie wystawiony nakaz aresztowania. W przypadku skazania go przez sąd, grozi mu od 1 miesiąca do roku więzienia.

"Od pierwszego dnia urzędowania obiecałem pracownikom Departamentu Sprawiedliwości, że razem pokażemy Amerykanom słowem i czynem, że przestrzegamy rządów prawa (...) Dzisiejsze zarzuty odzwierciedlają nasze zobowiązanie wobec tych zasad" - powiedział szef resortu, prokurator generalny Merrick Garland.

O postawienie zarzutów byłemu doradcy Trumpa wnioskował w październiku Kongres, po tym jak Bannon zignorował sądowe wezwanie do stawienia się przed komisją badającą okoliczności szturmu na Kapitol 6 stycznia.

Były współpracownik prezydenta, który na początku kadencji Trumpa pełnił rolę "głównego stratega Białego Domu" - lecz został zwolniony po kilku miesiącach - stwierdził, że nie może zeznawać, bo poprosił go o to Trump. Powołał się przy tym na tzw. przywilej egzekutywy, zwyczaj prawny pozwalający prezydentom chronić treść wewnętrznych rozmów. Większość ekspertów uważa jednak, że dotyczy on tylko urzędujących prezydentów.

Bannon jest uważany za jedną z kluczowych osób zaangażowanych w protesty, które skończyły się szturmem na Kapitol. Na dzień przed zamieszkami zapowiadał podczas swojego podcastu, że 6 stycznia "zawali się piekło", i sugerował, że dojdzie do "rewolucji". 5 stycznia Bannon spotkał się też w hotelu Willard w Waszyngtonie z republikańskimi kongresmenami.

Zatrzymanie Bannona może mieć znaczenie w kontekście dalszych prac komisji śledczej. W piątek w ślady byłego doradcy Trumpa poszedł były szef personelu Białego Domu Mark Meadows, który także nie stawił się przed komisją, uzasadniając to w podobny sposób do Bannona. Odmowę współpracy z komisją zapowiedzieli też inni byli doradcy b. prezydenta, Stephen Miller i gen. Mike Flynn.

"To świetna wiadomość. Myślę, że to wysyła ważny sygnał dla pozostałych świadków, że nie można po prostu ignorować Kongresu. Może ci się to nie podobać, może myślisz, że nic złego wtedy nie zrobiłeś, ale nie możesz po prostu odmówić współpracy" - powiedział CNN jeden z członków komisji śledczej, republikanin Adam Kinzinger. Polityk zasugerował, że podobne zarzuty powinien usłyszeć również Meadows. Dodał, że dotąd zeznania przed komisją złożyło ponad 150 osób.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

kgr/

TEMATY: